Konstancja 2.0 – Muzeum, Wyspa Mainau oraz naturalne lody

Na 45 hektarach stworzono piękne ogrody, szklarnie, fontanny, place zabaw i w ogóle pełne atrakcji, dla całej rodziny, miejsce. Mają nawet przewidziane różnego rodzaju konkursy dla najmłodszych. Na przykład w tym roku jest poszukiwanie skarbu.

0

Następnego dnia o godzinie 10:00 byliśmy umówieni z panią Kathariną Schlude oraz panią Ines Stadie w Rosgartenmuseum. Muzeum mieści się w dawnym domu gildii rzeźników, zbudowanym w 1454 roku. Jego historia jest bardzo ciekawa, więc nie zanudzę Was opisując ją w jednym akapicie.

Pierwszy dzień w Konstancji już za nami. Można o nim przeczytać tu: Konstancja – Miasto Króla, Papieża i Kurtyzany

Muzeum Rosgarten

Muzeum zostało założone w 1870 roku, przez aptekarza Ludwika Leinera. On sam zaczął zbierać różnego rodzaju rzeczy, które wydawały mu się wartościowe i z czasem w całym mieście było wiadomo, że „jeżeli masz coś do wyrzucenia, to zanieś to do pana Leinera”. Tak też było. Ludzie zaczęli przynosić mu różnego rodzaju przedmioty, a i sam Ludwik przywoził ich coraz więcej i tak oto powstało muzeum. Wiele eksponatów nie jest oczywistych, gdyż stanowią tak integralną część wnętrz, że bez podpowiedzi przewodnika, nawet byśmy się nie zorientowali, że na przykład fragment podłogi, po której chodzimy, to też jest eksponat. Albo na przykład fragmenty ścian, portale czy drzwi, które wyglądają, jakby od zawsze tam były. 

Na parterze znajduje się sala, z neogotyckimi witrynami, w których znajdują się eksponaty archeologiczne. W kolejnej sali zaczyna się historia miasta od czasów, gdy Konstancję założyli Rzymianie. Można tam nawet zobaczyć najstarsze szczątki człowieka, wykopane podczas odkrycia w mieście pozostałości po rzymskim forcie. Na górze spore pomieszczenie poświęcone jest historii konklawe. Można tam zobaczyć oryginalny dziennik wydarzeń z tamtych czasów. Fascynująca rzecz. Księga jest ilustrowana i jedna z ilustracji przedstawia kilku Włochów, którzy przyjechali do Konstancji na konklawe, by sprzedawać swoje wypieki. Na obrazku widać przy nich pieczywo w kształcie precli, a jak wiadomo, precle to niby taka typowo bawarską rzecz. Teraz wyszło szydło z worka. Precle wymyślili Włosi.

Ulica przy muzeum
Przy tej urokliwej uliczce znajduje się muzeum

Muzeum od kuchni

Zwiedzając muzeum, mieliśmy okazję zobaczyć jak wyglądają jego kulisy. Pozwolono nam wejść na zaplecze, a także do pomieszczenia, w którym właśnie przygotowywano nową, tymczasową wystawę. Dowiedzieliśmy się, że kartony, w których przechowywane są eksponaty, nie są robione z normalnego papieru, gdyż ten zawiera jakieś składniki, które mogłyby je uszkodzić. Zobaczyliśmy też od kuchni, jak wyglądają etapy projektowania i organizowania wystawy. Wspaniałe doświadczenie. 

Na koniec dostaliśmy jeszcze zaproszenie na kawę do kawiarni, która znajduje się w muzeum. Macie więc możliwość po, przed, lub w trakcie zwiedzania napić się pysznej, gorącej kawy, siedząc między eksponatami.

Ok. Wyszło więcej niż jeden akapit. 

makieta
Makieta miasta w muzeum

Wyspa Mainau

O godzinie 12 z przystani w Konstancji wyruszał nasz prom na wyspę Mainau. Na mapie wydaje się być ona niedaleko, ale to tylko pozory.  Jezioro jest tak olbrzymie, że podróż promem trwa około godziny, a po drodze jest tylko jeden przystanek w miejscowości Meersburg. 

Bilet dzienny na promy kosztuje 19€ i można sobie nimi pływać ile się chce. Na pokładzie jest też bar, a więc z głodu i pragnienia się nie umrze. Niestety strona internetowa przewoźnika BSB jest tak dziwnie skonstruowana, że aby uzyskać jakiekolwiek informacje czy kupić bilet, trzeba się przeklikać przez pińcet stron. Nie rozumiem zamysłu artystycznego webmastera.

Na wyspę docieramy o godzinie 13 i tuż przy wejściu czeka na nas miła pani z mapką i planem zwiedzania wyspy. Mainau to wyspa prywatna i należy do szwedzkiej rodziny książęcej. Dlaczego szwedzkiej? Otóż książę Lennart, wnuk króla Szwecji, wbrew woli dziadka wziął ślub, przez co utracił prawo do szwedzkiego tronu i tytuł książęcy. Potem wyprowadził się na wyspę, a przed śmiercią bez oficjalnej zgody monarchy, przywrócił sobie tytuł. Dziś wyspą Mainau zarządza rodzeństwo, hrabia i hrabina Bernadotte, którzy są dziećmi księcia Lennarta. Muszę też dodać, że na wyspie jest pałac, w którym potomek księcia faktycznie mieszka. Musi to być trochę dziwne, bo każdy zakątek wyspy jest dostępny dla zwiedzających. Okolica pałacu oraz jego część również.

pałac na wyspie
Pałac i muzeum na wyspie Mainau

Trochę polskości na wyspie

Na 45 hektarach stworzono piękne ogrody, szklarnie, fontanny, place zabaw i w ogóle pełne atrakcji, dla całej rodziny, miejsce. Mają nawet przewidziane różnego rodzaju konkursy dla najmłodszych. Na przykład w tym roku jest poszukiwanie skarbu. Dzieci dostają mapkę z zaznaczonymi miejscami, przy których muszą rozwiązać zagadki. Po ich rozwiązaniu otrzymują jedną literkę. I tak chodzą i rozwiązują te łamigłówki aż ułożą hasło, które później muszą powiedzieć w biurze informacji. W nagrodę dostają słodycze, dyplom i książeczki.

Dorośli natomiast, mają okazję podziwiać setki gatunków roślin. Są tam różne, ciekawe drzewa, ogród ze wszystkimi warzywami i ziołami świata (trochę przesadzam, ale było ich bardzo dużo), jest mnóstwo kwiatów oraz rzeźb. Są między innymi fontanny, palmiarnia, ogród różany, motylarnia, owce, konie, winnica i pasieka. Co roku organizowany jest też tak zwany Blumenjahr, czyli dosłownym tłumaczeniu „kwiatowy rok”. Organizowane są wtedy specjalne wystawy tematyczne. W tym roku tematem takiej wystawy są ogrody na wodzie, czyli skupiają się na roślinach wodnych. Dodatkowo wystawę upiększają rzeźby polskiej artystki, Małgorzaty Chodakowskiej, które są naprawdę przepiękne!

ogrody
Ogrody i fontanny na wyspie
w motylarni
W motylarni

Robiliśmy naturalne lody!

Ostatniego dnia pobytu w Konstancji, mieliśmy przyjemność odwiedzić ANELU Eishandwerk. Jest to miejsce, w którym pani Annegard Pesaro produkuje naturalne lody, oraz prowadzi kursy robienia takich lodów. Na kurs można zapisać się w grupie od 10 do 15 osób, a cena ustalana jest indywidualnie. Myślę, że nawet z mniejszą grupą da radę się dogadać.

Po ciepłym powitaniu przez właścicielkę, od razu wzięliśmy się do roboty. Na początek wprowadzenie, czyli krótki wykład na temat tego z czego robi się naturalne lody bez sztucznych konserwantów, wypełniaczy, aromatów czy barwników. Wcześniej, przed wizytą, ustaliliśmy jakich smaków nie lubimy, lub na co jesteśmy uczuleni. Ja mam nietolerancję laktozy, a więc spośród trzech opcji, wybraliśmy, że zrobimy sorbet o smaku czerwonej pomarańczy oraz kwiatów pomarańczy. 

Przepis oraz wszystkie składniki przygotowała pani Annegard. Naszym zadaniem było zważenie komponentów i ich dokładne wymieszanie. Resztę zrobiła już maszyna do lodów. Taka profesjonalna maszyna robi lody w kilka minut, więc została już tylko degustacja. Na nasze szczęście, nie tylko lodów przez nas zrobionych, ale także tych zrobionych wcześniej przez właścicielkę. I tym sposobem mogliśmy skosztować na przykład lodów robionych tajną recepturą dla jednej, jedynej restauracji w całych Niemczech. Spróbowaliśmy też przepysznych lodów truskawkowych, pistacjowych, różanych, migdałowych z wodą różaną, szafranowych oraz waniliowych. Okazuje się, że nigdy w życiu nie jadłem prawdziwych lodów waniliowych. Te były obłędne!

Oszukane, włoskie lody

Pani dr Pesaro uczyła się u najlepszych lodziarzy w kraju i przez pewien czas miała nawet własną lodziarnię. Dziś produkuje już tylko na zamówienie i prowadzi kursy. Nie raz była też w okolicznych, najlepiej ocenianych w internecie lodziarniach, i widziała, że ich jakość bardzo często pozostawia wiele do życzenia. Okazuje się bowiem, że te super genialne włoskie lodziarnie, jadą na gotowych mieszankach, zakupionych w hurtowych ilościach, które wystarczy zmieszać z wodą czy mlekiem i gotowe. Tak nas robią w bambuko. A tu człowiek myśli, że jak lody od Włocha, to są takie super. 

Niestety zdjęć z robienia lodów nie posiadam, ale niedługo na naszym kanale na YouTube pojawi się film i tam będzie można zobaczyć cały proces. Tymczasem podrzucam jeszcze kilka widoków z miasta plus mały bonusik w postaci przepisu na pyszne Parfait.

dworzec
Dworzec główny
główny deptak
Deptak w centrum miasta
kolorowe uliczki
Kolorowe uliczki
Konstancja posiada wiele pięknych zabytków
Konstancja posiada wiele pięknych zabytków
ratusz
Podwórko w ratuszu

Konstancja jest miastem, które ma bardzo wiele do zaoferowania. Jest pięknie usytuowana, posiada wiele zabytków, możliwość aktywnego spędzania czasu, a do tego wszystkiego jest też świetnym miejscem wypadowym. Stąd jest już blisko do Alp, niedaleko są wyspy Mainau oraz Reichenau, no i jest świetne połączenie promowe z innymi miastami wokół jeziora. Dla miłośników kultury i sztuki miasto również ma bogatą ofertę, a więc nie pozostaje Wam nic innego jak pakować walizki i ruszać w drogę do Konstancji.

Na słodkie zakończenie podrzucę Wam przepis na parfait, czyli taki deser lodowy. Oczywiście przepis jest od pani Anny.

Parfait z miodem spadziowym

Składniki:

  • 6 żółtek 
  • 2 opakowania cukru waniliowego
  • 4 łyżki miodu spadziowego
  • 4 białka jaj
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 400 gramów śmietany kremówki

Sposób przygotowania:

Żółtka jaj ubić z cukrem waniliowym aż powstanie jasna masa. Dodać miód i cynamon, całość wymieszać. Śmietanę ubić i delikatnie wymieszać z masą z żółtek. Na koniec ubić białka, dodać do masy, następnie powstały krem przelać do formy i wsadzić do zamrażarki na kilka godzin. 

Smacznego!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.