Trochę inne Makao

Część pierwsza tu. Kliknij jeśli nie czytałeś/aś

Po wykwintnym obiedzie w amerykańskiej „fastfudowni”, wróciliśmy do katedry, po drodze zahaczając o sklepik z pamiątkami, by kupić sobie magnesy (tak przy okazji, zapomniałem wspomnieć, że w Makao możemy również płacić dolarem Hongkońskim). Kolejnym celem naszej wycieczki był Venetian. Mega wielkie kasyno, które jest bratem kasyna Venetian z Las Vegas.

Patrząc na mapę (ja ją obsługiwałem, a weźmy pod uwagę to, że nie miałem pojęcia co to Venetian), stwierdziłem, że kasyno znajduje się niedaleko kasyna Lisboa, w którym już wcześniej byliśmy. Nie było jeszcze tak późno, w związku z czym stwierdziliśmy, że zboczymy ze szlaku turystycznego i pójdziemy sobie dookoła. Odbiliśmy więc na północ w kierunku kościoła Św. Antoniego i tam dreptaliśmy przypadkowymi uliczkami. Wiecie co się okazało? Że poza tym pięknym deptakiem wyznaczonym na trasie turystycznej, z której pewnie mało kto zbacza mając niewiele czasu w Makao, wcale nie jest tak pięknie, kolorowo i czysto. Odrapane budynki, nieremontowane od lat, ruiny, smród. Generalnie szaro, buro i ponuro. Widać że ten kraj do najbogatszych nie należy. Tam raczej przyjeżdżają bogaci ludzie pograć w kasynie i pewnie wcale z niego nie wychodzą, a reszta turystów wpada przy okazji pobytu w Hongkongu. Niby widoki do najprzyjemniejszych nie należały, ale miało to swój klimat i spacer tymi uliczkami, mimo wszystko, był bardzo przyjemny.

Te mniej ładne uliczki Makao

Penetrując mniej uczęszczaną część miasta, doszliśmy w końcu do jeziora Nam Van. Jest to wielki zbiornik wodny w samym sercu Makao. Widok na zabudowę z drugiego brzegu jest niesamowity. Obeszliśmy jezioro zapisując każdy szczegół tej wspaniałej panoramy w naszych głowach, aż dotarliśmy do hotelu Wynn, przed którym była wielka fontanna, bijąca w rytm muzyki Franka Sinatry. Tam niedaleko, według mojego odczytu mapy, miał znajdować się słynny Venetian. Idziemy więc dalej. Znaleźliśmy. Ale zaraz… Wygląda trochę inaczej niż na zdjęciu z neta, które oglądaliśmy wczoraj będąc w naszym pokoju w Hongkongu. Cały czas coś mi z tą mapą nie pasowało. Legenda na mapie była podzielona na: hotele, kasyna, zakupy. Część była na jednej stronie z jednym kawałkiem mapy Makao, a część na drugiej. Patrzę na Venetian, numer 12 na mapie. Odwracam mapę i jest, patrzę przed siebie i nie ma. Co jest?!

Gdzie się podziały lekcje geografii?

Widziałem jeden spis kasyn i myślałem, że część kasyn zaznaczona jest na jednej stronie mapy, a część na drugiej. Tym samym byłem przekonany, że kasyno numer 12 jest tylko jedno. Jak ja się zdziwiłem, gdy okazało się, że tabele były dwie, na każdej ze stron, i każda z tych tabeli odpowiada stronie mapy na której się znajduje. Tak więc dwunastki były dwie, a ja patrzyłem na nie tą co trzeba. 😀 Tylko proszę… Nie komentujcie tego. 😀

Było już koło osiemnastej, a my znajdowaliśmy się po złej stronie mostu. Na szczęście niedaleko, między kasynem Lisboa, a jeziorem, był duży przystanek autobusowy. Pytaliśmy się pana w okienku, który autobus tam jedzie i powiem, że ciężko było się porozumieć, ale jakoś w końcu się udało. O ile się nie mylę, był to autobus numer 11. Pamiętam, że było w nim strasznie dużo ludzi i nie było czym oddychać. Ale jakoś daliśmy radę.

Ze względu na to, że nie wiedzieliśmy dokładnie gdzie ten autobus jedzie, wysiedliśmy w bezpiecznym dla nas miejscu, z którego widać było Venetian. Był to przystanek Nam Sun Garden.
Stamtąd poszliśmy prosto przez rondo „Rotunda do Estadio”, a raczej pod, bo szło się przejściami pod ulicą. Dalej Avenida Olimpica na osiedle, które wyglądało jak mikroskopijne miasteczko. Szło się dosłownie z 200 metrów, na końcu był park o nazwie Carmel Garden, a zaraz za nim on! Venetian. Dotarliśmy. Mega duży, no i pozostawia efekt „wow” na dość długo, choć przyznam szczerze, że jeszcze bardziej podobał mi się Galaxy, stojący naprzeciwko Venetiana.

Mikro-miasteczko
Galaxy
Venetian

Po kilku godzinach, nareszcie dotarliśmy!

Jeszcze nigdy wcześniej nie byłem w tak luksusowym kompleksie. Przepych gdzie nie spojrzysz. Nawet w windzie wisiał kryształowy żyrandol, i w ogóle cała winda wyglądała jak milion dolarów. Na dole znajdowały się kasyna, w których było blisko 4000 maszyn i około 800 stołów do gry. Do tego hotel, w którym jest 3000 apartamentów, arena na 15 tysięcy osób no i 51 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni handlowej, na której (wg. ulotki) znajduje się 650 bezcłowych sklepów, w tym takie marki jak: Dior, Versace, Chanel, Armani czy Givenchy, oraz około 40 marek z samego Makao. Nawet informatory z mapką galerii są ładne i eleganckie. Nie wspomnę już o kinie, salach teatralnych i wszystkim czego sobie dusza zapragnie.

Spora część galerii była zrobiona tak, że wyglądała jak Wenecja. Były kanały z prawdziwą wodą i pływającymi gondolami, kamienice i nawet niebo. Całość sprawiała wrażenie, jakby się na prawdę było w Wenecji. Świetnie to zrobili!

Mała Wenecja
Luksusowa winda 🙂
Galeria

Tuż obok Venetiana powstawał nowy kompleks o nazwie „Parisian”. Jak można się domyśleć, motywem przewodnim jest Paryż. Już na promie widzieliśmy reklamy, na których widzieliśmy jak ma to wyglądać. Niestety otwarcie przewidziano na jesień 2017, więc nie dane było nam go zobaczyć na żywo od środka. Z zewnątrz, mimo wszystko, już wyglądał ładnie. No i ta wieża Eiffla. Niestety zrobiło się już późno i trzeba było wracać na prom. Znaleźliśmy więc autobus do portu Taipa, który przypominał mi trochę dawny terminal Etiuda w Warszawie. Taki mały blaszak, zaraz przy lotnisku Makao.

M.

Venetian z wieżą Eiffla i Parisianem w tle.
Parisian i kawałek wieży Eiffla
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *