Podobno Lizbona nie ma już przede mną żadnych tajemnic. Podobno, bo kiedy już myślę, że już nic mnie nie zaskoczy, wciąż odkrywam, czasem przez przypadek, nowe cudowne miejsca. Ostatnio byłem w stolicy Portugalii w marcu 2019 roku, a więc całkiem niedawno. Tym razem wycieczka była prezentem dla mojej ukochanej mamy, która w tym roku kończy dumne 70 lat. Chciałem jej pokazać wszystkie największe atrakcje mojej ulubionej Lizbony, ale jednocześnie chciałem zrobić drobne prezenty dla siebie i każdego dnia odkryć przynajmniej jedno miejsce, którego wcześniej nie widziałem. Zadanie było bardzo trudne, bo po tylu razach w stolicy Portugalii cieżko było znaleźć jakieś interesujące miejsca, gdzie jeszcze nie dotarłem. Ale udało się i tak powstała ta lista pięciu atrakcji Lizbony, których nie znajdziecie w żadnym przewodniku.

1. Park Mario Soares

Ktoś może zapytać, a co to za atrakcja- zwykły park. Park Mario Soares to jednak dużo ciekawsze miejsce niż standartowy skwer. Zielona oaza znajduje się w dzielnicy Campo Grande i park jest bardziej znany właśnie pod tą nazwą. Tak naprawdę to dwa parki, z których południowa część to właśnie Campo Grande, a północna to wspomniany Mario Soares. Parki mają ciekawy kształt, bo są bardzo wąskie, ale za to rozciągają się na odległość ponad jednego kilometra. Napewno nie znajdziecie tutaj żadnych turystów, a wczesnym przedpołudniem nawet mieszkańców, oprócz paru osób odwiedzających siłownię, która znajduje się w środkowej części i pojedynczych spacerowiczów z psami, których przyciąga tutaj specjalny wybieg dla nich. Jeśli macie już dosyć tabunów turystów, restauracyjnych naganiaczy i nachalnych sprzedawców okularów przeciwsłonecznych, tudzież narkotyków, to idealne miejsce dla Was.

Najpiękniejszym miejscem obu parków jest staw z fikuśnymi, drewnianymi pomostami, które wiją się nad całą taflą wody. Tuż obok, na brzegu przysiadła sobie dziwna, bardzo korpulentna postać. Ni to kobieta, ni jakiś kosmita. w każdym bądź razie ma ogromne cycki. Zabawne jest, że z okien pobliskiej siłowni mogą ją obserwować trenujący i na pewno jest dodatkowym bodźcem, żeby pobiegać dodatkowe kilometry, lub wziąć cięższe hantle. Idealna przestroga! 😉 Bardziej na północ znajduje się jeszcze większy staw, gdzie można wynająć łódkę, a po ciężkim wiosłowaniu zjeść coś w pobliskiej restauracji. Dodatkową atrakcją parku są przygotowujące się do lądowania samoloty, które co parę minut przelatują tak, że można dostrzec nazwy linii lotniczych.

Park

2. Nietypowy Mc Donald

W parku Mario Soares znajduje się jeszcze inne ciekawe miejsce. Mc Donald. Ale nie byle jaki. Tak ciekawego budynku z tą restauracją jeszcze nigdzie nie widziałem. Wejście zdobi wspaniała, kolorowa mozaika, a z wielkich okien na parterze i piętrze można podziwiać wspaniały widok na cały park. Jeśli ktoś preferuje pałaszowanie Big Maca na świeżym powietrzu może to zrobić w sporych rozmiarów ogródku. Oczywiście pierwotnie tak ogromny gmach nie został wybudowany na potrzeby tylko restauracji. Wcześniej cały gmach zajmowało biuro informacji turystycznej. Później było tam centrum handlowe i kino, a dziś budynek należy do lizbońskiego uniwersytetu. Znajduje się tam sala wykładowa, wystawowa i konferencyjna, a poza tym każdy student posiadający specjalną kartę może tam wejść i wydrukować sobie potrzebne materiały, a po wszystkim zjeść loda w Macu. Sama architektura przypomina mi nieco styl architektury Oscara Niemeyera (projektanta nowej stolicy Brazylii). Jeśli nie macie ochoty na colę i burgera koniecznie odwiedzcie to miejsce choćby z zewnątrz, a i kawa z pięknym widokiem na park nie zaszkodzi.

Budynek uniwersytetu

3.Centrum nauki i kultury Makao

Budynek sam w sobie może nie jest jakiś spektakularny, ale kryje w sobie wystawę dotyczącą historii i sztuki Makao. Może nie wszyscy to wiedzą, ale Makao, znajdujące się we wschodniej Azji było kiedyś portugalską kolonią. Dziś należy do Chin i jest azjatycką odpowiedzią na Las Vegas. O naszej wizycie w tej świątyni hazardu przeczytasz TUTAJ. Od razu zaznaczam, że na wystawie wewnątrz budynku nie byłem, ale warto zobaczyć podwórko przy wejściu, które bardzo często jest po prostu pomijane. Egzotyczna roślinność i małe oczko wodne otoczone jest bambusami, przy których można sobie usiąść i w całkowitej ciszy poczytać np. książkę, lub po prostu odpocząć. Spokój gwarantowany, bo centrum jest raczej mało oblegane przez turystów i tylko nieliczni tutaj docierają, a jeśli już to przez przypadek. W środku dnia całe podwórko było tylko nasze!

Podwórko muzeum

4. Ruchome schody

Co może być fascynującego w ruchomych schodach? No to zależy od tego gdzie się znajdują. Ruchome schody w Alfamie, które w zamierzeniu nie były budowane jako atrakcja turystyczna, a zwykły środek transportu głównie dla mieszkańców, dla których codzienne wchodzenie po setkach schodów w najstarszej części miasta jest bardzo uciążliwe. Schody powstały rok temu, po trwających półtora roku pracach, kosztujących 800 milionów euro i łączą plac Martim Moniz z zamkiem Świętego Jerzego, znajdującym się na jednym z najwyższych wzgórz Lizbony. Darmowa przejażdżka trwa około minutę i można podczas niej kontemplować wspaniałe widoki i powoli wyłaniające się dachy stolicy. Ehhh, mógłbym tak jeździć w górę i w dół, niestety schody jeżdżą tylko pod górę. Atrakcja chyba jeszcze nie do końca została odkryta prze turystów, bo było na nich pustawo, ale jestem pewien, że wkrótce staną się obowiązkową atrakcją Alfamy. Jeśli chcesz poczytać o innych schodach na świeżym powietrzu kliknij TUTAJ.

5. Chińskie centrum handlowe

Przy tym samym placu (Martim Moniz), przy którym znajdują się ruchome schody do zamku Świętego Jerzego stoi kilkupiętrowy dom towarowy Centro Comercial Mouraria. Czas tutaj zatrzymał się mniej więcej w latach 70-tych ubiegłego wieku. Stoiska, a właściwie małe klitki zdominowane są przez chińską odzież, a na jednym z pięter znajdują się też różne produkty azjatyckie, głównie egzotyczne przyprawy w wielkich worach. Podróż windą, której podłoga wyłożona jest arkuszami tektury i wygląda, jakby zaraz miała spaść w dół przysparza niepowtarzalnych emocji. Jeśli ktoś chce poczuć klimat targowisk Hongkongu znajdzie tu namiastkę małej Azji. Warto wspomnieć, że w Lizbonie żyje dość spora grupa Chińczyków, którzy mają nawet swoją mini dzielnicę na północ od placu Martim Moniz. W pobliżu można znaleźć mnóstwo chińskich barów i sklepików z drobną elektroniką. Do chińskiego centrum handlowego dojedziecie łatwo z każdego punktu w Lizbonie, bo tuż obok znajduje się stacja metra Martim Moniz. Moje zdjęcia z tego miejsca są nielegalne, bo wewnątrz obowiązuje absolutny zakaz fotografowania.

Jestem pewien, że Lizbona kryje jeszcze przed nami mnóstwo nieodkrytych niespodzianek. A Wy dodalibyście jeszcze coś do tej listy?

D.

Zamiast mrożącej krew w żyłach windy można wybrać takie oto schody
Lokalna tablica ogłoszeń

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *