TOP 5 restauracji w Lizbonie

Wszystkie restauracje, które pojawią się w rankingu odwiedziłem razem z mamą w marcu 2019 roku. W Lizbonie spędziliśmy 10 dni, więc na listę dostał się co drugi lokal. Oceniłem je według skali gwiazdek “Dawidę” (nie mylcie z gwiazdkami Michelin 😉) od 1 do 10, przy czym im więcej gwiazdek, tym lepiej. Druga ocena to odpowiedź na pytanie “Czy Chciałbym Tu Wrócić” (CCTW) i odpowiedź może brzmieć: “koniecznie!”, “tak”, “może”. Oczywiście najważniejsze było dla mnie jedzenie, ale wziąłem też pod uwagę (w mniejszym stopniu) ogólną atmosferę, wystrój i obsługę. 

Moja mama mieszka w Polsce, ja w Niemczech, więc oboje jemy na codzień dość dużo mięsa. Ryby i owoce morza goszczą na naszych stołach rzadko, więc postanowiliśmy, że będąc w Portugalii, będziemy jedli wyłącznie morskie stworzenia. Dlatego nie znajdziecie w rankingu mięsa, pizzy, makaronów, ani fast foodu. Wszystkie wymienione przeze mnie adresy mogę szczerze polecić. Jedne troszeczkę mniej, inne bardziej, ale myślę, że cokolwiek wybierzecie z listy, nie będziecie rozczarowani, pod warunkiem, że lubicie ryby i owoce morza. Muszę też wspomnieć o restauracji “Lucimar”, która okazała się największą pomyłką podczas całego wyjazdu. Po pierwsze znajduje się pośrodku niczego, na dużym osiedlu, daleko od centrum. Po drugie w dniu, w którym ją odwiedziliśmy był mecz pomiędzy Porto, a Lizboną, dlatego cały lokal był zarezerwowany i pani dość niechętnie zaproponowała nam stolik i zaznaczyła, że mamy niewiele czasu. Po trzecie przystawka. Była to jajecznica, co przy tradycyjnych, portugalskich przekąskach typu ser, lub oliwki wydało się nam dość dziwne. Przejdźmy do samego jedzenia: zamówiłem moje ulubione Lulas, czyli kałamarnice. Niestety były gumowate, za krótko trzymane na grillu, jałowe i źle (lub nawet w ogóle) nieoczyszczone z atramentu. Moja mama miała leszcza morskiego, który również był bardzo przeciętny. Tak więc gdybym miał oceniać “Lucyfera” w skali Dawidę dałbym mu co najwyżej 3 gwiazdki i to tylko za dobre, zielone wino (vinho verde). Na szczęście przez 10 dni tylko raz natrafiliśmy na niesmaczne jedzenie. We wszystkich innych restauracjach było smakowicie, a najlepsze z nich przedstawiam poniżej:

Miejsce 5

Restauracja “Lusitania Tony”

⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

CCTW: tak

Ta restauracja znajduje się w bocznej uliczce, ale bardzo łatwo do niej dotrzeć z Avenida Liberdade wysiadając na stacji metra o tej samej nazwie. W środku znajduje się raptem parę stolików. Już od ulicy czuć zapach pysznych potraw. W Lusitanii pierwszy raz  w życiu jadłem ala pomidorówkę z ryżem i owocami morza. W zupie obficie pływały krewetki, kawałki ośmiornicy i rożnych ryb, a całość podawana jest w metalowym kociołku. Pomimo że to zupa wyszedłem najedzony, bo była tak gęsta, że można by w niej postawić łyżkę. Moja mama Ryboholiczka jadła tym razem doradę i jak zwykle była zachwycona. 

Miejsce 4

Restauracja “5 Ozeanos”

⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

CCTW: tak

Ten lokal zdecydowanie odstaje od pozostałych. Nie tylko cenowo (jest mniej więcej o jedną trzecią droższy), ale też pod względem wystroju. Znajduje się przy promenadzie w Alcantarze, tuż przy moście. Eleganccy kelnerzy, nieskazitelnie białe obrusy i widok na pobliskie jachty powodują, że “5 Ozeanos” to restauracja przez duże R. Trochę dziwnie byłoby tutaj przyjść w trampkach i krótkich spodenkach, ale jeśli usiądziemy na zewnątrz będzie trochę mniej oficjalnie. Do tej restuaracji trafiliśmy przez pomyłkę. Podczas poprzedniego pobytu w Lizbonie jadłem obok pyszne kałamarnice, które jako danie dnia były w śmiesznej cene 9,90 euro (regularna cena 12,99 euro). Niestety pomyliłem nazwy restauracji i tak wylądowaliśmy w “5 Ozeanos”. Pomimo wyższych cen nie żałowaliśmy, bo również tutaj jedzenie jest przepyszne. Widać, że jest sporządzane z wysokiej jakości składników i na pewno jest warte swojej wyższej ceny. Zjadłem tam steka z tuńczyka, a mama okonia morskiego. Oba dania bez zarzutu, a w dodatku podczas jedzenia towarzyszył nam wspaniały widok na przystań.

 Przy promenadzie znajduje się cały ciąg różnych restauracji. Mimo to późnym popołudniem i wieczorem trudno znaleźć wolny stolik, dlatego polecam wybrać się tutaj wczesnym popołudniem, kiedy prawie wszystkie lokale świecą jeszcze pustkami. Jest to też jedno z nielicznych miejsc w Lizbonie, gdzie można tak wcześnie zjeść obiad.

Miejsce 3

Restauracja Delicia do Arroiros

⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

CCTW: tak

Obsługa po prostu powaliła mnie na kolana. Miła, młoda kelnerka w długich, ciemnych blond włosach była przesympatyczna. Ponieważ nie było tutaj menu po angielsku (co w takich przypadkach poytywnie świadczy o tym, że lokal nastawiony jest na lokalsów) sympatyczna dziewczyna cierpliwie po kolei opowiedziała nam  po angielsku o wszystkich potrawach z menu (na szczęście jest ich niewiele 😉). Tego wieczoru zamiast wina postanowiłem wyjątkowo napić się zimnego piwa. Poprosiłem o pojemność 0,5 litra na co zdziwiona kelnerka odpowiedziała z uśmiechem, że nie ma takich pojemności w Portugalii. Wytłumaczyła, że lepiej podawać piwo w szklankach 0,3 litra ponieważ wtedy nie ociepla się tak szybko i nie wygazowuje. Poza tym stwierdziła, że po piwach w innych krajach, np. w Niemczech człowiekowi jest ciężko i nie ma siły się ruszać, podczas gdy portugalskie piwo dodaje energii. W “Delicji” na pierwsze danie zamówiłem zupę (w menu pod hasłem “zielona zupa”). Okazało się, że to zupa z warzyw, z przewagą fasolki szparagowej. Lekka, fajnie dopawiona była idealną przystawką. Na drugie danie był łosoś z cienkimi ziemniaczanymi chipsami (ogromna porcja), a moja mama zjadła wyjątkowo drugi raz w Lizbonie tę samą rybę czyli dorsza z patelni. Jedzenie w “Delicji” może nie jest wyjątkowe i lepsze niż gdzie indziej, ale szczere i zwyczajnie dobre. Ciepła atmosfera i niesamowita kelnerka sprawiły jednak, że to miejsce totalnie nas ujęło. 

Miejsce 2

Restauracja Vale do Rio

⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

CCTW: koniecznie!

Można by pomyśleć, że Vale do Rio to mało autentyczna restauracja, nastawiona wyłącznie na turystów.  Znajduje się tuż obok przystani promowej w Cacilhas, po drugiej stronie Tagu. Tuż obok niej znajdują się trzy inne restauracje przed którymi stoją latem naganiacze. Wszystko to może odstraszać i powodować wrażenie byle jakiego jedzenia dla turystów. Nic bardziej mylnego. Vale do Rio znajduje nieco bardziej na uboczu, a w środku, w dużej sali pokrytej azulejos (ceramicznymi płytkami) dominują Portugalczycy. Oczywiście ze względu na lokalizację jest tutaj też trochę turystów i zazwyczaj wszystkie stoliki są zajęte, ale lokalowi daleko do marnego jedzenia dla obcych z głównego deptaku Rua Augusta. Jak dla mnie numer jeden jeśli chodzi o ośmiornicę w Lizbonie. Idealnie ugrillowana i podana dokładnie w ten sam sposób co kałamarnice w poprzedniej restauracji, czyli w stylu à Lagareiro. Jeśli chodzi o rybę mojej mamy to mam problem, to nie zapamiętałem jej nazwy, ale również była wyśmienita. W lokalu jest bardzo głośno i wesoło. Wszyscy siedzą ciasno usadzeni, wspólnie przy  długich stołach i każdy czuje się swojsko i miło. Naliczyłem kilkunastu kelnerów, którzy pomimo dużego ruchu obsługują lotem błyskawicy i są bardzo sympatyczni, a przy tym profesjonalni. Jeśli nie przeszkadza Wam gwar i ścisk koniecznie spróbujcie ośmiornicy z Vale do Rio. 

Miejsce 1

Restauracja Telherinho de Arroiros

⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

CCTW: koniecznie!

Do tej restauracji trafiliśmy zupełnie przez przypadek (to znaczy bez wcześniejszego przeglądania google i trip advisora). Poprzedniego wieczoru byliśmy w restauracji “Delicia de Arroiros”, która znajduje się tuż obok. Wychodząc z niej natrafiliśmy na menu, wystawione przed wejściem i wydało nam się na tyle interesujące, że stwierdziliśmy, że musimy ją wypróbować. Lokal jest niewielki, ale bardzo przytulny i ma się wrażenie, że jest lustrzanym odbiciem restauracji obok. Znajduje się w bocznej (ale bezpiecznej) uliczce w dzielnicy Arroiros, z daleka od turystycznych szlaków i zatłoczonych lokali. 

Przez cały pobyt w Lizbonie poszukiwałem moich ulubionych kałamarnic i właśnie tego wieczoru je w końcu znalazłem. Były dokładnie takie jak lubię, czyli miękkie i chrupiące na brzegach. Zatopione w pysznej oliwie z czosnkiem i podane tradycyjnie z małymi, pysznymi ziemniaczkami. Wbrew pozorom nie jest tak łatwo znaleźć w Lizbonie kałamarnice (Lulas), a jeśli nawet pojawiają się w menu są czasem twarde, lub bez smaku. Jeżeli nigdy jeszcze ich nie próbowaliście to ta restauracja będzie dla Was idealnym wyborem, ponieważ w innym przypadku możecie się bezpowrotnie zrazić do pysznych lulas. Moja mama miała dorsza z patelni. Dorsz nie jest generalnie wybitną rybą, ale ten tutaj był doskonały. Przynajmniej tak twierdzi moja mama. 

We wszystkich restauracjach (oprócz 5 Ozeanos) ceny wahały się od 10 do 15 euro za danie główne bez napojów i nigdy nie wyszliśmy głodni.

Chcesz dowiedzieć się co jeść i czym się upijać w Lizbonie? Kliknij TUTAJ.

A może chcesz sprawdzić jakie odwiedziłem poza- przewodnikowe miejsca z mamą? Kliknij TUTAJ.

Smacznej Lizbony!

D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *