Little China

Będąc w Berlinie można spróbować praktycznie każdej kuchni świata, a ilość i różnorodność knajp przyprawia o zawrót głowy. Nasz  drugi hotel znajdował przy Kantstrasse. Ulica ta nazywana jest czasem berlińskim Little China, bo jest tutaj prawdziwe zagłębie chińskich restauracji w których stołują się całe chińskie rodziny. Oprócz chińskiej kuchni można tu zjeść również tajwańskie, tajskie i wietnamskie specjały. 

Nasz wybór padł na restaurację Aroma, w której według gazety “Merian” koniecznie trzeba zjeść dim sumy. Dla niektórych to jedyne miejsce w mieście, gdzie można zjeść najbardziej autentyczne i bez zachodnich naleciałości jedzenie. I wiecie co? Na chwilę poczuliśmy się jak w Hongkongu. Dim sumy smakowały dokładnie tak samo jak w Azji i były wyborne. Widać, że jedzenie smakuje też samym Chińczykom, bo obok nas siedziała cała chińska rodzinka  i zajadali aż im się uszy trzęsły. 

Boskie dim sumy

BRLO

Posileni wsiedliśmy w metro i przejechaliśmy całkiem spory kawałek w poprzek Berlina, aż do Kreuzbergu. Naszym celem było “Brlo”. Lokalny browar o którym “Merian” napisał cały, kilkustronicowy artykuł, to prawdziwa instytucja i centrum życia, nie tylko dla lokalnej społeczności. Niestety lokal jest tymczasowy i ma umowę tylko na 5 lat, więc nie wiadomo czy będzie tu mógł zostać dłużej. Dlatego śpieszcie się: dobre piwiarnie tak szybko odchodzą. 😂 Krytycy uważają to miejsce za browar dla hipsterów, jednak nam się bardzo podobał i nie było tam jakiegoś zadęcia, czy zadzierania nosa, a raczej rodzinne, trochę piknikowe klimaty. Jego nazwa często jest też pisana z polskim “ł” i pochodzi z języka starosłowiańskiego. Browar jest schowany między budynkami starych magazynów i torami miejskiej kolejki. 

Został założony kilka lat temu przez grupę trzech studentów. Początkowo w warunkach domowych wyprodukowali oni małą partię piwa, którą zapakowali w plecaki i zaczęli odwiedzać małe sklepiki z alkoholem tzw. Spätkauf (w skrócie Späti, czyli “Szpeti”), próbując je sprzedać. Z czasem miejscowe sklepy zaczęły zamawiać ich coraz więcej aż doszło do otwarcia browaru. Browar mieści się w przerobionych kontenerach transportowych, ustawionych jeden na drugim. Wbrew pozorom nie jest tutaj obskurnie, a wnętrze jak i całe otoczenie są bardzo designerskie. Budynek dostał nawet architektoniczną nagrodę. 

Wewnątrz na ogromnej tablicy wypisane są dostępne piwa, a jest ich kilkadziesiąt. Aby nie mieć problemu z wyborem można kupić gotowy zestaw 5 piw, a każde o pojemności 0,15 litra. Ustawione one są od najjaśniejszego do najciemniejszego. Wraz z ciemnieniem barwy rośnie zawartość alkoholu. Do deski z piwami dołączona jest mała ulotka, w której każde piwo jest po krótce opisane. Smaki trunków zmieniają się bardzo wyraźne i byliśmy totalnie zaskoczeni, że piwa mogą tak się od siebie różnić: od kwaśnego smaku, przez cytrusowy, łagodny, gorzki po słodki i karmelowy. Przy browarze jest też ogromny ogródek piwny w którym można coś przegryźć, w tym takie piwne przekąski jak np. wędzony kalafior w piwnym sosie.

Po piwnej degustacji zrobiliśmy sobie jeszcze serię głupawych zdjęć w fotograficznej budce. Fotoraficzne budki można spotkać w całym Berlinie, a w internecie jest nawet dostępna mapa z zaznaczonymi punktami, gdzie można je znaleźć. 

Budka fotograficzna
Brlo

Tablica z piwami

Okolice Brlo
Najbardziej instagramowe miejsce w Brlo

Nic nowego czyli kolejka po kebap

Piwo wzmaga apetyt,  a ponieważ nie mieliśmy zbytnio ochoty na kalafiora, pojechaliśmy na słynnego kebaba do Mustafy. Mustafa’s Gemüse Kebap- tak brzmi pełna nazwa najsłynniejszej budki z kebapem w Berlinie, która znajduje się tuż przy wyjściu ze stacji metra Meringdamm. Do budki zawsze jest długa kolejka i oczywiście tym razem było dokładnie tak samo. A wiecie, że kebap w bułce czyli döner wcale nie pochodzi z Turcji? Tak przynajmniej twierdzą Niemcy. Pierwszego kepaba (w formie mielonego/ciętego mięsa, zawiniętego w bułce) sprzedawał podobno w budce na berlińskim dworcu Zoo turecki emigrant już w 1972 roku. Dziś w samym Berlinie jest około tysiąca kebapów, a takie składniki jak czerwona kapusta, sałata lodowa, czy ostry sos to już na pewno wyłącznie niemieckie wynalazki. W Turcji w kebapie można co najwyżej znaleźć cebulę, ogórka i nic więcej.

Kolejka do Mustafy

Wieczorna kopuła

Na godzinę 20 mieliśmy zamówioną wejściówkę na kopułę Reichstagu. Można tam wejść tylko pod warunkiem, że wcześniej na stronie visite.bundestag.de poda się swoje dane osobowe i wybierze datę i godzinę wejścia – można podać do trzech terminów z których potem wybierany jest jeden). Odpowiedź mailowa zwykle przychodzi po paru dniach. Wejście jest bezpłatne, a osoba, która zamawiała wejściówki musi podać imiona i nazwiska wszystkich członków grupy. Przy wejściu każdy musi mieć przy sobie dowód osobisty. 

Było już dość późno, a do Reichstagu musieliśmy jeszcze dojechać spory kawałek dlatego po 40 minutach stania w kolejce po kebapa daliśmy za wygraną i pojechaliśmy na głodniaka. To było moje trzecie podejście do kopuły więc tym razem nie mogłem się spóźnić. 

Co 15 minut do wnętrza parlamentu są wpuszczane niewielkie grupki ludzi, które najpierw są szczegółowo sprawdzane, jak na lotnisku. Potem każda grupka ze swoim przewodnikiem kierowana jest do windy, która wjeżdża na szczyt budynku. Szklana kopuła została dobudowana do niemieckiego parlamentu przez światowej sławy architekta, sir Normana Fostera i otworzona dla publiczności w momencie przeniesienia parlamentu z Bonn w 1999 roku.

U podnóża całej konstrukcji jest ogromny hol, w którym na okrągłym pulpicie, na dużych zdjęciach jest zamieszczona chronologicznie burzliwa historia budynku. Dalej można wspiąć się na sam czubek kopuły idąc po łagodnie wznoszącej się  rampie w kształcie ślimaka. Można w ten sposób kontemplować panoramę Berlina we wszystkich kierunkach. Środkową część wypełnia konstrukcja pokryta lustrami, dzięki którym sala plenarna poniżej jest idealnie oświetlona. Aby na sali nie było za dużo światła cała konstrukcja zmienia swój kształt w zależności od pozycji słońca, a czuwa nad tym system komputerowy. 

Kiedy wjechaliśmy windą do podnóża kopuły, było jeszcze jasno, ale w przeciągu kilkanastu minut zrobiło się ciemno i można było podziwiać nocną odsłonę centrum miasta z nie do końca jeszcze ciemnym niebiem o zjawiskowej barwie. Na górze spędziliśmy chyba ze dwie godziny wciąż podziwiając przepiękne widoki wielkiej metropolii. Przy wyjściu dostępne są książki poświęcone Reichstagowi, jest też polska wersja językowa, więc moja potrzeba czytania wszędzie wszystkiego została całkowicie zaspokojona. 

Dzielnica rządowa
W drodze do Reichstagu
Reichstag
Kopuła
Sala plenarna
NARÓD
Widok z kopuły na urząd kanclerski

Ehhhh co to był za dzień…To nie był mój drugi, czy trzeci przyjazd do Berlina. Nie był nawet piąty. Pogubilem się już ile razy byłem w tym mieście. Za każdym razem odkrywam jednak coś zupełnie nowego. Berlin jest fascynujący. Trudny do zakochania od pierwszego wejrzenia, ale kiedy już pozwoli siebie pokochać odkrywa swoje uroki stopniowo i nie pozwala o sobie zapomnieć. 

A w następnej części: poranne pączki z hibiskusem, tramwaj w hali targowej, najmniejsza dyskoteka świata i koncert Britney.

D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *