1. Fruvita w Pingo Doce

Wchodzę sobie do sklepu w Lizbonie, a tu w lodówce stoi Fruvita z Biedronki! I to w kilku smakach. Można to łatwo wytłumaczyć. Supermarket w którym sprzedawana jest Fruvita to Pingo Doce (czyt. pingo dos), który należy do największego koncernu spożywczego Portugalii Jeronimo Martins. A ten z kolei jest właścicielem Biedronek w Polsce. W ten sposób w Pingo Doce znajdziemy właśnie Fruvity (innych produktów z Polski niestety nie znalazłem), a w Biedronce między innymi portugalską oliwę z oliwek Casa Azeite i Porto Tawny (oryginalne Porto może być produkowane tylko w portugalskim Porto). Podobieństwo Pingo Doce do Biedronki kończy się na tym, że można je spotkać na każdym kroku w całej Portugalii. Cała reszta jest zupełnie inna. Przede wszystkim Pingo to nie dyskont tylko supermarket. Rzadko też występuje jako osobny budynek i najczęściej znajduje się na parterach, lub w piwnicach większych budynków. Również wystrój jest bardziej elegancki, a wewnątrz są osobne stoiska ze sprzedawcami, np. z mięsem, serami, lub gotowym jedzeniem. Często też jest wydzielona część, gdzie można przy stoliku zjeść coś słodkiego i wypić kawę. Tak więc Biedronka to uboga krewna swojej portugalskiej siostry, ale trzeba przyznać , że wybór produktów w Biedronce jest znacznie większy.

2. Gazowana woda

W Portugalii bardzo rzadko pije się wodę gazowaną. Oczywiście jest dostępna w sklepach, czy restauracjach, ale jest mało popularna. W supermarketach jest zawsze kilka marek wód niegazowanych i najwyżej jedna wody gazowanej. Podobnie w restauracji zamawiając wodę i nie zaznaczając wyraźnie, że chcemy gazowaną dostaniemy automatycznie dzbanek zimnej wody niegazowanej. Zresztą trochę podobnie jest z kawą. Zamawiając kawę i nie mówiąc konkretnie jaką chcemy, dostaniemy prawie zawsze mocne espresso, bo kawy z mlekiem ,lub cappuccino właściwie się nie pije.

3. Klimat

Klimat potrafi bardzo zaskoczyć. Jedyną rzeczą ,która nas nie zaskoczy jest słońce (ale dotyczy to południa kraju i Lizbony). Na 99 %możemy być pewni, że nie będzie padać. Na około dwadzieścia razy, kiedy byłem w Lizbonie padało…raz. I to w listopadzie, około 10 minut i zaraz potem wyszło słońce. Co innego północna część kraju i Porto. Byłem tam tylko raz, w sierpniu i całe cztery dni padało i było dość zimno ( około 20 stopni). Stąd jeśli ktoś szuka polskiej pogody nad morzem to Porto będzie idealne. Zimą temperatura raczej nie spada poniżej 15 stopni i z reguły da się w południe poleżeć na plaży, ale wieczory i noce potrafią bardzo zaskoczyć. Tuż po zachodzie słońca temperatura spada z szybkością błyskawicy i w środku nocy może być bliska zera. Mieszkania często nie mają kaloryferów, dlatego zimą w nocy może Wam być naprawdę zimno. Wynagrodzą Wam to za to słoneczne, ciepłe dni, jednak niech was nie zwiedzie ostre słońce i nie próbujcie wchodzić do oceanu, bo nawet latem woda w nim jest bardzo zimna (dużo cieplejsza jest na południu kraju, np. w mekce turystów – Algarve).

Wyjątkowo zachmurzone niebo nad Tagiem

4. Wielkość mieszkań

Nie będę tutaj pisać o malutkich, ciemnych mieszkaniach Alfamy (dzielnica Lizbony), gdzie najczęściej mieszkają starsze osoby, lub są wynajmowane turystom, ale o zwykłych blokach. Z zewnątrz niczym szczególnym się nie wyróżniają , ale ich metraż potrafi zaskoczyć. Nierzadko zdarzają się w zwykłych blokach (nie apartamentowcach) mieszkania powyżej 150 metrów, z dwiema łazienkami. Dyktator Salazar, pomimo oczywiście wielu wad, miał również jedną zaletę: bardzo dbał o sytuację mieszkaniową Portugalczyków i to za jego władzy wybudowano nie kończące się blokowiska wokół Lizbony i wprowadzono specjalną ustawę chroniącą, zwłaszcza starsze osoby, przed podwyżkami czynszów.

5. Piwo

Jeszcze nigdzie nie spotkałem butelek z piwem o pojemności 0,25 litra. W Portugalii to nic szczególnego i można je spotkać w każdym sklepie. Można też kupić sześcio lub ośmiopaki.

6. Ceny

Ogólnie Portugalia jest tańsza od Niemiec. Ceny w restauracjach są bardzo przyjemne i już za 6-8 euro można zjeść porządny obiad, co w Niemczech jest raczej niemożliwe, bo ceny zaczynają się od 12 euro. Podobnie usługi, komunikacja, czy czynsze. Jest jednak coś, co jest droższe. To produkty spożywcze. W Pingo Doce, lub Continente (jedna z największych sieci hipermarketów w Portugalii) ceny wszystkich produktów są wyraźnie wyższe niż w Niemczech, gdzie silna konkurencja między sieciówkami doprowadziła do tego, że ceny podstawowych produktów zaczynają być takie same jak w Polsce. Dziwi mnie to, bo biorąc pod uwagę wysokość portugalskich zarobków ( zdarzają się pensje 500- 600 euro, nawet w samej Lizbonie) ceny artykułów spożywczych powinny być niższe. Co ciekawe bardzo popularne są bony na jedzenie, które dodawane są do pensji. Do podstawowej pensji dodawane jest 100-200 euro do zrealizowania w konkretnym sklepie.

7. Urzędy

Pewnego razu musiałem załatwić następującą rzecz: za nie opłacenie rachunku w terminie został odłączony dopływ wody, dlatego musiałem udać się do biura, zapłacić zaległe pieniądze i załatwić ponowne podłączenie. Sprawa wydawać by się mogło prosta, ale kiedy nie zna się portugalskiego, a pracownice firmy wodociągowej nie mówią w ogóle po angielsku, jest to nie lada wyczynem. Przypuszczam, że istnieją w dalej Portugalii bardziej nowoczesne urzędnicze przybytki , ale ten konkretny był prawdziwą podróżą do przeszłości. Samo biuro było nieco większe od pokoju i trochę też takie sprawiało wrażenie przez wszechobecną boazerię na ścianach. Przy długich, drewnianych stołach siedziały starsze panie, a na małym ekraniku wyświetlały się, wszechobecne w Portugalii, numerki. W poczekalni był spory tłum ludzi, z których większość przyszła tutaj zapłacić rachunki.Jakimś cudem udało mi się na migi dogadać z ze starszą panią i jeszcze tego samego dnia po południu woda została ponownie włączona, ale miejskie wodociągi w Queluz przeniosły mnie chwilowo jakieś 40 lat wstecz. 😀

8. Wygrana w Eurowizji

Tak. To było dla mnie prawdziwe zaskoczenie. Piosenka, która zupełnie nie była typowana na tą, która wygra (wszyscy, łącznie ze mną typowali Włochy) znalazła się na pierwszym miejscu i to z niemałą przewagą. Zupełnie nie eurowizyjne bity i spokojna, nastrojowa melodia, spowodowały, że w przyszłym roku, piątkowy wieczór 11 maja spędzimy w Altice Arena w Lizbonie. Już nie mogę się doczekać, bo każda okazja jest dobra, żeby znów znaleźć się w cudownej Portugalii.

9. Steki z wołowiny

Steki w Portugalii potrafią nieźle rozczarować. Zamawiając steka zawsze spodziewam się dostać gruby kawał mięsa, średnio wysmażony, czyli medium. Najlepiej bez sosu i przypraw, ewentualnie z odrobiną soli i masłem na wierzchu. No cóż takiego dania można ze świecą szukać. Oczywiście znajdą się restauracje z wyższej półki, które w ten sposób serwują wołowinę, ale nie jest ich zbyt wiele. Typowy, portugalski stek to cienka podeszwa, wysmażona do końca, która w Niemczech, określa się jako “tot” , czyli “ martwy”. Najgorsze jest to, że wołowina ma żyły, które są nawet pożądane. Całość ,jak dla mnie, mało zjadliwa, podobnie zresztą jak większość mięsnych potraw w Portugalii. Na szczęście można rozkoszować się innymi rzeczami. Owoce morza, słodycze i ryby są bezkonkurencyjne.

10. Muzyka w metrze

Nigdzie na świecie nie spotkałem się z muzyką na stacjach metra. Delikatne, przyjemne dla ucha tony, dobiegające z głośników,uprzyjemniają czekanie na kolejkę. Podczas wjazdu składu na stację muzyka automatycznie się podgłaśnia, żeby nie zagłuszał jej pisk hamującej kolejki. W ogóle podróżowanie metrem w Lizbonie to wielka przyjemność. Jest czyste, latem daje chłód, a niektóre ze stacji mają wspaniałe, kafelkowe mozaiki. To jedno z moich ulubionych systemów metra na świecie i już same nazwy linii, oznaczonych czterema kolorami, brzmią dla moich uszu jak muzyka (niebieska- Azul, żółta- Amarela, zielona- Verde, czerwona- Vermelha). Jest to też najwygodniejszy i najszybszy środek transportu z lotniska do centrum miasta.

11. Godziny otwarcia

Godziny otwarcia sklepów, restauracji i metra mogą zaskakiwać. Lizbona bardzo późno budzi się do życia, ale też bardzo późno zasypia. Niewiele ludzi zaczyna pracę o 6, 7 rano. Większość dojeżdża do pracy na dziewiątą , lub nawet dziesiątą, dlatego też większość sklepów otwierana jest dość późno. Pierwsze składy metra ruszają dopiero o około 7:30, bo wcześniej woziłyby pewnie powietrze. Ale coś za coś. Portugalczycy pracują do wieczora , np. osiemnastej lub dwudziestej. Dopiero około 17-18 otwierane są restauracje po popołudniowych przerwie, ale często ciepła kuchnia rusza jeszcze później np. około 19. Oczywiście restauracje przeznaczone dla turystów np. te na głównym deptaku Lizbony Rua Augusta są otwarte cały dzień, ale typowe przybytki dla miejscowych zapełniają się grubo po dwudziestej, a zamykają około północy.

12. Chodniki

O chodnikach w Lizbonie, Porto i innych portugalskich miastach można by stworzyć cały fotograficzny album, bo to prawdziwe dzieła sztuki. Tak zwana carcada portuguesa to granitowa kostka , którą wyłożona jest większość ulic. W centrum tworzy różne geometryczne wzory, czasem wymyślne ornamenty, na osiedlach zazwyczaj jest w jednym kolorze. W niektórych miejscach ma już ponad 150 lat. Ponieważ jest nieustannie ścierana i polerowana przez tysiące stóp, jest dość śliska, a po deszczu może być bardzo zdradliwa. Z kolei w słońcu potrafi oślepiać, odbijając promienie słoneczne. Największe wrażenie robi dla mnie na Placu Rossio, gdzie kostki układają się w wielkie fale i na Avenida Liberdade, gdzie wzory inspirowane są motywami roślinnymi.

Kostka na Avenida Liberdade

13. Stan kamienic

Wychodząc z metra w centrum Lizbony jedną z pierwszych rzeczy, które rzucają się w oczy jest stan kamienic. Jest sporo pustostanów, a te zamieszkane nie były od lat remontowane. Czasem aż smutno patrzeć kiedy wspaniale, pokryte azulejos, czyli charakterystycznymi dla Portugalii, kolorowymi kafelkami, wyglądają jak gdyby miałyby się zaraz rozpaść na kawałki. Często też miejsca po odpadniętych kafelkach pokrywane są przypadkowymi farbami, lub tynkami. Smutny to widok, ale z drugiej strony nadaje Lizbonie, Porto, lub innym miastom, niepowtarzalną atmosferę. Zły stan kamienic jest wynikiem tzw.ustawy Salazara. Dyktator chroniąc biedniejsze rodziny wprowadził prawo, które sztucznie zaniżało czynsze, również w kamienicach, należących do prywatnych właścicieli. Spowodowało to, że nie było pieniędzy na niezbędne remonty i konserwacje i tak przez wiele lat większość kamienic w centrach miast niszczała. Na szczęście ostatnio zniesiono tą ustawę i w centrum Lizbony i Porto zaczął się prawdziwy budowlany boom. Ma to jednak swoją ciemną stronę , bo dawne kamienice z mieszkaniami , po remoncie zamieniane są na hostele, hotele lub apartamenty na wynajem, powodując, że ludzie zmuszeni są wyprowadzać coraz dalej od centrum. W ten sposób ludność Lizbony nieustannie spada, a jednocześnie rośnie liczba mieszkańców w aglomeracji. Przyczynia się do tego również nieustanny wzrost czynszów w centrum i kryzys gospodarczy.

14. Sprzedaż narkotyków na ulicy

Za każdym razem mnie to dziwi, jak to możliwe, że w Lizbonie, lub Porto w biały dzień, w samym centrum, można kupić narkotyki wszelkiego rodzaju. Schemat jest zawsze taki sam. Podchodzi sobie taki delikwent z okularami przeciwsłonecznymi w ręku i proponuje ich sprzedaż. Jeśli nie chcemy nic kupić dodaje ściszonym już głosem:” koka?, hasz? amfetamina?”. Wieczorem dealerzy są jeszcze bardziej beztroscy, bo pomijają etap okularów. A wszystko na głównym placu miasta, promenadzie, lub deptaku. Latem jest ich całkiem sporo i potrafią być bardzo nachalni. Zimą jakoś znikają, dlatego centrum Lizbony wolę zdecydowanie w zimniejszych miesiącach.

15. Mniejszość chińska

Kto by pomyślał, że w Portugalii jest tak dużo Chińczyków. Szczególnie upodobali sobie okolice placu Martim Moniz, gdzie jest mnóstwo małych, chińskich sklepików z podrabianą elektroniką. Pobliskie kilkupiętrowe centrum handlowe, żywcem wyjęte z jakiegoś amerykańskiego miasta, z lat 50-tych jest również przez nich zdominowane. Wszystko to tworzy małe, lizbońskie little China. Swoją drogą dziwnie to wygląda , kiedy Chińczyk odzywa się płynnym portugalskim. Chińczycy pojawili się w Portugalii całkiem niedawno, około 50 lat temu. W latach prosperity byli jedną z nielicznych narodowości, której ułatwiono legalną emigrację.

16. Numerki w sklepach

Numerki są bardzo popularne w Portugalii. Można je spotkać nie tylko w urzędach, na poczcie, lub w przychodni, ale także w… sklepach. I to nie tylko w dużych hipermarketach, gdzie jedna kolejka jest rozdzielana za pomocą wyświetlających się numerków do poszczególnych kas. Również wewnątrz hipermarketów, przy poszczególnych stoiskach, stoją automaty do drukowania numerków np. najpierw idziemy do stoiska z serami, drukujemy numerek, idziemy dalej robić inne zakupy i po chwili wracamy i podchodzimy do stoiska, kiedy wyświetli się nasz numer, lub wykrzyczy go ekspedientka. I tak kolejno przy stoisku z pieczywem, mięsem, lub rybami. Podobne numerki są również w mniejszych sklepach i niektórych Pingo Doce.

17. Brak możliwości wejścia na peron bez biletu

Spotkałem się z tym nie tylko w Portugalii, ale również np. we Francji. Przed wejściem na perony znajdują się, podobne do tych w metrze, bramki przy których musimy zeskanować bilet , aby przejść dalej do pociągu. Nie sprawdzałem nigdy czy bramka się otworzy jeśli mamy bilet na inny pociąg niż ten który stoi, albo wkrótce będzie stał na peronie. Blokada byłaby wygodna, bo trudno byłoby wtedy wsiąść do złego pociągu. Ogólnie portugalskie koleje są czyste, wygodne i dość punktualne. Uwielbiam te potężne stalowe wagony, które wyglądają jak żywcem wzięte z nowojorskiego metra.

Pieczone kasztany przy wejściu na dworzec kolejowy Rossio

18. Ruch uliczny

W Lizbonie powszechne jest nieprzestrzeganie czerwonego światła przez pieszych. Nie powoduje to zdenerwowania kierowców. Po prostu liczą się z tym, że ludzie tak robią i nikt na nikogo nie trąbi. Denerwują się jednak, kiedy ktoś jedzie za wolno, nawet jeśli jedzie zgodnie z limitem prędkości. Na co dzień spokojni i opanowani, za kierownicą Portugalczycy zmieniają się w demonów prędkości. Jeżdżą bardzo nerwowo, gwałtownie hamują i przyśpieszają i często wyzywają się wzajemnie.

Autostrada

19. Most Golden Gate

Idąc nad Tag w Lizbonie można przez chwilę poczuć się jak w San Francisco. A wszystko za sprawą mostu 25 Kwietnia, który do złudzenia przypomina Golden Gate. I rzeczywiście coś go łączy z Ameryką, bo został wybudowany przez amerykańską firmę American Bridge Company. Brakuje tylko wieżowców w oddali. Most łączy Lizbonę z miastem Almada, po drugiej stronie rzeki. Ma sześć pasów ruchu i jest wiecznie zakorkowany. Przejazd nim to jednak wspaniałe przeżycie i spektakularne widoki min. na statuę Chrystusa. Przejazd mostem jest płatny, podobnie jak większość autostrad w Portugalii i za auto osobowe trzeba zapłacić 1,65 euro.

Bajeczny widok na centrum Lizbony z mostu 25 Kwietnia

20. Kino TV

Kiedy byłem w kinie w Lizbonie, w połowie filmu nagle zgasł ekran i zapaliło się światło. Pomyślałem, że to awaria, ale zdziwiło mnie, że wszyscy zaczęli wstawać i spokojnie wychodzić. Okazało się że to… przerwa. Podobnie jak w teatrze, w połowie seansu jest 15 minut przerwy, żeby można było iść do toalety, lub kupić coś w sklepiku. Jak dla mnie super pomysł. Jeśli chodzi o telewizję to na filmach nie ma lektora, ani też dubbingu. Wyświetlają się napisy, a dźwięk jest oryginalny. Może dzięki temu większość Portugalczyków nie ma problemu z angielskim. 😀

1 Komentarz
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *