Saarbrücken – wszędzie Europa [cz.1]

Nie wiem, może sobie to wmawiam i zupełnie nie mam racji, ale czułem w Saarbrücken, że jest jakieś przejściowe, coś pomiędzy Francją, a Niemcami.

0

Saarbrücken raczej nie przychodzi nam w pierwszym momencie do głowy, kiedy myślimy o turystycznych miejscach. W drugim i trzecim też raczej nie wpadniemy na pomysł, żeby urządzać tam city trip. Nie oszukujmy się, to nie Monachium, Berlin, czy chociażby Düsseldorf. Jednak przy odrobinie wysiłku i Saarbrücken da się polubić. I pominiemy przy tym fakt, że to raczej przemysłowe miasto, bez starówki i uroczych zaułków z kocimi łbami. No ok, jest i rynek, nawet z fontanną, ale to raczej nie zastąpi nam całego starego miasta. Zapomnimy też, że ta stolica najmniejszego landu Niemiec, kraju Saary, została w czasie nalotów Drugiej Wojny praktycznie zrównana z ziemią.

Odbudowanych zostało zaledwie parę pierwotnych budynków. Cała reszta to typowe, monotonne, powojenne klocki w pastelowych barwach. Jest jednak parę miejsc dla których warto odwiedzić to miasto. Zaraz się przekonacie, że nie taki diabeł straszny jak go malują. A swoją drogą założę się, że większość Polaków nawet nie kojarzy, że Saarland jest jednym z niemieckich landów.

Na początku chciałbym Wam trochę bardziej przybliżyć kraj Saary, bo twór to co najmniej dziwny. Znacznie odbiega swoją historią od wszystkich, pozostałych niemieckich landów. 

Raz Niemcy, raz Francja

Saarland przez większą część swojej historii należało do Francji. Przechodziło przez różne fazy administracyjne od księstwa, prowincji, po departament, aż w końcu w 1920 roku stało się w miarę niezależnym bytem, kontrolowanym przez międzynarodową komisję rządową pod egidą Ligii Narodów. W 1935 roku przeprowadzono tutaj referendum w trakcie którego, pomimo że nikt się tego nie spodziewał, 90% ludności opowiedziała się za włączeniem do Niemiec. I kto teraz mi powie, że Niemcy nie lubią Francuzów i odwrotnie? Oczywiście Saarland zamieszkiwało sporo Niemców w tym czasie, ale napewno nie 90%.

Po Drugiej Wojnie Kraj Saary dostał się pod francuską okupację, a po dwóch latach utworzono niezależne państwo Saarland. Jednak jego autonomia nie była całkowita i część decyzji nadal zapadała we Francji. W końcu Francja z Niemcami, po długich negocjacjach, ustaliła, że  państwo Saarland pozostanie. Pod względem polityki wewnętrznej niezależne, w polityce zewnętrznej zwiazane z Unią Zachodnioeuropejską, a gospodarczo z Francją. Taki misz masz, którego tożsamością miała być Europa. Wkrótce odbyło się kolejne referendum, w którym ludzie odrzucili ten pomysł i znów było wielkie zaskoczenie. Taki wynik oznaczał powrót do tego, co było przed Drugą Wojną. Zwolennicy i przeciwnicy tego pomysłu byli tak zawzięci, że często dochodziło na tym punkcie do ulicznych bijatyk.

W ten sposób załatwiono ostatnią, powojenną kwestię na mapie Europy i Saarland stało się najmłodszym landem Niemiec. Taka to ci zawiła historia tego zakątka. A dlaczego taka pokręcona? Oczywiście jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Kraj Saary to byłe zagłębie przemysłowe, które bardzo chętnie chcieli mieć u siebie zarówno Niemcy jak u Francuzi. Dziś już wszystkie huty i kopalnie nie działają. Niektóre z nich stały się niesamowitymi atrakcjami turystycznymi, ale o tym później.

kamienica Saarbruecken
Niektóre kamienice w centrum Saarbrücken są jakby żywcem wzięte z Paryża.
budka z kebabem Saarbruecken
Podróbka słynnego, berlińskiego Gemüse Kebab, do którego ustawiają się zawsze gigantyczne kolejki. Tutaj jakby mniej klientów.;)

Dworzec Europa

Nie wiem, może sobie to wmawiam i zupełnie nie mam racji, ale czułem w Saarbrücken, że jest to miejsce jakieś przejściowe, coś pomiędzy Francją, a Niemcami. Dlatego łatwiej odwoływać się tutaj do Europy, a nie do konkretnej przynależności państwowej. Być może dlatego na dworcu zamiast standartowego, niemieckiego napisu Hauptbahnhof czyli dworzec główny, wisi Eurobahnof, a obok znajduje się centrum handlowe Europa Gallerie.

Oczywiście nie zmienia to faktu, że wciąż jesteśmy w Niemczech. Mówi się tutaj po niemiecku, jeżdżą niemieckie pociągi, a Saarland jest pełnoprawną częścią kraju. Jednak widać też ścisły związek tego obszaru z Francją, co najpełniej przejawia się w kuchni. Lokalne potrawy są bardziej francuskie niż niemieckie, w związku z czym je się tutaj tarty, quiche, i pije Crèmant, czyli po prostu szampana, który nie może na nazywać się szampanem, bo nie pochodzi z Szampanii. Na ulicach słychać też bardzo często francuski, ponieważ Francuzi namiętnie odwiedzają Saarland, ze względu na niższe ceny.

dworzec główny Saarbruecken
Dworzec Europa
zarzą∂ kopalni Saarbruecken
Europa Gallerie czyli dawna dyrekcja kopalni na terenie Saarland

Dyrekcja kopalni i francuska moda

Kończymy już te historyczne dywagacje i jak zwykle po wyjściu  z pociągu udajemy się na poszukiwanie toalety. W tym wypadku było to trudniejsze zadanie, bo dom towarowy Karstadt był dość daleko od dworca. Na szczęście obok była wspomniana już przeze mnie Europa Gallerie. Galeria znajduje się w dawnym budynku Zarządu Kopalń (dla zainteresowanych: gdybym napisał Kopalni też by było poprawnie). Elegancja w stylu florenckiego renesansu mało kojarzy się ze światem brudnych kopalni. Boom przemysłowy, który miał tu miejsce pozwolił jednak na wybudowanie tak okazałej siedziby.

Również i przypadku tego budynku widać jak na dłoni zawiłą historię francusko – niemiecką, co przejawia się w jego nazewnictwie. Najpierw była to Królewska Pruska Dyrekcja Kopalni (Königlich Preußische Bergwerksdirektion), potem Zarząd Kopalni Saary (Mission Française des Mines de la Sarre ), a na końcu spółka akcyjna Saarbergwerken AG, już w Niemczech zachodnich. Trwało to do 1970 roku, kiedy skończyła się tutaj ostatecznie era wielkiego przemysłu górniczo – hutniczego.

Nowy blog: najlepsze toalety i precle w Niemczech

Często w historii tak się działo, że architekci nie mieli pomysłów na zupełnie nowe budynki i po prostu zrzynali projekty z już gdzieś istniejących. Tak też było w tym przypadku. Zarząd wzorowany jest na jednym z pałaców Wiednia. W 2006 roku rozpoczął się gruntowny remont budynku, który oburzył wszystkich lokalsów, ponieważ całkowicie wyburzono pierwotne wnętrza, pozostawiając tylko zewnętrzne ściany. Po protestach inwestor zachował jedynie klatkę schodową, oryginalną posadzkę i okna. Co ciekawe znajduje się tutaj wiele sieciówek, pochodzących z Francji, których kompletnie nie znam, ponieważ nie pojawiają w innych miastach Niemiec. Wracając do toalety: była płatna, a ja oczywiście miałem tylko kartę przy sobie, więc problem nadal nie został rozwiązany.

Tak się zastanawiam, czy stworzyć nowego bloga na temat najlepszych, bezpłatnych toalet w niemieckich miastach. 😉 Mógłbym też stworzyć innego bloga na temat najlepszych precli na niemieckich dworcach, bo od jakiegoś czasu moją nową świecką tradycją jest to, że pierwszą czynnością po wyjściu z pociągu (oczywiście oprócz wspomnianego poszukiwania toalety), jest kupno kawy i precla w jednej z piekarni na dworcu. Zawsze staram się jednak, oczywiście w miarę możliwości, żeby były to lokalne piekarnie, a przynajmniej lokalne sieciówki. Tak wiem, precle są mega kaloryczne, ale te ponad 200 kalorii jakoś wciskam w plan diety, wciąż odnosząc sukces w utracie wagi.

Europa Gallerie Saarbruecken
Stara część Europa Galerie.
Europa Gallerie Saarbrucken
Jedna z francuskich sieciówek.

Wizualna mieszanka

W centrum Saarbrücken mamy totalną mieszankę architektoniczną. Stare kamienice stoją tuż obok współczesnych budynków, które czasem są dramatycznie brzydkie. Jedno jest pewne: nikt nie będzie się tutaj wizualnie nudzić. Za każdym rogiem mamy niespodziankę: albo coś bardzo ładnego, albo na odwrót. Swoje pierwsze kroki skierowałem do dzielnicy Sankt Johann, która rozciąga się na północ od ratusza. Ratusz na szczęście jest zabytkowy i okazały, ale już budynki wokół niego niekoniecznie.

Sama dzielnica, która miała być nieco hipsterska i alternatywna (według telewizji państwowej), o poranku była dość senna i nie prezentowała się jakoś spektakularnie. Jest tutaj jednak budynek, który wymaga większej uwagi. To okazała była remiza, która niegdyś połączona była z halą gimnastyczną, żeby strażacy zawsze byli w formie.;). Zresztą w niemieckich miastach bardzo często można spotkać tego byłe straże pożarne. W miarę rozwoju technologii przestawały być użyteczne i trzeba było budować nowe, które bardziej spełniały współczesne standardy. Stare, najczęściej z czerwonej cegły, często zamieniane są centra kultury, lub imprezownie. W przypadku Saarbrücken zamieniono ją na teatr.

stare i nowe Saarbruecken
Stare i nowe, typowy misz masz w Saarbrücken.
bank Saarbrücken
To właśnie przykład jak źle może wyglądać współczesny budynek. Skojarzył mi się z czymś pomiędzy Dubajem, a Wenecją.
współczesne Saarbruecken
A to z kolei dobry przykład współczesnego budynku w centrum Saarbrücken. Mieści niemiecko – francuski bank Saar LB.No wiem, nie oszałamia, ale też nie straszy.
ratusz Saarbruecken
Ratusz Sankt Johann
dzielnica Sankt Johann w Saarbruecken
Typowe skrzyżowanie w dzielnicy Sankt Johann.
straż pożarna Saarbruecken
Zabytkowa remiza. Obok gigantycznie długi przystanek tramwajowy.

Tu dodamy dwa piętra, tam odejmiemy jedno

No i docieramy w końcu ro rynku. Nie będzie tutaj żadnego efektu wow, ale nie będzie też rozczarowania. Jest to jedno z nielicznych miejsc w mieście, gdzie mamy parę zabytkowych budynków. Najciekawsze, a może nawet szokujące, jest zestawienie północnej pierzei placu, gdzie na pierwszym planie stoją zabytkowe kamieniczki, a góruje nad nimi ogromny, czarny kloc domu towarowego Karstadt. Jest to piorunujące, ale też ciekawe, bo człowiek dochodzi do wniosku, że niektórzy architekci nie mają absolutnie żadnych skrupułów w projektowaniu. Być może bliski kolega architekta Karstadt wymyślił, że przez sam środek miasta, między rzeką, a zamkiem, poprowadzi… autostradę.

Pod rządami nazistów, w 1938 roku, rynek przeszedł zupełną metamorfozę. Usunięto wszelkie oznaki nietolerowanych stylów architektonicznych czyli secesji i stylu historyzującego, a wyeksponowano barok. Wyrównano też wysokość wszystkich kamienic tzn. te za niskie podwyższono, a w za wysokich zlikwidowano górne piętra. Zmieniano też zupełnie styl niektórych, a inne wyburzano według własnego widzi mi się. Ich właściciele nie tylko musieli się na to zgadzać, ale też ponosić koszty przebudowy. Aby umożliwić wygodne przemarsze podczas partyjnych wieców, przesunięto nawet fontannę o parę metrów. Zmieniono też barwę kamienic z różnych odcieni od beżu po czerwień, na jasno szarą. A wszystko to w ekspresowym tempie dwóch miesięcy, żeby zdążyć na oficjalną wizytę Hitlera.

fontanna Saarbruecken
Rynek i czarny kloc w tle.

Czarny kloc nad rynkiem

W końcu dotarłem do domu towarowego, a w związku z tym toalety. No tak wielkiego domu towarowego i parkingu Karstadt to chyba jeszcze chyba nie widziałem. Najlepsze, że niezbyt piękny kolos dostał w 1973 roku architektoniczną nagrodę, a stosowna tabliczka, informująca o tym, wisi przy wejściu. Wewnątrz stała jeszcze jedna tabliczka, przy ruchomych schodach. Ta z kolei informowała o tym, że schody obok nie jeżdżą, nie z powodu awarii, ale z powodu dbania o klimat i oszczędzania prądu. Nie chcę się doszukiwać teorii spiskowych, ale pod osłonką ochrony klimatu, można ładnie przemycić zwyczajne cięcia kosztów i oszczędności, na końcu zyskując łatkę eko, która dobrze wygląda w mediach społecznościowych.

dom towarowy Saarbruecken
Gigantyczny, czarny dom towarowy Karstadt.

Ścięty las

Ostatnią atrakcją po tej stronie rzeki Saar jest, oprócz betonowej promenady, na której w sumie nic ciekawego mnie ma, jest Plac Rabina Rülfa. Stoi tutaj pomnik, przypominający o Żydach z kraju Saary, zabitych przez nazistów. Nazywa się „Przerwanym lasem” i rzeczywiście taką ma postać. To czterdzieści pni ściętych brzóz. Kiedy je zobaczyłem, myślałem, że są prawdziwe, ale wykonane są z brązu. Stoją nie tylko na samym placu, ale też na pobliskich schodach, prowadzących do rzeki. Maja kontrastować z prawdziwymi drzewami sfory japońskiej, które stoją tuż obok. Przyznam, że to miejsce skłania do refleksji.

pomnik Saarbruecken
Pomnik „Ściętego Lasu”. Po niemiecku to „Untergebrochene Wald” czyli bardziej „Przerwany las”.

Drugi brzeg Saary wydaje się z punktu widzenia turystycznego bardziej atrakcyjny. Dlatego ochoczo udałem się w jego kierunku, przekraczając stary most na rzece, a dalej kładkę nad autostradą A620, mającą zaledwie 32 kilometry. Jest tak krótka, bo to tylko łącznik autostrady A6 z A8. Pewnie dziś nikomu nie przyszło by do głowy, żeby budować taką trasę w samym środku miasta. Jednak w 1963 roku było to zupełnie naturalne i oznaczało postęp, dobrobyt i wygodę. Nikomu wtedy nie przyszłoby do głowy, aby protestować. Po pokonaniu tego drogowego potwora kładką, dalej jest już spokojniej i coraz ładniej, ale o tym już w części drugiej.

Zobaczymy w niej pałac ze szklaną wkładką, całkowicie biały kościół, jeden z najpiękniejszych placów Niemiec i hutę z teledyskami Billie Eilish.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.