Bad Homburg – dług spłacony w pomarańczach [cz.1]

Sam król Anglii Edward VII, był tutaj 32 razy ( za każdym razem z całym dworem) i również namiętnie grywał w golfa używając piłeczki zrobionej ze skóry wołowej, wypełnionej gęsimi piórami.

0

Tym razem ponownie odwiedzamy miejscowość z przedrostkiem „bad”, co wcale nie oznacza nic złego.;) Taki suchy żarcik. Tak się akurat zdarzyło, że odwiedziłem dwa uzdrowiska pod rząd, bo po Baden Baden przyszedł czas na BAD Homburg. Powoduje to nieuchronnie porównania i napiszę Wam coś szczerze, bardzo szczerze: w Bad Homburg podobało mi się bardziej. Jest coś takiego, że wysiadamy z dworca w danym mieście i po prostu mamy takie wrażenie, że jest nam przyjemnie, albo przeciwnie. Coś nie pasuje, jakby w powietrzu unosiła się jakaś nieprzyjemna atmosfera. Idealnie pasuje to do zestawienia Baden Baden – Bad Homburg. Kiedy wyszedłem w tym drugim, poczułem takie „summer feeling”, atmosferę weekendu, lub letnich wakacji. Pierwsze co przyszło mi do głowy w Baden Baden to było to, że nie mogę znaleźć toalety, a zaraz odjeżdża mój autobus.

Frankfurcka żyłka do handlu

Po drodze do Bad Homburg miałem przesiadkę we Frankfurcie nad Menem. I to nawet dwie przesiadki. Jedną na dworcu głównym, gdzie w przejściu podziemnym wisiał ogromny plakat reklamujący kasyno w Bad Homburg. Pomyślałem, hmmm… fajnie się zaczyna. Drugą przesiadkę miałem na stacji Frankfurt Rödelheim, gdzie sprzedawca w piekarni zapakował mi do tutki od razu dwa precle, mówiąc że tak jest taniej, nie pytając nawet czy chcę dwa, czy jednego precla. No ale w końcu to Frankfurt, miasto biznesu, więc nie ma się czemu dziwić.

Dobra, przejdźmy już do tytułowego miasta, bo pewnie nikogo z Was nie interesuje ile i gdzie miałem przesiadki. Dodam tylko, że trasa pociągiem przez cały Frankfurt była bardzo widokowa. Tym bardziej, że pociąg większą część trasy jechał na wiadukcie, przez co całe miasto było widać jak na dłoni i momentami wydawało się, że jadę przez środek Chicago, albo innego amerykańskiego miasta. Ale tylko momentami. Wróćmy do naszego uzdrowiska.

Dworzec bez kultury

Już sam dworzec w Bad Homburg jest miły dla oka. Zwłaszcza, że całkiem niedawno przeszedł gruntowną renowację. Teraz to tzw. KulturBahnhof (Dworzec Kultury). Zamysł był taki, aby na dworcu zorganizować miejsce, gdzie można dobrze i tanio zjeść. Gdzie będą odbywać się różne kulinarne festiwale i inne wydarzenia kulturalne, również na zewnątrz budynku. Nie wiem jak to wygląda na codzień, ale akurat tego dnia dworcowa restauracja (zresztą bardzo ładna w środku) była zamknięta, a i jeśli chodzi o jakąkolwiek kulturę to być może ktoś z pasażerów był kulturalny, ale nic poza tym.

Kiedy wychodzimy z dworca od razu trafiamy na spory most. To znaczy wygląda on jak most, ale tak naprawdę to kładka nad ulicą szybkiego ruchu. Nie jest to może idealny zestaw powitalny, ale dalej było już tylko lepiej. Po paruset metrach wchodzimy do zupełnie innego świata, który z pewnością zapewni nam wakacyjno – letni klimat. To park uzdrowiskowy, który ma tyle atrakcji, że właściwie można tam spędzić cały dzień i się nie nudzić. I wcale nie jest tak, że już tak się zestarzałem, że rajcują mnie emeryckie parki w klimatach Ciechocinka. Panie, w porównaniu do Ciechocinka, Bad Homburg to nieustająca impreza do białego rana.;)

restauracja dworcowa Bad Homburg
Zamknięta dworcowa restauracja. Mgiełka to brudna szyba.
dworzec kultury Bad Homburg
Ta plastikowa pani przed dworcem kolejowym to po prostu „Walking Woman”. Jej autorem jest brytyjski artysta, który specjalizuje się w rzeźbach współczesnych, zupełnie normalnie ubranych, ludzi. Postacie są jednak zawsze dużo większe, lub mniejsze od przeciętnych „człowieków”. Po przyjrzeniu się im bliżej widać, że nie są wiernym odzwierciedleniem ludzi. W ich ubraniach brakuje na przykład guzików, lub szwów. Pani podąża w kierunku ulicy łączącej dworzec z parkiem zdrojowym. Można przy niej zobaczyć również inne rzeźby, a trakt został nazwany Aleją Rzeźb.
kładka Bad Homburg
Kładka Powitalna.
Bad Homburg
Niektóre kamienice w Bad Homburg są przepiękne.

Siedem cudownych źródeł

Park uzdrowiskowy (Kurpark) to jeden z największych i najpiękniejszych parków w Niemczech i nie że ja tak twierdzę, ale jest to oficjalna informacja ze strony miasta, a ja ją mogę tylko potwierdzić. Zaprojektował go już 150 lat temu specjalista od takiej roboty, pan Lennè. W Niemczech poza Bad Homburgiem są jeszcze tylko dwa parki jego projektu: w Berlinie i Poczdamie. Największy park Berlina Tiergarten, czyli niemiecki Central Park oraz ogród pałacowy Sanssouci to właśnie jego dzieła.

W parku rośnie 86 gatunków drzew z całego świata, które w większości pochodzą z czasu założenia całego kompleksu. Nawet na takim miastowym dziadzie jak ja, który naturę lubi, ale tylko na chwilę, park zrobił duże wrażenie. Jest tutaj też 40-hektarowe jezioro, ale największym skarbem parku jest siedem źródeł leczniczej wody, które nadal są czynne i co ważne woda w nich jest nadal ZDATNA do picia. Podkreślam to, bo w słynnym Baden Baden nie uświadczymy takiej atrakcji. Źródła rozsiane są po całym parku i przykryte są szklanymi kopułkami, pewnie żeby nic z zewnątrz ich nie zanieczyszczało.

Bad Homburg uzdrowisko
Na największym zdjęciu Źródło Augusty Wiktorii, na mniejszych, od góry: Landgrafów, Cesarza, Stalowe i Luizy.

Król Anglii gra piłeczką z wołowej skóry w golfa

Kiedy wchodzi się do parku od strony dworca kolejowego pierwszą atrakcją jest cerkiew. Wciąż regularnie odbywają się w niej nabożeństwa, zarówno po niemiecku, jaki i w języku, tzw. cerkiewno – słowiańskim. Dosłownie parę metrów od cerkwi znajduje się najstarsze pole golfowe w Niemczech, tak więc jeśli komuś potrzebne szczęście w grze może się pomodlić w tej intencji. Najlepiej po słowiańsku, bo podobno zapewnia najwięcej zaliczonych dołków. 😉

Ach, kto tu nie grał na tym polu. Królowie, cesarzowie, carowie, wszyscy oni bardzo chętnie odwiedzali Bad Homburg i tak się dziwię, dlaczego to Baden Baden jest takie słynne, a nikt nie słyszał o Bad Homburg. Sam król Anglii Edward VII, był tutaj 32 razy ( za każdym razem z całym dworem) i również namiętnie grywał w golfa używając piłeczki zrobionej ze skóry wołowej, wypełnionej gęsimi piórami.

Na polu golfowym, które dzisiaj nosi imię Old Course rozegnano pierwszy w Niemczech turniej golfowy, w którym brała udział głównie angielska arystokracja. Turniej ten odbywa się zresztą do dzisiaj i jest najważniejszym w Niemczech.

cerkiew Bad Homburg
Cerkiew
najstarsze pole golfowe w Niemczech
Klub na najstarszym polu golfowym Niemiec

Dług spłacony w pomarańczach

Rzut beretem od pola golfowego znajduje się Oranżeria. Początki tego budynku wiążą się z… długiem. Jeden z prominentnych, heskich elektorów miał takowy wobec kasyna, po wielkiej przegranej. Nie wiem czy miał taki kaprys, czy po prostu był niewypłacalny, ale swoje należności uregulował w postaci 40 drzewek pomarańczowych. W tamtych czasach zimy były normalne, więc drzewka nie przetrwałyby w parku. Dlatego specjalnie dla nich wybudowano Oranżerię. Dzisiaj zamiast drzewek stoją tutaj stoły, bo to elegancka restauracja i popularne miejsce organizowania wesel. Obok nie mogło oczywiście zabraknąć muszli koncertowej, która wygląda na starą, ale jest zupełnie nowa, bo powstała zaledwie w 2012 roku. Podobnie sama oranżeria, kiosk i pobliski staw, zwany żabim, chociaż żadnych żab się tam nie dopatrzyłem. Pannę młodą i owszem, sztuk jeden, ale żaby sztuk zero.

Bad Homburg Oranżeria
Główne wejście do oranżerii.
muszla koncertowa Bad Homburg
Nowa muszla i kiosk po lewej stronie.
staw Bad Homburg
Żabi Staw i panna młoda.

Wcześniejsze, współczesne budynki, stojące w tym miejscu, zostały wyburzone, a w ich miejsce powstały nowe, według oryginalnych, stuletnich projektów. A wszystko to dokładnie na stulecie powstania tutaj uzdrowiska. Naprzeciwko wejścia do oranżerii znajduje pierwsze z siedmiu homburskich źródeł, źródło Elżbiety. To najbardziej okazałe źródło w całym parku, bardziej przypominające jakąś świątynię, albo okazałą fontannę. Okazałe jest nie tylko ze względu na swój wygląd, ale to również najważniejsze źródło pod względem zdrowotnym, dzięki któremu całe Bad Homburg zawdzięcza swój rozwój jako uzdrowiska. Słynny chemik Justus von Liebig stwierdził, że trudno by znaleźć równie zdrową wodę w całych Niemczech. Nazwane zostało na cześć żony landgrafa, należącej do brytyjskiej rodziny królewskiej. Jak wiemy, albo zaraz się dowiecie, brytyjska rodzina królewska jest rodzinnie ściśle powiązana z niemiecką arystokracją, także dzisiaj. Tak naprawdę królowa Elżbieta powinna nazywać się Sachsen-Coburg-Gotha.

BasHomburg źródło
Źródło Elżbiety.

Sandały i trampki nie wchodzą w grę i do gry

W parku odnalazłem jeszcze cztery źródła, więc razem pięć, ale pozostałe dwa napewno gdzieś tam są. Przy jednym ze źródeł, tym razem Louissenbrunnen stała tablica informująca o tym, że można zostać jego sponsorem. W tym roku wody gruntowe zanieczyściły źródło i wymaga ono gruntownego remontu i odtworzenia pierwotnego, eleganckiego zadaszenia w formie altanki. Tak więc jeśli chcecie zostać sponsorem zdrowej wody to doskonała okazja.

Taką główną osią parku jest Aleja Źródlana (Brunnenallee), piękny trakt, który łączy wszystkie najważniejsze parkowe obiekty. Na jednym jej końcu jest już wspomniana oranżeria, a na drugim kasyno i Łaźnie Cesarza Wilhelma (Kaiser Wilhelmsbad). Jeśli chodzi o kasyno to był to w ogóle pierwszy budynek na terenie parku. Grywał tutaj pan Fiodor Dostojewski (autor Zbrodni i kary), któremu niestety nie szło i w miejscowym kasynie i stracił dużo pieniędzy. Przy okazji jednak stworzył powieść pod tytułem „Gracz”, dzięki której spłacił swoje karciane długi.

Podobnie jak w przypadku Baden Baden budynek kasyna jest bardzo niepozorny. Jednak milionowe kwoty, które zmieniają tutaj właścicieli już pozorne nie są. Wciąż można tutaj zagrać w pokera, black jacka, pokręcić ruletką, lub potańczyć do białego rana przy muzyce DJ-a. Bilet wstępu na cały dzień kosztuje tylko 2,50 euro, jednak trzeba być odpowiednio ubranym. Rozpięta koszula, lub koszulka polo wchodzą w grę tylko pod warunkiem, że będzie na nich założona marynarka. Krawat nie jest już obowiązkowy. Tenisówki, sandały, jeansy oraz koszulki są absolutnie zakazane.

Kasyno Bad Homburg
Niepozorne kasyno
Aleja Źródlana Bad Homburg
Aleja Źródlana, po lewej Źródło Augusty Wiktorii.

Królewskie Spa

Znając moje szczęście, w każdym miejscu które odwiedzam, co najmniej jedna z głównych atrakcji jest zawsze w remoncie. Oczywiście bad Homburg nie mógł być wyjątkiem i tym razem padło na najbardziej okazały budynek w całym parku czyli Łaźnie Cesarza Wilhelma, które obecnie, po renowacji, nazywają się Day Spa Kur – Royal. Chociaż nie do końca był to remont, tylko jakiś festyn, przez który wielka scena kompletnie zasłoniła łaźnie.

Oprócz basenów z wodami mineralnymi jest tutaj też biblioteka, w której odprawiane są ceremonie ślubne. Napewno nie poczujecie się tutaj jak w polskich polskich, wodnych parkach rozrywki, gdzie serwują „zupę z Polaków”, bo do królewskiego spa naraz może wejść tylko 70 osób i jest to ściśle przestrzegane.

Łaźnie Bad Homburg
Zasłonięte Łaźnie Cesarza Wilhelma
Mostek Miłości Bad Homburg
Mostek Miłości

W parku trzeba jeszcze koniecznie zobaczyć mostek zakochanych nad nieistniejącą już rzeczką (po raz kolejny spotykam się z konkretnym przykładem zmiany klimatu) oraz autentyczny kawałek Tajlandii w Europie. O tym jednak już w części drugiej, w której w końcu wyjdziemy z parku i zobaczymy miasto oraz będziemy mieli bardzo bliskie spotkanie z jeleniami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.