Italo

No właśnie. Zobaczyliśmy z mamą Neapol i nadal żyjemy. ? No chyba, że to działa jak w filmie ?Oszukać przeznaczenie? i jeszcze musimy chwilę poczekać na jakąś spadającą cegłę. No, ale jak tu nie zobaczyć Neapolu, będąc w Rzymie skoro oba miasta dzieli tylko 220 km, a drogę można pokonać pociągiem i to tylko w nieco ponad godzinę. Zresztą sama podróż pociągiem to już atrakcja. Pociągi z Rzymu do Neapolu odjeżdżają z nowoczesnego dworca Roma Tiburtina, który przypomina bardziej lotnisko niż dworzec kolejowy. Bilety kupiłem dużo wcześniej i w promocji, która polegała na tym, że jeśli wróci się jeszcze tego samego dnia wieczorem, płaci się tylko 10 euro w jedną stronę, więc mniej niż na większości tras wspaniałego, polskiego Pendolino. Kiedy skład wjechał na peron opadła mi kopara. Tak pięknego pociągu jeszcze w życiu nie widziałem. Co tam Pendolino. Co tam niemieckie ICE, czy francuskie TGV. Italo to dopiero cacko. Piękny, ognisto- czerwony kolor i opływowe kształty, które skojarzyły mi się z jakąś rakietą, lub bolidem wyścigowym. I w sumie trochę słusznie ,bo pociąg zaprojektowali eksperci z Ferrari. W środku nie było wcale gorzej. Przytłumione, eleganckie światło i ekran dla każdego pasażera na oparciu fotela z przodu, na którym za darmo można oglądać filmy i słuchać muzyki, jak w samolocie. Nie wszystkie wagony mają jednak rozrywkę pokładową i trzeba zaznaczyć wagon ? kinowy? przy kupnie biletu, za który nie płaci się dodatkowo. Szczerze to żałowałem nawet, że Neapol jest tak blisko Rzymu i, że pociąg rozpędza się na niektórych odcinkach do 300 km na godzinę, bo nie chciało mi się wychodzić z wagonu. Mógłbym tak sobie pomknąć przez całe Włochy, aż po Sycylię. Kolej szybkich prędkości jest we Włoszech wciąż rozbudowywana i już wkrótce taka podróż rzeczywiście będzie możliwa. Sprawdzałem ceny na innych, dłuższych trasach i są naprawdę atrakcyjne, pod warunkiem, że bilet kupi się dużo wcześniej.

Italo na rzymskim peronie
Italo wewnątrz

Castell dell’Ovo, Plebiscito i Umberto I

Prosto z dworca poszliśmy w stronę promenady i morza. Na mapie wydawało mi się że to całkiem niedaleko, ale w rzeczywistości szliśmy i szliśmy, całkiem jak w Rzymie, kiedy szukaliśmy plaży. W dodatku mijaliśmy bardzo nieciekawą dzielnię. Były tam jakieś warsztaty samochodowe, dzikie parkingi, wszędzie walały się śmieci, ogólnie bardzo nieciekawy obraz. I znów powtórzył się problem z Rzymu. Chcieliśmy iść po prostu wzdłuż brzegu morza, ale w końcu doszliśmy do jakiejś zamkniętej bramy, przy przystani jachtowej. Musieliśmy się wrócić, krążyć po wąskich uliczkach i w końcu na nią dotarliśmy. No cóż…Pola Elizejskie to to nie są, ale gdyby było lepiej widać Etnę, byłoby nawet całkiem ładnie. Niestety wulkan nikł gdzieś na horyzoncie we mgle i trzeba było wytężać mocno wzrok, żeby go dojrzeć. Przeszliśmy obok zamku i potem zrobiliśmy sobie przerwę na kawę. O dziwo w jednej z największych kawiarni na promenadzie kelnerka ni w ząb nie znała angielskiego, ale jakoś udało się wyjaśnić o co nam chodzi. Siedząc przy stoliku, przy 25 stopniach w listopadzie, wciąż widzieliśmy zamek, który przycupnął na małej wysepce i z promenadą połączony jest stumetrową groblą. Nazywany jest zamkiem na jajku (Castell dell?Ovo), bo legenda głosi, że ukryte jest w nim, w szkatułce wypełnionej wodą, magiczne jajko. Jeśli jajko zostanie uszkodzone, nie tylko zamek, ale też cały Neapol ulegnie zniszczeniu. Jajko na szczęście nie pękło i mogliśmy dopić kawę do końca i zobaczyć jeszcze główny plac Neapolu- Plebiscytowy. Po jednej jego stronie jest zamek królewski, a po drugiej ogromna kolumnada, w której środkowej części znajduje się bazylika Świętego Franciszka. Plac, zwłaszcza w ostatnich promieniach zachodzącego słońca robi wielkie wrażenie. Niedaleko, w ścisłym centrum Neapolu, znajduje się galeria Umberto I, pierwowzór dzisiejszych galerii handlowych. Wspaniały budynek ze szklanym sklepieniem. Niestety trochę zaniedbany, część lokali była też pusta. Chciałem zobaczyć główny hol z ostatniego piętra, dlatego weszliśmy do jednej z klatek schodowych, gdzie była przepiękna, stalowa, kratowana winda. Na wyższych kondygnacjach są różne biura i nie da się z nich zobaczyć holu, ale warto przenieść się w czasie i przejechać się taką windą, a przy okazji zaliczyć toaletę w recepcji jakiegoś bardziej luksusowego hotelu. Po zjechaniu na dół zaliczyliśmy jeszcze lody w holu i pobiegliśmy dalej głównym deptakiem.

Po drodze na promenadę
Zamek “Na jajku”
Galeria Umberto I
Winda

Gesu Nuovo, Via San Gregorio i Toledo

Zrobiło się już ciemno, a na naszej liście do odhaczenia były jeszcze trzy rzeczy przed odjazdem pociągu: obelisk Niepokalanej na Piazza del Gesu Nuovo, Via San Gregorio i stacja metra Toledo. Obelisk stoi na niewielkim placyku i wydaje się być dużo za duży jak na niepozorne otoczenie. Ma aż 30 metrów wysokości, i każdego roku 8 grudnia jeden z neapolitańskich strażaków wspina się na niego i umieszcza na szczycie koronę z kwiatów na cześć Niepokalanego Poczęcia. Kierując się już w stronę dworca weszliśmy jeszcze na ulicę San Gregorio. Ulica ta słynie z szopek, które sprzedawane są przez okrągły rok. Czego tam nie było! Oprócz tradycyjnych, przedstawiających Matkę Boską, Jezuski i tego typu podobne, były też bardziej współczesne postaci piosenkarzy, aktorów, papieży, a nawet Angela Merkel. I na koniec, tuż przed odjazdem creme de la creme, czyli stacja metra Toledo. Została otwarta w 2012 roku i już dwa tygodnie później została nazwana przez jedną z brytyjskich gazet najpiękniejszą stacją metra w Europie. I chyba rzeczywiście tak jest. Sufit jest obłędny, a w jego centralnej części znajduje się podświetlany na niebiesko komin tzw. ?oko światła?. Było już bardzo późno, kiedy dotarliśmy na dworzec na jeden z ostatnich pociągów do Rzymu. Po drodze kilkakrotnie przeżyliśmy zawały serca, kiedy na wąskich uliczkach, w odległości paru centymetrów od nas przemykały skutery, motory i wiecznie trąbiące auta. Tak. Ruch uliczny w Neapolu to jazda bez trzymanki dla ludzi o mocnych nerwach. Chyba byliśmy trochę szczęśliwi, że już opuszczamy to głośne, pełne totalnego chaosu miasto i jedziemy do, mimo wszystko, spokojniejszego i bardziej statecznego Rzymu. Smaku prostej, neapolitańskiej pizzy, w jednej z małych knajpek, niedaleko morza jednak nigdy nie zapomnę?

Bardzo wąskie uliczki Neapolu
Obelisk
Szopki
Stacja metra Toledo
Wezywiusz o zmierzchu

Arrivederci Napoli

D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *