Tak właśnie siedzę i przeglądam zdjęcia z pierwszego dnia naszego pobytu w Lipsku i stwierdzam, że bardzo długi to był dzień. Strasznie dużo miejsc zobaczyliśmy, a wszystko to dlatego, że większość pozycji z naszej listy znajdowała się w centrum miasta. Lipsk nie posiada jakiegoś ogromnego centrum, a więc bardzo sprawnie się je zwiedza.

W poprzednim poście pisałem o niesamowitej restauracji żywcem wyciągniętej z NRD-owskiego mieszkania, a dziś zabieramy się za zwiedzanie.

Lipsk – Miasto zaskoczeń

Naszym celem był Pomnik Bitwy Narodów (Völkerschlachtdenkmal), a żeby się do niego dostać, trzeba było dojechać S-Bahnem. Na stację mogliśmy podjechać autobusem, ale jak zwykle wybraliśmy wycieczkę pieszą, by po drodze cieszyć się miastem. Mijaliśmy piękne, wyremontowane kamienice i co nam się rzuciło w oczy, to fakt, iż na domofonach bardzo mało było nazwisk polskich oraz innych narodowości. Ogólnie w Lipsku widzieliśmy praktycznie samych Niemców i Azjatów. Nie było praktycznie Muzułmanów, co dla nas było sporym zaskoczeniem, gdyż w części kraju, w której my mieszkamy, jest ich bardzo wielu. Czasem bywa nawet, że podczas półgodzinowego spaceru po mieście nie usłyszy się języka niemieckiego. W Lipsku jest inaczej. Tam rzadziej słyszy się inny język niż niemiecki.

Ze stacji MDR pojechaliśmy pociągiem numer 2 do stacji Leipzig Völkerschlachtdenkmal. Tam okazało się, że dosłownie rzut beretem znajduje się Osttor Alte Leipziger Messe (Brama dawnych targów), którą Dawid miał na liście, więc najpierw odhaczyliśmy ten punkt, a następnie udaliśmy się już pod pomnik.

Pomnik Bitwy Narodów

Widząc go na vlogach i zdjęciach w internecie, wiedziałem, że jest on duży, ale nie zdawałem sobie sprawy, że jest on aż tak ogromny! Ma on aż 91 metrów wysokości! To tyle co budynek Poznańskiego Centrum Finansowego! Naprawdę robi wrażenie.

Na jeden z poziomów można wejść bez biletów, jednak by zobaczyć całość i wejść na sam szczyt, trzeba zapłacić 8€ od osoby dorosłej.

Wewnątrz pomnika znajdują się inne posągi/pomniki przypominające mi posągi Zeusa, które również były olbrzymie.

Na taras widokowy można wspiąć się drepcząc po pięciuset schodach, lub wjechać dwoma windami. Wybraliśmy opcję numer dwa, a w drodze powrotnej zeszliśmy schodami, po których aż kręci się w głowie, a w dodatku przestrzeń klatki schodowej jest tak mała, że można dostać klaustrofobii. Ja jestem dość dużych rozmiarów i czułem się jak w ciasnej skrzynce. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak wchodzą (i czy w ogóle) jeszcze większe osoby. 😉

Z tarasu widać dosłownie całe miasto, a widok zapiera dech w piersi. Ja mam lęk wysokości i normalnie w takich sytuacjach moje nogi nagle zmieniają się w rwącą rzekę, która natychmiast szuka szczelin, by dotrzeć z powrotem na dół. Tym razem aż tak źle nie było, bo dzięki dość grubym murom nie ma możliwości by spojrzeć prosto w dół, więc jeśli macie podobne problemy, to mogę powiedzieć wam, że na pomniku jest luzik. Gorzej było na wieży panoramicznej.

Kamienica
Lipsk
Osttor Alte Leipziger Messe
Lipsk
Pomnik Bitwy Narodów
Lipsk
Zeus myśliciel
Lipsk
Widok z pomnika
Lipsk
Lipsk
Pomnik Bitwy Narodów

Lipsk – Kosmiczne targi i market widmo

Prosto z Pomnika udaliśmy się na Targi Lipskie, bo Dawid twierdził, że jest tam jakiś niesamowity budynek, kosmicznie oświetlony, który koniecznie musimy zobaczyć. To była wtopa. Budynek jak budynek, a kosmosu to już na pewno widać w nim nie było. Prawdopodobnie zdjęcia, które widział w necie, były wykonywane podczas jakiegoś wydarzenia. No cóż. Przynajmniej odkryliśmy jeszcze jedną część miasta. 😉

Lipsk
Kosmiczny budynek

Wróciliśmy więc do centrum. Gdy zobaczyłem, że pada mi bateria w telefonie, skapnąłem się, że nie wziąłem z domu ładowarki, a więc nieplanowana misja – sklep z elektroniką również miała miejsce w Lipsku.

Poszliśmy do Saturna na dworcu głównym, ponieważ tam były tanie zamienniki. Udało się. Ładowarka zakupiona! Idziemy teraz spokojnie zwiedzać dalej.

W drodze na rynek postanowiliśmy wskoczyć do pobliskiego supermarketu, by kupić coś do picia i oszamania. Okazało się, że lokalizacja owego sklepu nie należała do najprostszych czynności, a gdy w końcu nam się to udało, to nie mogliśmy odnaleźć wejścia. Wszystko tak skitrane, ponieważ, jak to w centrach miast bywa, takie markety nie mogą zbytnio rzucać się w oczy, by nie psuć charakteru starówki. Należy więc uzbroić się w cierpliwość. 😀

Lipsk
Skitrany market pośród kamienic

Lipsk – Niesamowity kościół św. Mikołaja

Trafiliśmy w końcu do Kościoła św. Mikołaja. Jest to kościół ewangelicki i na pierwszy rzut oka, wygląda jak większość z kościołów.

Właśnie kończyła się msza, więc czekaliśmy aż ludzie wyjdą, by wkroczyć i ulec kolejnemu zaskoczeniu w mieście.

Wnętrze kościoła wprawiło nas w osłupienie. Ściany, kolumny oraz sklepienie pomalowane były w kolorach czerni, bieli oraz pastelowego różu i zieleni. Jeszcze nie widziałem takiego połączenia kolorów w żadnym kościele, które z resztą było bardzo trafione.

Sklepienie zdobyły zielone romby z eleganckimi elementami florystycznymi w kolorze białym. Wysokie, różowe kolumny wieńczyły korony z zielonych liści, a na podłogach stały rzędy białych ławek. Wnętrze tak ciepłe i przytulne, że aż nie chciało się wychodzić. No ale cóż zrobić, gdy czas goni, a jeszcze tyle miejsc do zobaczenia?

W drodze na rynek wstąpiliśmy do włoskiej lodziarnio-pizzerii San Remo na lody. Były obłędne, a o pucharach tak dużych w tej cenie u nas możemy pomarzyć. Tak, we wschodnich Niemczech jest nieco taniej niż w zachodnich. To tyczy się również mieszkań, ale co za tym idzie, zarobki również są nieco mniejsze.

Lipsk
Wnętrze kościoła
Lipsk

Lipsk – duży ratusz to za mało!

Tymczasem na rynku rozstawiony były stragany z rzeczami i jedzeniem w stylu średniowiecznym. Nawet sprzedawcy byli stosownie do okazji przebrani. Fantastycznie to wyglądało.

Jeden z budynków, a raczej jego dach, przypominał mi praskie kamienice w centrum czeskiej stolicy. Nie spodziewałem się, że rynek będzie taki ładny, albo że w ogóle jakiś będzie.

Tuż przy rynku znajduje się mały park “Thomaswiese”. Byliśmy tam wiosną, a na drzewach roiło się od białych kwiatów. Trochę jak kwitnące wiśnie w Japonii. Było ich mnóstwo!

Po zmroku udaliśmy się pod nowy, olbrzymi ratusz. Nowy, bo poprzedni, również spory i okazały, był dla nich za mały, więc postanowili zbudować sobie trzy razy większy zamek. Właśnie tak wygląda. Jak zamek.

Po drodze zahaczyliśmy też o podziemną stację S-Bahn, Leipzig Wilhelm-Leuschner-Platz, uwielbianą przez instagramowiczów. Oczywiście mini sesja musiała się odbyć.

M.

Lipsk
Stary ratusz
Lipsk
Park
Park
Kościół
Rynek
Widzicie tę kamienicę z czarnym dachem w tle? To właśnie ona przypomina mi te praskie.
Ulica
S-Bahn
Insta-stacja
Model
Ratusz
Nowy ratusz
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *