Dziś na śniadanie sałatka z popcornem, rybka i kurczak oraz herbato-kawa. Dobrze czytacie. Sałatka z sosem, chyba musztardowym, posypana słodkim popcornem i mieszanka kawy z herbatą oraz mlekiem skondensowanym. Taki standard w Hongkongu, a jakby słodkiego było mało, na deser poszliśmy na lody, na które się czailiśmy już od jakiegoś czasu, aż w końcu przyszła odpowiednia pora. Były to lody o smaku słodkich ziemniaków, a kupiliśmy je tuż przy wejściu na przystań.  Fioletowe lody z automatu, słodkie, lekko mączne, ale o bardzo ciekawym smaku. Najważniejsze, że słodkie. 😀

 

Armani to, Armani tamto…

Z lodami w ręku popłynęliśmy StarFerry do Central. Najpierw weszliśmy do IFC i na dworzec centralny, by zobaczyć jak działa check-in na dworcu. Otóż w Hongkongu, poza lotniskiem, można odprawić się już na dworcu centralnym, nadać bagaż i następnego dnia jechać z samym podręcznym na lotnisko. Dobra jest ta opcja, gdy lot macie wieczorem, a hotel musicie opuścić do południa. Wtedy nie trzeba się wałęsać z wielką walizką po mieście. W naszym przypadku nie było problemu z tym, ponieważ po wymeldowaniu się z pensjonatu, jechaliśmy prosto na lotnisko.

Wyszliśmy z IFC i szliśmy kładkami gdzie nas nogi poniosą (oczywiście nie za daleko, bo głównym celem był Hong Kong Park). Błądziliśmy w betonowej dżungli, bo taki był plan na dzień dzisiejszy, czyli brak planu (no może poza parkiem). Pogoda była cudowna. Piękne słońce, niewiele chmur, gorąco, a my w cieniu gigantycznych budowli. Tak trafiliśmy na centrum handlowe Chater, w którym znajdował się sklep Armani, ale nie tylko ten zwykły, był tam również Armani Kinds i… uwaga…  Kwiaciarnia oraz Klub Armaniego. Nawet nie miałem pojęcia, że takie coś istnieje.

Kładka

Leżę i fotografuję 😀

 

Hong Kong Park

Doedukowani udaliśmy się do Centrum Sztuki Wizualnej, które znajduje się w południowej części Hong Kong Park, po drodze znów błądziliśmy między drapaczami chmur. Jak większość atrakcji na wyspie, budynek znajduje się na wzgórzu, więc dojście do niego w tym upale to kolejne malutkie wyzwanie. 😀 Wejście do centrum jest darmowe, a zobaczyć można w niej między innymi projekty nowoczesnej architektury. Bardzo ciekawe. Niestety nie mamy żadnego zdjęcia.

Mamy za to zdjęcia z ptaszarni (?) Edward Youde Aviary, która również znajduje się w parku. Jest to olbrzymia ?klatka?, w której latają dziesiątki (lub nawet setki) rodzajów ptaków. Pięknie osadzona ptaszarnia, z drewnianymi kładkami. Chodzisz po nich, a pod tobą drzewa, kwiaty  i inne rośliny oraz woda. Nad tobą korony egzotycznych drzew i błękitne niebo poprzecinane siatką, a wszędzie w koło ptaki. Najlepsze jest to, że chyba turyści wolą bardziej standardowe atrakcje niż parki, więc nie było tam tłumów i spokojnie można było się tam zrelaksować. Cisza, spokój, kolorowe ptaki. Najfajniejsza była zielona papuga, która pozowała mi do zdjęć. W ogóle się nie bała. Chyba już przywykła do ludzi. 🙂

Będąc w parku, można również wejść do małego ogrodu botanicznego, w którym są różne rodzaje kwiatów i w tym tyle rodzajów storczyków, których u nas raczej nie ma, lub ja nie spotkałem (zdjęć również brak. Nie wiem dlaczego, ale jakoś przez kolejne dni nie robiliśmy prawie wcale zdjęć. Tym razem bardziej przeżywaliśmy).

W północnej części parku, niedaleko wyjścia, znajduje się muzeum herbaty. Taki niewielki, biały, postkolonialny budynek. Tam można dowiedzieć się czegoś o sztuce parzenia herbaty, o naczyniach odpowiednich do tego rodzaju rytuałów, pokazane są różne rodzaje herbat oraz wyświetlają filmy, na których pokazują kilka sposobów przyrządzania tego napoju. Nie myślcie sobie, że to żadna filozofia. Nie każdy gotuje wodę w czajniku elektrycznym i zalewa liście gorącą wodą (albo torebkę). W niektórych przypadkach, to naprawdę dość skomplikowany proces. Sam chętnie wybiorę się kiedyś na taką ceremonię. Ciekaw jestem jak smakuje taka herbata. Macie jakieś doświadczenia? 

Właśnie zauważyłem, że napisałem o atrakcjach parku, a nie napisałem nic o nim samym. No więc park jest położony w północnej części wyspy, tuż za najsłynniejszymi budynkami HSBC, czy Bank of China. Jest całkiem spory i jak na park przystało, bardzo zielony. Jest kilka fontann, skwerek dla osób uprawiających Tai Chi, tzw. Tai Chi Garden, wodospad, oczka wodne, a także mnóstwo żółwi. Jakby tego było mało, z parku jest dodatkowo piękny widok na nowoczesną architekturę Hongkongu.

Ptaszarnia
Ptaszarnia

Papuga
Papuga

Park
HK Park
HK Park
HK
Siedzę i fotografuję 😀
Muzeum Herbaty
Muzeum Herbaty

Piwo, piwko, piweńko i… KIEŁBASA!

Ze względu na to, że jest sobota, postanowiliśmy wybrać się do baru na piwo. Wujek google znalazł nam lokal. Dobrze, że istnieje coś takiego, bo sami na pewno byśmy akurat tego lokalu nie znaleźli. Nie pamiętam gdzie dokładnie był. Wiem, że przy Nathan Road, z tym, że nie był on widoczny z ulicy. Stoimy przed budynkiem i niby wszystko się zgadza. Ulica, numer budynku, wszystko ok, tylko jakoś nie ma tam żadnego baru. Są jakieś pozamykane bramy, z drugiej strony wejście do biurowca z portiernią… O co chodzi? Zauważyliśmy ludzi wchodzących właśnie tym wejściem z portierem, więc weszliśmy za nimi. Facet, który tam pracował od razu przywitał nas hasłem: ?do baru windą na drugie piętro?. Znaleźliśmy więc nasz bar.

Wchodziło się do niego prosto z windy, było dość ciemno, wielkie okna z fajnym widokiem na oświetlone ulice i dość spory tłum ludzi, ludzi odciętych od świata jak później zauważyliśmy. Chodzi o to, że gdy już zamówiliśmy piwo, usiedliśmy i zaczęliśmy obserwować ludzi. Było kilka większych ekip. Na przykład tuż obok nas, siedziała grupka znajomych i co chwile ktoś nowy do nich dołączał. Witali się dość ciepło z każdą kolejną osobą, po czym przychodził kelner, zamawiali coś do picia i odpalali smartfony. Z całej (na oko dziesięcioosobowej) paczki, tylko dwie osoby ze sobą rozmawiały, a reszta piła swoje drinki i siedziała w telefonach. Możecie pomyśleć, że to nic nadzwyczajnego, bo przecież spotkania młodzieży u nas też tak wyglądają, jednak wierzcie mi, nie tak ekstremalnie. Na oko 3/4 osób grzebało w telefonach. Przykre zjawisko. Oczywiście nie myślcie, że tak ma tam każdy, bo gdy przesiadywaliśmy na schodach przy promenadzie, to ludzie siedzący w grupach cały czas ze sobą rozmawiali, śmiali się i bawili, to może w tym lokalu było po prostu takie drętwe towarzystwo. Wypiliśmy więc piwo i udaliśmy się na spoczynek. Po drodze jeszcze tylko kolacje zaliczyliśmy, a była nią kiełbaska na patyku w ostrym sosie. W sumie niby parówka, ale jaka dooobra! 😀

Wieczór w barze nam się za bardzo nie udał, a że była sobota i nam wciąż było mało, udaliśmy się do sklepu 7 eleven, zaopatrzyliśmy się w piwo i lizaki chupa chups (niezłe połączenie, nie?), i udaliśmy się w nasze ulubione miejsce, czyli schody obok wejścia do restauracji Serenade, z widokiem na przepiękną panoramę wyspy. Wiecie, że jak o tym piszę teraz i to wszystko mi się przypomina, to chciałbym znowu wziąć piwo i pójść w tamto miejsce. Będąc tam, postanowiliśmy, że za 10 lat tam wrócimy i zobaczymy co się zmieniło. Zostało niecałe 8,5 roku.

M.

HK

W drodze do baru, Dawid zagrał na przystanku :)
W drodze do baru, Dawid zagrał na przystanku 🙂
Takie ciasne mają tam toalety, że myjesz ręce nad kibelkiem
W Hongkongu mają takie fajne rejestracje
W Hongkongu mają takie fajne rejestracje

Uśmiech proszę 😀
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *