Większość z osób mieszkających poza granicami naszej pięknej Polski pewnie też to zna. My, Polacy mieszkający na obczyźnie jesteśmy bogaci! Mamy super mieszkania, samochody, jeździmy na wczasy zagraniczne, posiadamy nowe sprzęty elektroniczne i pewnie każdy z nas ma jakiegoś wypasionego smartfona w kieszeni. Jeździmy do Polski, do rodziny, a z bagażnika naszego wypasionego samochodu, wysypują się prezenty zakupione na obczyźnie mlekiem i miodem płynącej. Pewnie jeszcze wielu szasta kasą na lewo i prawo, bo przecież mają jej pełne sakwy. 😉

Nie raz już spotkałem się z takimi i podobnymi stwierdzeniami od naszych rodaków, którzy nigdy za granicą nie byli. Wszystkim wydaje się, że jak już się wyjedzie z tej naszej “beznadziejnej” dziury, to można sobie leżeć na leżaczku i pić drinki, podczas gdy nasza dupcia jest wachlowana przez egzotyczne piękności.

Mieszkam w Niemczech od 2000 roku, a więc już parę lat tu jestem i trochę widziałem. Nie chcę tu uogólniać i nie twierdzę, że wszyscy tacy są, czy tak mówią i uważają, bo zdecydowanie tak nie jest, ale mam wrażenie, że nadal jakieś błędne myślenie panuje wśród naszych rodaków o tych, którzy mieszkają i pracują za granicą. Zastanawiam się dlaczego tak się dzieje.

Poznałem osoby, które co roku biorą kredyt, aby “się pokazać” w Polsce. Kupują samochód na raty, albo pożyczają i rozpowiadają rodzinie, że to ich. Słabe zagranie. Biorą kredyty by na nic nie żałować sobie i rodzinie, a potem spłacają cały rok. Jeszcze słabsze. Oczywiście nikt nie wie, że to kasa z kredytu, więc każdy myśli, że wujek i ciocia muszą być nadziani, skoro wpadają nową bryką z górą prezentów no i jeszcze kasa wypada im z kieszeni podczas każdego ruchu. Kurde! Tacy to mają życie!

No a jak to wygląda naprawdę?

Część odpowiedzi macie już wyżej. Kredyty, pożyczki itp, a nawet jeśli nie to, to na pewno nie zesłano im niczego prosto z niebios. Wiadomo, że są takie osoby, które radzą sobie świetnie. Pracują w bankach na wysokich stanowiskach, uczelniach, mają własne działalności lub są artystami i się spełniają w swojej pasji i zawodzie. Jednym idzie lepiej, innym gorzej, ale czy aby w Polsce nie jest podobnie? Widział ktoś kiedyś aktualnego dyrektora banku, który kupuje najtańszy pasztet w Biedrze, bo go na lepszy nie stać? No nie. Tak, wiem. Zarobki i tak są dużo większe tu, ale weźmy pod uwagę, że i wydatki tu (czyli w Niemczech) też są wyższe niż w Polsce.

Odstąpmy teraz od bankowców i innych “milionerów”, a skupmy się na przeciętnym Kowalskim w niemieckim mieście, pracującym fizycznie w zakładzie produkującym… nie wiem… kredki. No więc taki, nazwijmy go (już żeby nie było Janusz 😉 ) Karol. Karol pracuje przez agencje pośrednictwa pracy, zwaną przez polaków “Lajfirmą”, i zarabia na pełnym etacie około 1200€. Karol jest kawalerem i wynajmuje kawalerkę za 400€, na jedzenie i jakieś piwko (czasem) wydaje 300€. Karol musi też czasem kupić sobie nowe buty, doładować telefon, umyć się, a więc jakiś żel pod prysznic itp, więc na to idzie kolejna stówka. Powiedzmy, że Karol ma samochód więc musi zapłacić jakieś 100€ ubezpieczenia, 50€ odkładać co miesiąc na przegląd no i jak ma tak małopalący samochód jak my, to liczmy 50€ na paliwo w miesiącu. Podsumowując to wszystko, wychodzi nam, że Karol ma 1000€ wydatków na miesiąc, więc zostaje mu 200€. Czy to jest dużo? Raz do klubu, raz do kina i kasiorki ni ma 🙂

Przy dobrych wiatrach, gdy mieszka się we dwoje i dzieli koszty na pół, to zostanie nam na osobę 500€ na miesiąc w skarbonce. Niby sporo, ale jak wszyscy wiemy, zawsze trafią się jakieś nieplanowane wydatki. ZAWSZE!

No więc, czy jesteśmy naprawdę aż tacy bogaci?

Jak widać nie. Owszem. Pracując i mieszkając za granicą, żyje się nam wygodniej. Pod warunkiem, że ma się stałą pracę. Sami widzicie jednak, że szału takiego nie ma. Jest lżej, ale bez fajerwerków.

Nie raz sam słyszałem od ludzi “ale Ci dobrze, byłeś na wczasach”, “ty to ciągle tylko podróżujesz”, “Ale masz laptopa! Mnie to w życiu nie będzie na takiego stać” i mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Ja tak sobie patrzę na te osoby i mówię… Kurczę, mam laptopa takiego, ponieważ potrzebowałem takiego do pracy i wziąłem go na raty na 18 miesięcy! Jeżdzę, bo odkładam na to pieniądze, czasem dostaję wycieczki w prezencie urodzinowym. Ciuchy kupuję wtedy kiedy muszę, bo nie lubię wydawać na nie dużo pieniędzy, na jedzenie mam ograniczony budżet i staram się go pilnować.

Nie różnię się niczym od każdego z nich. Mamy tylko inne priorytety. Ktoś mi mówi, że ja to mam kasę na te podróże, ona nie ma. W tym czasie buduje dom 120m2 i kupuje drugi samochód mieszkając w Polsce. Oczywiście wszystko niższym kosztem, ale jednak. Ja nie mam domu. Wynajmujemy małe mieszkanie.

Kolejna osoba znowu “ale ci dobrze. Byłeś w Paryżu”, a sama jedzie na dwa tygodnie do Zakopanego i inwestuje swoje oszczędności w rośliny. Kurcze. Pierdziel te rośliny! Pierdziel Zakopane! Za te pieniądze spędzisz też dwa tygodnie w Paryżu czy gdziekolwiek chcesz. Bilety lotnicze można kupić już za mniej niż 100zł. Tyle wydasz na pociąg!

Twoje dziecko musi koniecznie mieć Quada, nowy komputer, a Ty już setną torebkę? To nic, że z targu za 35 zeta. Razy 100 torebek, to już niezła sumka się uzbiera. Co dwa lata remont w mieszkaniu, bo ci się znudziło? Ja tego nie robię. Także widzisz. Każdy z nas ustala sobie inne priorytety. Ty wolisz kupić dziesięciolatkowi quada, a ja wolę pojechać na weekend do Pragi.

Dziwi mnie też, że ktoś zaprasza mnie na wesele, urodziny, komunię czy inne uroczystości i oczekuje ode mnie większej sumy pieniędzy, bo przecież mieszkam w Niemczech i dużo zarabiam. To nie fair! Nikt nie bierze pod uwagę tego, że dojazd do Polski to sam w sobie jest duży koszt. Do tego z pustymi rękoma do nikogo na chatę nie wbijesz, bo nie wypada. Czasem nawet musisz jakiś nocleg kupić.

No więc muszę was rozczarować, bo tak, ja też mam czasem krucho z finansami. Tak, ja też się czasem zastanawiam, czy kupić w tym miesiącu buty czy kurtkę. Samochód też niestety na powietrze nie jeździ, a i pieniędzy w kopertę nie wkłada mi przypadkowy przechodzień na ulicy.

Na zakończenie dodam…

tak podsumowując ten mój cały wywód. Tak, napewno mieszkając za granicą jest mi łatwiej niż było mi w Polsce, ale też nie pałam się w luksusach. Nie wierzysz? Uważasz, że tak jest tu dobrze? To dlaczego jeszcze cię tu nie ma? No dalej! Wskakuj do tej rzeki z miodu!

Może te 200€ więcej wynagrodzi ci te tęsknoty za rodziną, za przyjaciółmi. Może wynagrodzi ci to, że mimo iż jesteś tu dobrze traktowany, to i tak jesteś zawsze ten obcy. Myślę, że to też nie jest rozwiązanie dla każdego. Nie to żebym teraz narzekał, że jest mi tu tak źle, bo nie jest. Jest mi dobrze. Chcę tylko zauważyć, że każdy z nas ma prawo do podejmowania swoich decyzji. Nikt nikogo na siłę w jednym miejscu nie trzyma. No… chyba, że coś przeskrobałeś/aś i faktycznie ktoś cię trzyma na siłę. ;-P Ale to też jest wynik twoich decyzji.

Masz możliwość wyjazdu. Wyjedź, zobacz jak to jest. A jeśli zastanawiasz się jak to się dzieje, że mogę sobie pozwolić na coś, co wydaję ci się trudne do osiągnięcia, to nie obgaduj mnie za plecami, tylko zapytaj. Może uda mi się doradzić, a może wtedy zrozumiesz, że ty też tak możesz?

M.

PS: Zdjęcie nie jest moje: Photo by Nicolai Berntsen on Unsplash

15 Comments
  1. Niestety taka prawda.przykra prawda.zastaw się a postaw sie.nikt nie pomyslibjak ciężko jest daleko od rodziny..

  2. Wszystko to samo tak z gory ustalone nie wazne jaki kraj 2tys e 2tys zl wychodzi na to samo rozni sie przelicznik waluty ceny prawie podobne unas drozsze warzywa tansza inna rzecz tam warzywa tansze inne rzeczy drosze swiat tak jest opanawany przez wyzej rzadzacych ze wiedza jak i co zrobic milioner z przypadku lub z ukladow inaczej nie da sie w pl biznes nie kontrolowany max do 20tys zl powyzej musisz miec patrona lub kto poprowadzi cie nie za darmo kto cie chroni i kasa idzie proste

  3. … Nie zazdroszczę, doceniam to co napisałeś. Jestem jeszcze w PL, ale chcę wyjechać do DE w połowie tego roku. Pomimo faktu, że jestem tu to wiem, że napisałeś jak jest, ja wiem jak jest, jak może być… Super artykuł, dziekuję 🙂 . Już dawo chcę wyjechać, ale niewidoczna mocna siła cały czas mnie trzyma w PL, może to ze względu na podeszły już wiek … ? Ale chę, ale nie po to by brać kredyty i wracać pokazując fałsz, nie po to by sie skryć, … a jedynie po to aby inaczej żyć. Jeszcze raz dziekuję za te słowa. Potrzebuję kopa 🙂

    1. Cześć! Tu nie ma nic nie do zazdroszczenia 😀 Mi tu się żyje dobrze, ale widzę jak mają inni. Jeśli chcesz wyjechać, to próbuj. Jednak wiedz, że podstawą jest znajomość języka. Bez tego jest ciężko. A jak miałbym się męczyć tu bez języka, to już wolałbym zostać w Polsce.

  4. Brawo za szczerość i świetny artykuł! Oczywiście udostępniam na swoim profilu. Dziękuję Ci za to co napisałeś. Tak bardzo potrzebna prawda dla wielu tak mało świadomych…

  5. No a gdybyś tak wziął pod uwagę że tylko zyciowe sieroty i nieudacznicy zarabiają w Niemczech poniżej 2 tyś euro netto, oraz uwzględnił oczywisty fakt że na święta i urlopowe wpada nam praktycznie jedna (trzynasta) wypłata więcej. No i że tydzień pracy to jedynie 35 dni a na chorobowym mamy płacone 100 % , związki zawodowe nie dają nas ruszyć …. to pewnie byś wiedział dlaczego nikt z tych biednych Niemiec nie wraca jednak do Kaczystanu

    1. Nie jest prawdą, że tylko życiowe sieroty tak zarabiają, ale gratuluję dobrej pracy i dogodnych warunków umowy. Pozdrawiam

  6. Napisał Pan szczerą prawdę ale zapomniał wspomnieć o jednym i może najważniejszym. Wyjezdzajac zagranicę napewno rozpadnie się rodzina. Nie znam małżeństwa przyjeżdżającego do Niemiec które przetrwało początki i się nie rozwiodło. To jest największa cena tego “dobrobytu” Po za tym w Niemczech pracuje się żeby żyć a w Polsce pracuje się żeby być. Wyemigrowałam mając 45 lat przez pierwszy rok miałam szok kulturowy. Wszystkiego uczyłam się od nowa.Po 10 latach powiem ,że to była dobra decyzja choć straciłam rodzinę.Polacy mają zazdrość i narzekanie we krwi dla tego wielu jest niezadowolonych ze swojego bytu.

    1. Ja w zasadzie znam niewiele takich małżeństw, które się rozpadły przez sam wyjazd, a te, które się rozpadły, miały problemy jeszcze będąc w Polsce, więc nie wiem czy mogę to porównywać. Ja przyjechałem tu jako dziecko, więc też jakiegoś większego szoku nie pamiętam, a w szkole i tak musiałem się uczyć. Co do polaków, to prawda. Zwłaszcza z narzekaniem 🙂

    2. Rodzina to sie rozpada bo katolicka socjalna kontrola nie dziala i kobiety zaczynaja kumac ze chlop to nie pan i wladca i glowa rodziny i ze nie musza
      mu kotletow klepac i prania robic. Pozatym kobiety sobie lepiej radza ida do opieki pracowac, sprzatac albo robia jakies przeszkolenia a faceci ktorzy nie pracowali fizycznie w Polce sie rozpijaja, robole sobie lepiej radza kucharze , murarze itp

  7. Karol ma jeszcze tanie mieszkanie. Tu gdzie ja mieszkam ponizej 700 nic nie dostaniesz. Sa ludzie ktorym sie powodzi , przewaznie wieksze rodziny ktore trzymaja sie razem , pracuja w Mercedesie albo maja jakies agencje wypozyczalnie dla roboli. Ale t raczej wyjatki. Polowa polskiego Berlina siedzie
    na Hartz 4 a czesc na ulicy.

    1. Słyszałem o przypadku Berlina, ale to już wybór tych ludzi. Tego nie zmienimy

  8. Świetny artykuł ale jednak troche może odstraszyć ludzi, chyba że to jest na celu. Jeśli ktos jest sam to wiadomo nie jest łatwo ze wzgledu na klase podatkowa ale jeśli jestes w Niemczech cała rodziną, żoną i np. dwójka czy trójka dzieci na które dostajesz pieniądze i twoja kobieta zatrudni sie chociaz na 1/4 etatu a ty jesteś na 3 klasie podatkowej i masz dobrze płatna prace… to wtedy nie napiszesz że wszystko kupione w kredycie bo bedzie cie na to poprostu stać.

    1. Absolutnie moim zamiarem nie było odstraszenie ludzi. Spisałem tylko swoje przemyślenia na ten temat. Oczywiście jak też napisałem, nie dotyczy to wszystkich wyjeżdżających, jednak wiele osób ma podobnie mimo wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *