Jakie jest jedzenie w Hongkongu?

Wydaje mi się, że dużo zdrowsze niż u nas. Gdy sprawdzaliśmy skład niektórych produktów, nie było w nich żadnej chemii. U nas niestety jest odwrotnie. W wielu produktach mamy całą tablice mendelejewa. Na przykład, znane u nas herbaty mrożone, prawie w ogóle nie zawierają herbaty, maja milion aromatów i ulepszaczy, a przede wszystkim zawierają bardzo dużo cukru. Tam złapana przez nas pierwsza lepsza herbata, zawierała tylko wodę, herbatę i kwasek cytrynowy. Można? Po dwunastu dniach w Azji, jedząc czasem nawet ‘śmieciowe’ jedzenie, czuliśmy się dużo lepiej, lżej.

Tamtejsze jedzenie z reguły jest dość ostre, wiec trzeba uważać co się zamawia. My, ze względu na budżet jakim dysponowaliśmy, nie stołowaliśmy się raczej w restauracjach, gdzie za obiad dla dwojga trzeba było zapłacić $1500. Szukaliśmy raczej czegoś mniejszego, tańszego, no i najważniejsze, szukaliśmy knajpek, w których jadają miejscowi. O ciekawe miejsca wcale nie było trudno. Jednym z nich była na przykład mala knajpka, jakieś dwie ulice od naszego hostelu, w której podawali przede wszystkim różne dania z makaronem. Ciekawe w tym miejscu było to, że lokal wyglądał jak mały  przydrożny bar znany nam z amerykańskich filmów. Czerwone kanapy, poobdzierane stoliki, pożółkła farba na ścianach. Zamawiało się tam podobnie jak w naszych barach mlecznych. Przed wydawką siedziała dość sporych rozmiarów kobitka przy kasie i zbierała zamówienia. Po jego złożeniu, dostawało się numerek, zajmowało stolik i… najfajniejsze było to, ze pani z wydawki wołała po numerku przez mikrofon gdy danie było gotowe do odbioru! Brzmiało to jak zapowiedzi na dworcu kolejowym. Dość głośno, a mimo to bardzo niewyraźnie. Oczywiście, gdy zamówienie składali obcokrajowcy, z góry wiedziała i wołała po angielsku.

No ale do rzeczy.

Co warto spróbować w Hongkongu?

  • na pewno Dim Sum! Coś jak nasze pierożki czy papuchy z różnymi farszami, przygotowane glownie na parze, ale nie tylko. Pychota.
  • latte z zielonej herbaty. Moje ulubione.
  • herbata chryzantemowa. Można ja dostać chyba w każdym markecie.
  • herbata różana. Nie z dzikiej róży jak u nas, tylko z małych pączków kwiatów.
  • ich wypieki. Słodkie są raczej mniej słodkie niż u nas, a wytrawne… też są słodkie 😀 Na przykład słodka drożdżówka z parówka i serem (nabiał jest tam bardzo drogi wiec często jest go tyle co kot napłakał, albo coś podobnego do sera w zastępstwie).
  • sushi! Koniecznie. Tam sushi jest pyszne i tanie!
  • piwo miętowe – bardzo ciekawy smak mimo wszystko 😉 A z reszta, w ogóle miejscowe piwo.
  • kiełbaski na patyku z ostrym sosem
  • fishballs, czyli kulki rybne. Nie wiemy z czego są zrobione, bo raczej mało przypominały rybę, ale są dobre
  • suszona ryba, nie do końca moje smaki, ale spróbować warto jak już się tam jest
  • suszone mięso sprzedawane w cukierniach bo jest… słodkie 🙂

 

Tu znajdziecie adresy miejsc w których możecie kupić i spróbować jedzenie wymienione powyżej.
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *