Co NOWEGO w Poznaniu?

nigdzie indziej nie ma aż tak wielkiej folii, którą trzeba codziennie dopompowywać. Podobno koszt takiego jednego zabiegu to tylko 7 złotych.

0

Zrobiliśmy krótką przerwę w podróżach po Niemczech za 9 euro i zawitaliśmy do Poznania. Pisaliśmy już pare lat temu o poznańskich makabryłach. Robiliśmy też architektoniczny spacer po nowym Poznaniu, który już się nieco zdezaktualizował. Dlatego tym razem sprawdzimy co też jest warte zobaczenia w Poznaniu, a właśnie powstało, lub istnieje zaledwie parę lat. W poszukiwaniu ciekawych, poznańskich świeżynek przeanalizowałem co ostatnio budowało się w Poznaniu. Powiem Wam szczerze, że w ostatnich latach powstało niewiele spektakularnych inwestycji, na przykład w porównaniu do Łodzi, czy nawet Bydgoszczy, o której będzie już niedługo. Dlatego na moją listę trafiło zaledwie sześć miejsc.

Lepiej słyszeć na rynku

Na pierwszy ogień poszedł Nowy Rynek, a to z bardzo prozaicznego powodu. Znajduje się tuż przy dworcu głównym. Myślę, że nazwa tego miejsca jest bardzo nieszczęśliwa. Kiedy słyszymy „nowy rynek” od razu kojarzy się nam to z jakimś bardzo trakcyjnym placem, wypełnionym knajpkami, gdzie można usiąść i mile spędzić czas. Tak więc obojętnie co zastaniemy na miejscu, z taka nazwą, będzie bardzo trudno spełnić nasze oczekiwania. A w dodatku kiedy jeszcze inwestycja nie jest ukończona i do tego pada deszcz można jedynie się rozczarować.

Jak na razie rynek to całkowicie martwe miejsce. Owszem jest tam już pierwsza knajpka i nawet przedszkole, ale to by było na tyle. Dookoła jest bardzo mało zieleni i same biura. Ten nowy kawałek miasta powstał na miejscu starego dworca PKS, który był wstrętnym i zaniedbanym budynkiem. Napewno to, co stoi tutaj teraz jest o niebo lepsze od tego co było tutaj wcześniej, ale nie porwała mnie ta architektura. Jest nudno i monotonnie, a najwyższe budynki to zwykłe, biurowe klocki. Trochę zmarnowany, ogromny potencjał tego miejsca.

Być może za szybko wieszczę porażkę tego miejsca, bo oprócz biur pojawią się tutaj wkrótce wyspy zieleni i mieszkania, a na dachu najwyższego, 15-piętrowego biurowca będzie taras widokowy, z pewnie ciekawym widokiem na ścisłe centrum miasta. Puste na razie przestrzenie między szklanymi biurami mogą zapełnić pracownikami i mieszkańcami pod koniec 2023 roku. To jedna z największych, dotychczasowych inwestycji stolicy Wielkopolski. Na prawie czterech hektarach powstanie pięć biurowców i część mieszkalna, a ekologiczne obiekty będą posiadały takie atrakcje jak specjalne pokoje dla matek z dziećmi, czy pętle indukcyjne, poprawiające działanie aparatów słuchowych. Tak więc jeśli macie problemy ze słuchem to będzie wasz adres numer jeden w Poznaniu. Czy to wszystko zacznie tętnić życiem w przyszłym roku, zobaczymy. Bądźmy dobrej myśli.

Rynek Poznań
Nowy Rynek

Nieskończony browar

Co do drugiego miejsca miałem ogromne apetyty, żeby zobaczyć odrestaurowany stary browar (ale nie ten z Półwiejskiej) nad stawem i piękne osiedle z czerwonej cegły dookoła niego. W tym celu wsiadłem do miejskiego autobusu i udałem się na Kobylepole. Podróż trwała ponad 30 minut. Taka refleksja naszła mnie po drodze, że kupując luksusowe mieszkanie w Poznaniu skazujemy się na taki długi dojazd do centrum miasta, że równie dobrze moglibyśmy mieszkać w oddalonym o 50 km Gnieźnie. Dotarlibyśmy w dokładnie takim samym czasie do centrum miasta pociągiem, a i nasze mieszkanie byłoby dużo tańsze. No ale w Gnieźnie nie ma takiego zabytkowego browaru, ani też tak dużej, potencjalnej bazy klientów luksusowych mieszkań.

Po dotarciu na miejsce okazało się, że drugi etap inwestycji, który mnie najbardziej interesował, czyli odrestaurowanie starego browaru jest jeszcze w powijakach. Niby ta budowa zaczęła się pare lat temu, ale jakoś ślamazarnie im to idzie. Tak więc jedynym co można zobaczyć na miejscu, jest pierwszy etap osiedla pod nazwą Nowa Warzelnia. Są to dwa rzędy ciekawych szeregowców z czerwonej cegły i kilka wolnostojących bloków. Takie ich określenie jednak byłoby bardzo krzywdzące, bo bliżej im do miejskich willi. Nie będę się tutaj rozpływał nad architekturą tego miejsca, bo prawdziwą wartość osiedla poznamy dopiero po zakończeniu drugiego etapu.

Tymczasem tak długa wycieczka na kompletny koniec świata była mało opłacalna. Trzeba jednak przyznać, że zieleni tutaj co niemiara i aż trudno uwierzyć, że nadal znajdujemy się w Poznaniu. Pobliski staw jest malowniczy i gdyby tak go zagospodarować odpowiednio, byłoby to jedno z najładniejszych nowych osiedli Poznania. O projekcie rozpisywały się już największe magazyny architektury i dizajnu w Polsce, więc to miejsce napewno ma potencjał.

Schody bez poręczy za prawie półtora miliona

Doskonałym pomysłem jest tutaj podporządkowanie całego osiedla jednemu budynkowi browaru Mycielskich. Czyli nie tylko „bloki” pokryte są podobną, specjalnie wypalaną cegłą, ale mają też identyczne nachylenie dachów, co pobliski browar. No i to co najbardziej mi się tutaj podobało, a jest totalną zmorą nowych osiedli w całej Polsce to to, że niema tutaj żadnych ogrodzeń, a osiedle otwiera się na otaczające je lasy doliny rzeki Cybiny.

Wnętrza niektórych mieszkań zaprojektowało miejscowe biuro projektowe i są to tzw. soft lofty, tzn. każdy lokal można dowolnie zaprojektować, bo stanowi jedną wielką, wspólną przestrzeń, co jest wyjątkiem na mapie Poznania. Mieszkania tutaj były swego czasu najdroższe poza centrum, a ich cena sięgała 12 tysięcy za metr, ale było to pięć lat temu. Dziś w pierwszej części osiedla nie ma już dostępnych lokali. Można jedynie kupić je na rynku wtórnym. Aktualnie jeden z apartamentów, z charakterystycznymi kręconymi schodami bez poręczy, kosztuje prawie milion trzysta tysięcy złotych.

Browar Mycielskich
Nowa Warzelnia

Lucie rysuje słoneczko

Kiedy wróciłem z powrotem do cywilizacji czekała na mnie Lucie. Lucie stoi przed jednym z wejść do Posnanii, największej galerii handlowej Poznania i całej Wielkopolski. Nie będę się o niej rozpisywać, bo zupełnie nie warto. Wspomnę tylko o tym, że to nudny, nieprzyjazny moloch o kiepskiej architekturze. A miało być tak pięknie. Na kilku hektarach miała powstać tutaj zupełnie nowa dzielnica „Nowa Łacina”, która przyciągałaby mieszkańców i była ich ulubionym miejscem spotkań. Dziś przyjeżdża się tutaj wyłącznie na zakupy i żeby coś zjeść w jednej z knajp. Na osłodę, a może żeby trochę usprawiedliwić zły wygląd tego kolosa, inwestor postawił przed nim rzeźbę belgijskiego artysty. Jest to dziewczynka, a właściwie górna część jej ciała, która rysuje słońce. Jej inspiracją była czteroletnia córka rzeźbiarza, która naprawdę ma na imię Lucie. No i rzeźba fajna, ale niestety jej odbiór kompletnie psuje to, co widać w jej tle.

Lucie powstała w ekspresowym tempie, bo od szkicu do postawienia jej w Poznaniu minęło zaledwie pięć miesięcy. Ta dziesięciometrowa, ważąca pięć ton rzeźba, ma być zrozumiała nawet dla małego dziecka i pokazywać mu, że też może namalować swój własny świat. A potrzebne do tego kredki może kupić w pobliskiej galerii. 😉

Poznań Lucie

Malediwy nad Wartą

Od Lucie blisko do zupełnie nowego miejsca w Poznaniu, klubu „Na Fali”, nad Wartą. Tego dnia akurat padało, więc w klubie nie było żywej duszy. Mimo to było tam totalnie wakacyjnie. Ktoś naprawdę przyłożył się do tego miejsca i wyobrażam sobie, że wieczorem musi tu być zjawiskowo. Mówi się, że to poznańskie Malediwy i w sumie coś w tym jest. Palmy, dużo śnieżnobiałego drewna, boisko do kosza, kilka barów i restauracja sprawiają, że nad Wartą nie będziemy się nudzić. Tak mi się przynajmniej wydaje. Ma jednak to również swoje minusy, bo wpisując adres klubu w nawigację, auta prowadzone są po nabrzeżnej „Wartostradzie”, która nie jest przeznaczona dla nich przeznaczona. To i parkowanie na dziko powoduje, że nadbrzeżne łąki są notorycznie rozjeżdżane przez samochody, a hałas imprezowni przeszkadza pobliskim mieszkańcom. Tak więc nie takie rajskie te Malediwy.

Po Malediwach tradycyjnie zrobiłem sobie przerwę na poke bowle. Kto nie czytał jeszcze moich poprzednich wpisów o tourach po Niemczech, w ramach biletu za 9 euro, nie wie, że ostatnio jestem wielkim ich fanem i muszę przyznać, że ten poznański zakwalifikowałby się do pierwszej trójki najlepszych. W sumie nikt mi nie zapłacił za reklamę. Zdradzę Wam jednak w tajemnicy, że zjadłem go w lokalu „Poke bo”, przy ulicy Żydowskiej. Wersja z boczniakiem i tofu była mega. Wróćmy jednak do architektury.

Poznań pole Bowl
Na Fali
Na Fali
Zazwyczaj w miastach pojawiają się tablice zabraniające spożycia alko

Nowy plac z lustrzanym zegarem

Następnym punktem mojego spaceru było nowe wcielenie Placu Kolegiackiego. Doskonale pamiętam, jak całymi latami ten plac był mało przyjazny, zawalony autami. Takie miejsce, wiecie, przy którym nie warto nawet zwolnić kroku, w drodze gdzieś tam. Teraz w końcu to miejsce stało się prawdziwym miejskim placem, chociaż pojawiło się mnóstwo głosów, że za dużo tutaj betonu. Fakt, nie jest to zielony skwer. Drzewa rosną tylko z jednej strony i nie ma ich jakoś oszałamiająco dużo, ale i tak wygląda to o niebo lepiej niż wcześniej. No i przede wszystkim można się bardzo dużo dowiedzieć z tablic, umieszczonych tutaj na stałe.

Mimo że mieszkałem w Poznaniu tyle lat, nigdy nie zastanawiałem się nad historią tego miejsca, ani nad jego nazwą. Po prostu był to dla mnie skrót ze starego miasta w kierunku Garbar i Śródki. Dużym zaskoczeniem dla mnie było odkrycie, że stała w tym miejscu kolegiata Świętej Marii Magdaleny, której wieża była swego czasu najwyższa budowlą w Poznaniu, widoczną prawie z każdego punktu miasta. Co więcej, wieża miała dokładnie 114 metrów i była jedną z najwyższych budowli w całej Polsce. Jej fundamenty, zasłonięte do tej pory przez parking, zostały odsłonięte i schowane pod szybą.

Tym, co zwraca największą uwagę na całym placu jest obelisk. Jest to tzw. „zegar historii”. Znajdują się na nim daty, związane z historią kolegiaty, jednak są bardzo trudne do odczytania. Zarówno w dzień, kiedy słońce odbija się od polerowanej stali zegara, jak i w nocy, kiedy ostre ledy oświetlają cały słup. Całość ma 12 metrów wysokości, a stal jest wypolerowana do poziomu lustra. Dzięki temu ma odbijać chmury i okoliczne budynki.

I teraz zasadnicze pytanie: czy mi się to podoba? Jest ok, z niektórych perspektyw nawet bardzo ok, ale z innych już tak sobie. Cieszę się jednak, że na Starym Mieście jest też inny, poza rynkiem, plac, na którym można sobie posiedzieć wciąż jeszcze w ciszy i spokoju. Nie krytykowałbym również placu z góry do dołu za brak zieleni. Po pierwsze nigdy nie miał być to skwer, ani park. Po drugie posadzenie tutaj drzew na całej przestrzeni jest technicznie niemożliwe, ze względu na zabytkowe fundamenty.

Zegar czasu
Plac Kolegiacki Poznań

Dopompowywanie poduszki za 7 złotych

Ostatnim punktem nowego Poznania w 2022 roku jest Rynek Łazarski. Podobnie jak plac Kolegiacki przeszedł on gruntowną metamorfozę i podobnie jak ten pierwszy, został zmieszany z błotem przez mieszkańców za brak zieleni. Tutaj ważne było żeby zachować jego pierwotne funkcje targowe. Udało się połowicznie, bo targ jest teraz z połowę mniejszy, ale dobre i to. Szczerze to nigdy nie lubiłem tego targowiska. Wydawało mi się, że jest tutaj brudno, a te poprzednie budy nie zachęcały mnie nigdy do zakupów. A tak szczerze to mieszkałem w innej części Poznania, więc nigdy Rynek Łazarski nie był mi po drodze. 😉

Kiedy dzisiaj patrzymy na plac, pierwszym co rzuca się w oczy, jest wielkie zadaszenie na targowiskiem w formie napompowanej poduszki. To największa konstrukcja tego typu na świecie i chociażby z tego powodu warto tutaj zajrzeć. Oczywiście są inne foliowe poduszki na świecie, ale ta składa się tylko z jednej komory i nigdzie indziej nie ma aż tak wielkiej folii, którą trzeba codziennie dopompowywać. Podobno koszt takiego jednego zabiegu to tylko 7 złotych.

Wcześniej, tzn. w 20116 roku ogłoszono konkurs na przebudowę placu, do którego zgłosiło się aż 23 pracowni architektonicznych. Ostatecznie wybrano projekt, który wykorzystuje specjalną folię na bazie fluoru. Jest ona prawie przeźroczysta, odporna na ekstremalne temperatury, światło UV, niepalna i, wbrew pozorom, bardzo wytrzymała. Wygląda to bardzo interesująco. Gorzej z praktycznością, bo kupcy narzekają na wiatr i deszcz, dlatego niektórzy zrobili sobie prowizoryczne foliowe daszki. Po protestach mieszkańców, narzekających na brak zieleni, wprowadzono wiele poprawek i teraz to naprawdę przyjemne miejsce. Jest tez fontanna, która lokali pozwali „covidkiem”, ze względu na jej charakterystyczny kształt. Od strony Głogowskiej są też fajne tablice, opowiadające historię handlu. Mi tam się podoba. Wcześniej poza zakupami nie było powodu, że udawać się w to miejsce. Teraz chętnie usiadłbym tu na dłużej.

Rynek Łazarski
Poznań fontanna
Poznań Łazarz

Na plac pod Wieżą jeszcze trzeba poczekać

W tym poście miał również pojawić się nowy plac „Pod wieżą” na Jeżycach. Po dotarciu na miejsce, okazało się, że inwestycja jest jeszcze w proszku. Minie jeszcze sporo czasu, zanim będzie można się przejść po tym zupełnie nowym kawałku miasta. Tak więc jest już pierwszy punkt do kolejnej części architektonicznego spaceru po nowym Poznaniu.

Przyznam się, że od czasu poprzedniej archi-wizyty w Poznaniu, która miała miejsce trzy lata temu, spodziewałem się bardziej spektakularnych zmian w mieście. Tymczasem, poza kosmiczną konstrukcją foliowej poduszki, nic nie wywołało u mnie efektu „wow”. Utwierdziłem się jeszcze bardziej w tym przekonaniu po wizycie w Bydgoszczy, która jest dla mnie absolutnym liderem zmian w Polsce. Poza Łodzią oczywiście.

Nie zmienia to faktu, że warto odwiedzić wymienione przez mnie miejsca, bo są zwyczajnie przyjemne. Nadają się do chwilowej przerwy w trakcie city touru i będą miłym przerywnikiem w trakcie zwiedzania największych zabytków miasta. No może poza Nową Warzelnią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.