Jeżeli chodzi o Wissembourg, to nie będę się za dużo rozpisywał, tym bardziej, że pojechaliśmy tam tylko na kilkugodzinny, niedzielny spacer, ale też dlatego, że to bardzo małe (za to jakie urokliwe) francuskie miasteczko, więc będzie więcej zdjęć niż tekstu.

W strefie dla pieszych, na uliczkach były takie charakterystyczne kwadraciki.

Czym dojechać do Wissembourga?

Jeśli będziecie trochę dłużej, gdzieś w na terenie południowo zachodnich Niemiec, warto pojechać tam na jeden dzień pociągiem lub samochodem. My wybraliśmy opcję pierwszą. Od nas jedzie się około godziny i jest całkiem niedrogo. Jeśli nie będziecie mieli daleko i również będziecie chcieli jechać tam pociągiem, polecamy kupić bilet grupowy, całodniowy (jeśli oczywiście jedziecie w kilka osób), a jeśli trasa jest nieco dłuższa, jest taka opcja, która nazywa się Schönes-Wochenende-Ticket. Jest to bilet, który upoważnia do przejazdów w sobotę lub niedzielę (od północy do trzeciej rano dnia następnego) po całych Niemczech pociągami regionalnymi i kosztuje 40 Euro (jedna osoba), za każdą kolejną osobę, dopłaca się 4 Euro. Tak więc jadąc we trójkę, zapłacicie 48 Euro i możecie sobie śmigać przez cały dzień po całych Niemczech. Minusem tego biletu jest to, że nie możemy podróżować pociągami ICE, co wiąże się ze sporą ilością przesiadek, gdy planujemy pojechać w dłuższą trasę. W naszym przypadku, jak już wspomniałem, od nas daleko nie jest i jechaliśmy z naszym przyjacielem Tomkiem, więc kupiliśmy bilet całodniowy dla trzech osób, za który zapłaciliśmy około 25 Euro.

Fotospacer po mieście.

Gdy dojechaliśmy do Wissembourga, wychodząc z dworca skręciliśmy w lewo, w kierunku centrum. Kilkaset metrów prosto i docieramy do ronda, przy którym jest mapa z trasą turystyczną, na której zaznaczone są zabytki i miejsca, które warto zobaczyć. Zrobiliśmy więc sobie spacer tą trasą, a po drodze mijaliśmy niesamowite, stare domy i kamienice. Miało się wrażenie, że to miasto zatrzymało się gdzieś w średniowieczu. Z resztą… Zobaczcie sami…

Jeden z najstarszych domów w mieście.
Fajna nazwa ulicy. Fbg de Bitche 🙂

Coś słodkiego i kawa dla wzmocnienia.

Po spacerze wyznaczoną trasą, gdzie minęliśmy kościół św. Jana z… kącikiem dla dzieci (tak, dobrze czytacie, taki kącik z kredkami i kolorowankami), dotarliśmy do Rue de Marche aux Poissons, przy której znajdowały się restauracje, kawiarnie i sklepy. Tam też weszliśmy do jednego z niewielu, które były otwarte (w niedzielę prawie wszystkie sklepy są pozamykane), a był to sklep z serami i francuskimi wędlinami. Zapach, który unosił się w środku jest dość trudny do opisania. Trochę przypominał ciepłe mleko prosto od krowy, pleśń i suszone mięso. Niezła mieszanka, ale dla mnie przyjemna. 🙂 Niesamowicie wyglądały te wielkie sery na uginających się pod nimi półkami. Idąc dalej w kierunku Maison du sel, mega starego, zabytkowego domu, dotarliśmy do poleconej przez Tomka kawiarni, a może cukierni… Chyba restauracji… Nie wiem. Tam było wszystko ( 😀 ), poza tym nazywa się „Cafe Restaurent La Pepiniere”. Kupiliśmy sobie ciacha i kawę na wynos i usiedliśmy na ławce przy Maison du sel, ponieważ wszystkie stoliki na zewnątrz lokalu były zajęte, a w środku nie chcieliśmy siedzieć, bo pogoda była cudowna.

Kącik dla dzieci w kościele św. Jana
Rue de Marche aux Poissons
Ekler waniliowy, tarta cytrynowa i z malinami
Maison du sel

Następnym punktem naszej wycieczki, był kościół św. Piotra i Pawła, znajdujący się kilkadziesiąt metrów dalej. Przepiękny, klimatyczny, gotycko-romański kościół, i akurat tak się złożyło, że trafiliśmy na koncert organisty. Wstęp był darmowy, ale niestety za długo posłuchać nie mogliśmy, ponieważ pół godziny później mieliśmy pociąg do Landau, niemieckiego miasta, w którym zrobiliśmy sobie przerwę na obiad w drodze do domu. Tak więc przeszliśmy jeszcze przepiękną starówką w kierunku dworca i ruszyliśmy na żarełko. 🙂

M.

Kolejny śliczny domek
Dworzec w Wissembourgu
4 Komentarze
  1. Uwielbiam Francję, zwiedziłam tam już wiele miejsc ale jeszcze o tym miasteczku nie słyszałam. Wygląda cudownie, uwielbiam takie klimatyczne miejsca 🙂

  2. Francja nie przestaje mnie zaskakiwać. Każdy region to zupełnie nowa bajka. Nasiedziałam się tam kilka miesięcy i mam jedynie jeszcze większy niedosyt. To miasteczko przypomina mi nieco Colmar.. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *