Święta tuż tuż, a w związku z tym wypadałoby odwiedzić bożonarodzeniowy jarmark. Wśród dziesięciu najpiękniejszych jarmarków w Europie znalazł się również ten w stolicy Alzacji- Strasburgu. I musimy przyznać, bardzo zasłużenie. Strasburg leży na granicy niemiecko- francuskiej i od niemieckiego Kehl dzieli go tylko rzeka Ren. Zarówno Alzacja jak i Lotaryngia wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk przez co do dzisiaj powszechna jest znajomość niemieckiego, a nazwy ulic i placów są dwujęzyczne. Ponadto rodzimym językiem mieszkańców Alzacji jest alzacki czyli dialekt języka niemieckiego z francuskimi zapożyczeniami.

Smakołyki na jarmarku

Na jarmark pojechaliśmy w niedzielę świeżo kupionym autem. Dziewicza jazda okazała się momentami ekstremalna, bo warunki pogodowe pogarszały się z minuty na minutę. W Ludwigshafen śnieg pada średnio dwa razy w ciągu całej zimy, ale akurat tego dnia padało od samego rana. Do tego droga była śliska i nieodśnieżona. Nieco ponad stukilometrową odległość z Lu do Strasburga pokonaliśmy w prawie trzy godziny, mijając po drodze dwa auta w rowie. Na koniec jeszcze Strasburg przywitał nas deszczem i korkiem przy wjeździe do miasta. Na szczęście zaraz przestało padać, szybko też znaleźliśmy piętrowy parking niedaleko Placu Katedralnego (parking ” Saint Nicolas”, 4 i pół godziny za 7,50 euro). Po drodze zdążyliśmy zgłodnieć, więc wpadliśmy szybko do brasserie, po drodze jeszcze pałaszując parę “makaronsów” (macarons- francuskie, małe ciasteczka z nadzieniem). Na późny obiad zjedliśmy cheesburgera, Flammkuchen (cienka tarta z boczkiem, cebulą i śmietaną) i steki z mielonej wołowiny- wszystko przepyszne. Steki nie miały żadnych przypraw, a mimo to były mega dobre.

Szczęśliwie najedzeni w końcu mogliśmy wypić grzańca, który we Francji ma wdzięczną nazwę vin chaud i jest mniej słodki niż niemiecki Glühwein. Grzańce są z winem białym lub czerwonym. Dla kierowców są grzane soki owocowe, lub gorąca czekolada. Tę ostatnią pił Michał, ze względu na to, że niewdzięczny obowiązek bycia kierowcą przypadł właśnie na niego. Co ciekawe czekolada smakowała zupełnie jak kakao. Zaskoczeniem okazały się też pączki. Opisane jako czekoladowe miały w środku boską nutellę. 🙂 Miejscowym specjałem były Bredele czyli bożonarodzeniowe ciastka (nie próbowaliśmy , bo po grzańcach i pączkach byliśmy pełni). Podobnie jak w Paryżu na każdym kroku można było natrafić na cienkie naleśniki z obowiązkową nutellą, chociaż widziałem tez parę osób jedzących zwyczajnie zwiniętego naleśnika bez żadnych dodatków.

Islandia i oszukana choinka

Jarmark jest jednym z największych w Europie i składa się z jedenastu mniejszych, rozsianych po całym mieście, znajdujących się najczęściej na przykościelnych placach. Lokalizacje podzielone są tematycznie np. na jednym placu były słodycze, na innym wyroby rzemieślnicze, a niedaleko katedry “ islandzka wioska” z islandzkimi swetrami, specjałami i nawet małą, w pełni urządzoną, chatką. Wędrując między budkami można właściwie spędzić cały dzień, ale na pewno najpiękniej jest wieczorem, kiedy rozbłyskują wszystkie świąteczne ozdoby. Największe chyba wrażenie zrobiła na nas ogromna choinka na Placu Kleber, u stóp której, przecudnie śpiewali francuscy harcerze. Do głównego pnia były dosztukowane mniejsze choinki, dzięki czemu sprawiała wrażenie jeszcze większej i gęstszej.  Numer dwa to zdecydowanie kamieniczka oblepiona wielkimi pluszowymi misiami. Zatem zapraszamy na spacer poświątecznym Strasburgu, życząc Wesołych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia!

Pluszowa kamieniczka
La Petit France (Mała Francja)- malownicza dzielnica Strasburga, poprzecinana kanałami
Islandzki domek
Główny plac miasta w świątecznej odsłonie
Jeden z placów poswięcony był choinkowym ozdobom. Tutaj wspaniałe, ręcznie malowane szklane bombki
W tle katedra

D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *