Zupełnie inne oblicze Frankfurtu czyli grające róże, zazdrosny Przybyszewski i dziwidło [cz.1]

Zimne, szklano metalowe oblicze Frankfurtu zostało dla nas odczarowane już na zawsze…

0

Frankfurt nad Menem zawsze traktowałem jako miejsce chwilowe. Zazwyczaj mój pociąg do Polski zatrzymywał się tutaj na dworcu głównym, żeby zmienić kierunek jazdy. W ten sposób moje początkowe szczęście, że mam dobre miejsce, bo jadę zgodnie z kierunkiem jazdy, po 30 minutach zamieniało się w rozczarowanie. I tak za każdym razem, bo zawsze zapominałem, że po drodze do Polski jest jeden z największych, czołowych dworców w Europie. Frankfurt był też moim oknem na świat, bo tutaj zaczynała się moja podróż do Hongkongu, Porto czy Lizbony. Czasem robiliśmy sobie krótkie wycieczki do Frankfurtu, żeby pospacerować głównym deptakiem Zeil, pobuszować po starówce, lub popodziwiać widok lasu wieżowców nad rzeką. Zawsze jednak były to pośpieszne, powierzchowne wypady, na chwilę. 

Przyszła jednak ta chwila, żeby zostać tu na dłużej i w końcu odkryć to miasto. I bardzo szybko okazało się, że Frankfurt to nie tylko giełda, wieżowce i szklane tafle fasad. Ta heska metropolia (która zresztą wbrew pozorom, wcale nie jest stolicą landu Hesji) zaskoczyła nas swoim zupełnie innym obliczem. Mniej materialnym i biznesowym, a bardziej kulturalnym i swobodnym. Na łonie wspaniałej egzotycznej natury, lub w towarzystwie wysokiej klasy, światowej sztuki. 

Miły pan kradnie nasze auto

Frankfurt przywitał nas wspaniałą pogodą. Właściwie to idealną, bo bezchmurne, słoneczne niebo i nieco ponad dwadzieścia stopni właściwie nie wymaga już dalszych udoskonaleń. Dalej było jeszcze bardziej przyjemnie. Podjechaliśmy pod wejście do hotelu Hilton. Po chwili podszedł do nas miły pan, który odprowadził nasze auto do podziemnego parkingu. Tak. Obcy pan wziął kartę do naszego auta i po prostu wsiadł i odjechał. Dziwne jest kiedy widzi się odjeżdżające własne auto z zupełnie obcą osobą za kierownicą. W sumie to już przeżyłem coś takiego, ale było to traumatyczne wydarzenie, kiedy po sprzedaży ukochanego auta, nowy właściciel zniknął za rogiem, a ja właśnie sobie uświadomiłem, że już nigdy nie zobaczę mojej ukochanej Łucji. Tak, tak, moje auto miało imię ;).

Nos przy szybie na szezlongu

Nie żebyśmy sypiali w pięciogwiazdkowych hotelach. To był nasz absolutny debiut i jedyne co możemy powiedzieć na ten temat to to, że absolutnie polecamy. Oczywiście jeśli macie taką okazję i zwłaszcza jeżeli jest to Frankfurt, a pokój jest na jedenastym piętrze. Po wejściu do niego nie mogliśmy odkleić naszych nosów od szyby. Widok był po prostu zapierający dech w piersiach. Kilkanaście godzin później czekała na nas jeszcze wisienka na torcie, czyli nocna panorama miasta. Nie dość że okno było ogromne i do samej ziemi, to jeszcze jakiś sprytny projektant wnętrz przewidział, że znajdą się takie freaki jak my, którym trudno będzie oderwać wzrok od szyby. I żeby to ułatwić w każdym pokoju, w odległości tylko paru centymetrów od szyby, jest wygodny szezlong. Można się rozłożyć i po po prostu odpłynąć, podziwiając europejski odpowiednik Manhatannu. Panie architekcie, mam ochotę Pana uściskać!

Całkiem niedawno zakończyła się renowacja tego hotelu. Teraz wszystkie pokoje są w tzw. stylu nowojorskim, chociaż dla nas bardziej pasowałoby by tutaj określenie art deco. Zwłaszcza jeśli chodzi o bar. Znajduje się on na parterze, w ogromnym atrium, które ciągnie się aż do samego dachu, na wysokości 14 piętra. W ten sposób można z poziomu ziemi obserwować wszystkie hotelowe korytarze, na wszystkich piętrach, a jadąc przeszkloną windą, podziwiać przesuwający się żywy obraz na zewnątrz, w postaci panoramy wieżowców. Czasem może to być bardziej interesujące, niż wieczorny kryminał w telewizji. Zwłaszcza w towarzystwie wina, które mieliśmy wypić we wspomnianym atrium wieczorem. 

Widok Frankfurt Skyline
Nos jeszcze nie przy szybie
apartament
Nasz apartament w nowojorskim stylu
Wieżowce Frankfurt w dzień i w nocy
Widok z okna w dwóch wersjach. Która lepsza?

Dwie lewe nogi obok piosenkarki Madonny i zazdrość Przybyszewskiego

Nie było nam dane długo nacieszyć się pokojem, bo musieliśmy pędzić i to w dosłownym znaczeniu do, uwaga trudna nazwa, Städel. Städel to najważniejsze muzeum Frankfurtu. Jednak nie wszystko we Frankfurcie kręci się wokół banków, finansów i doczesnych, przyziemnych rzeczy. Kto by pomyślał, że w niemieckiej stolicy finansów znajduje się muzeum, które zalicza się do najważniejszych muzeów na świecie.

Jego gigantyczna kolekcja obejmująca ponad trzy tysiące obrazów, sto tysięcy rysunków i grafik, cztery i pół tysiąca fotografii i ponad sześćset rzeźb ma jednak ścisły związek z finansami. Kolekcję dzieł sztuki zgromadził frankfurcki bankier i handlarz egzotycznymi przyprawami, od którego nazwiska muzeum ma swoją nazwę. W swoim testamencie zapisał, że wszystkie posiadane dzieła przekazuje, specjalnie w tym celu, powołanemu instytutowi sztuki, który również ma utworzyć we Frankfurcie akademię sztuk pięknych. Oczywiście bardzo się to nie spodobało jego rodzinie, która rok po śmierci zakwestionowała testament. Doprowadziło to do trwającego 12 lat procesu, który kompletnie zdezorganizował prace instytutu. W końcu jednak sąd orzekł, że testament jest ważny.

muzeum
Kontemplując sztukę

W miarę lat instytut sprzedawał jedne dzieła i kupował inne. Dziś możemy tam podziwiać prace najsłynniejszych artystów z całego świata min. Rembrandta, Moneta, van Gogha, Renoira, czy Picassa. Cała kolekcja podzielona jest na epoki, a niektóre z obrazów są darowiznami jednej z najbogatszych i najbardziej wpływowych rodzin na świecie – Rotschildów. Ma ona swoje korzenie we Frankfurcie właśnie. Warto zwrócić uwagę na jeden z takich prezentów, mianowicie naturalnych rozmiarów portret Goethego. To ten obraz wpłynął na wszystkie późniejsze wyobrażenia jak mógł wyglądać najważniejszy niemiecki pisarz, pomimo że namalowano mu dwie lewe nogi. 😉

Nie będę Wam tu opisywał pozostałych obrazów, bo po prostu trzeba tu samemu przyjść i pokontemplować sztukę, ale chciałbym zwrócić uwagę na polski akcent. Na obrazie „Zazdrość” Edwarda Muncha z 1913 roku widzimy zzieleniałego z zazdrości polskiego pisarza Stanisława Przybyszewskiego. A o co może się tak pieklić mężczyzna? Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Albo kobietę. W tym przypadku obraz oddaje rzeczywistą sytuację, w której Przybyszewski był zazdrosny o swoją ukochaną. Jego konkurentem jest sam Munch. Ostatecznie dama ze zdjęcia wyszła za mąż za polskiego pisarza, ale temat zazdrości i femme fatale przewija się w kółko w późniejszych obrazach artysty, zwłaszcza w kontekście Tulli Larson, z której rozłąką Edward nie mógł się pogodzić, nawet wiele lat po rozstaniu. Choćby dla tego jednego obrazu warto zajrzeć do Städel.

Muzeum Frankfurt Munch
Zazdrość Muncha

Genialnym pomysłem jest to, że w każdej sali, blisko wejścia, zanim zaczniemy podziwiać dzieła sztuki, wisi krótki wstęp. Wprowadza nas w daną epokę. Dla laika, który nie orientuje się w historii stylów artystycznych jest to niezwykle pomocne rozwiązanie. Warto opuścić na chwilę głowę w dół. Dać odpocząć szyi od gapienia się na wieżowce i odkryć na wysokości wzroku niezwykłe historie z obrazów.

Ostatnią częścią wystawy są czasy współczesne. Nowoczesna sztuka pokazuje, że właściwie wszystko może w dzisiejszych czasach może znaleźć się w muzeum. Może to być czarno biała fotografia piosenkarki Madonny, poruszający się po okręgu patyk, rysujący koła na piasku, czy martwe, prawdziwe, muchy, tworzące kompozycję w kształcie krzyża. Osobiście, w tej sekcji, najbardziej podobała mi się sztuka niemiecka z lat 70 i 80-tych. Swoją energią i bogatą paletą jaskrawych kolorów odzwierciedla niesamowity power i optymizm, towarzyszący tym czasom w zachodniej części Niemiec.

muzeum Frankfurt
Sztuka przez duże S
Madonna w muzeum
Madonna we frankfurckim muzeum

Do 24 października 2021 roku można obejrzeć w muzeum specjalną wystawę „Neu sehen„, przedstawiającą proces ewolucji niemieckiej fotografii od wczesnych lat dwudziestych do końca lat trzydziestych dwudziestego wieku. To fascynujące jak, w tak krótkim czasie, zmieniały się zdjęcia w Niemczech i ich tematyka. Od pierwszej fotografii reklamowej, przez pierwsze zdjęcia, przedstawiające przemysł, po propagandowe zdjęcia nazistów i ich kult zdrowego, aryjskiego ciała. Sama ta część wystarczyła by na wizytę w muzeum, tak więc spieszcie się dopóki trwa wystawa.

fotografia reklamowa
Jedna z pierwszych fotografii reklamowych, wykorzystana w kampanii Lufthansy

Zestaw obowiązkowy Frankfurtu czyli zielony sos, jabłkowe wino i Spundkäse

Wiadomo, że po takiej porcji sztuki na raz, człowiek robi się niesamowicie głodny. Rozkmniianie kolejnych obrazów spala niesamowicie dużo kalorii. 😉 Gdzie najlepiej zjeść we Frankfurcie? Największe zagłębie różnorodnych knajp znajdziecie po drugiej stronie rzeki, w Sachsenhausen. My trafiliśmy do Apfelwein Wagner. Ruch tutaj zawsze duży, więc lepiej zarezerwujcie sobie wcześniej stolik. Najfajniejsze miejsca, poza uroczym podwórkiem, to dwa małe pokoiki, zaraz na prawo od wejścia.

Na przystawkę wjechały pajdy wiejskiego chleba i Spundkäse. Ten świeży ser to nie do końca miejscowy specjał, ale Nadrenia jest rzut beretem stąd. Zaliczmy więc i ser do obowiązkowego zestawu. Spund to po niemiecku korek od beczki. I właśnie w takim kształcie powinien on być podawany na talerzach. Jego charakterystyczny kolor pochodzi od dodatku papryki w proszku. Serek można dziś kupić w supermarketach. W przeciwieństwie jednak do pierwowzoru, zamiast twarogowej bazy, jest on robiony na kwaśniej śmietanie, co lokalsi uznają za profanację. Nie wiem czy Spundkäse, który jedliśmy był zrobiony po właściwej stronie mocy, ale najważniejsze, że z chlebem był przepyszny. Na drugie danie był frankfurcki klasyk czyli sznycel, zielony sos i jabłkowe wino.

O tych wszystkich specjałach pisałem już w innym poście o Frankfurcie. Jeśli chcesz przeczytać o nich bardziej szczegółowo kliknij TUTAJ. Za każdym razem rozmarzam się , kiedy pomyślę sobie o zielonym sosie i jabłkowym winie, a mojego idealnego wizerunku nie jest w stanie zniszczyć nawet Frankfurter Schnauze, z którą ponownie spotkaliśmy się w tej knajpie. Ot taki lokalny koloryt, do którego trzeba się przyzwyczaić i zaakceptować szorstkość i niezbyt przystępną naturę miejscowych kelnerów.

Dzielnica dworcowa

Ja nie wiem czy był to dobry pomysł, żeby iść z Sachsenhausen do Ogrodu Palmowego na pieszo, ale wtedy wydawało nam się to świetnym planem. Oczywiście dotarliśmy w końcu na miejsce, ale nie przypuszczaliśmy, że po drodze będziemy przechodzić przez dzielnicę dworcową czyli Bahnhofsviertel. Oczywiście doskonale wiedziałem, że nie jest to miejsce w które należało by się zapuszczać wieczorem. Nie przypuszczałem jednak, że w środku dnia jest tutaj równie egzotycznie. Okazuje się się, że oprócz Sachsenhausen i Mainhattanu, Frankfurt posiada jeszcze trzecie oblicze.

Dzielnicę, która od podstaw powstała między centrum miasta, a nowym dworcem kolejowym około roku 1888. Oczywiście kiedy poruszamy się głównymi ulicami dzielni widzimy kolorowy, wieloetniczny (emigranci stanowią ponad 65% mieszkańców) obrazek wypełniony barami i knajpami z całego świata, a w tle majaczy wspaniała fasada dworca głównego. Jest on, zaraz po dworcu w Hamburgu, najbardziej zatłoczonym dworcem Niemiec, z którego codziennie odjeżdża ponad 1100 pociągów. Wystarczy jednak skręcić w jedną z bocznych uliczek, aby przenieść się do innego świata. Podejrzane speluny, śmieci, narkomani, prostytutki i inne podejrzane typki na ulicach powodują, że nawet o 14 popołudniu nie czuliśmy się tutaj bezpiecznie. Dlatego szybko przemknęliśmy przez podejrzane rejony, by znaleźć ukojenie i spokój w ogrodzie palmowym. I to w dosłownym znaczeniu, bo pomimo tłumów, wciąż można znaleźć tutaj totalnie puste zaułki, gdzie można naprawdę odpocząć na łonie natury.

Róże słuchają, ale też same produkują muzykę

W Ogrodzie Palmowym czyli Palmen Garten można spędzić właściwie cały dzień. Atrakcji jest tutaj tyle, że mogą one nam zapełnić plan po brzegi. Już naprzeciwko głównego wejścia znajduje się niezwykle ciekawy obiekt. To ogród różany, ale nie taki zwykły, jaki znamy z parków, czy botanicznych ogrodów. Tutaj liście różnych gatunków róż, o pięknie brzmiących nazwach jak Grande Amore, czy Leonardo da Vinci, są podłączone elektrodami z ziemią. Specjalna aparatura przetwarza impulsy elektryczne, powstające w kwiatach na melodyjne dźwięki. W pięknej ogrodowej altanie można usiąść na krzesłach wokół fontanny i po prostu wsłuchiwać się w muzykę kwiatów. Niezapomniane doznania gwarantowane. Warto poświęcić dłuższą chwilę i zapomnieć na chwilę o codziennej gonitwie i być może odkryć tajemne informacje, które mają nam do przekazania … róże.

muzyka róże
Czy słuchałeś już kiedyś róże?

Kilkadziesiąt metrów od tego miejsca czekają na nas dalie. Nie dostarczą one nam muzyki, ale i tak warto je odwiedzić, by przekonać się, jak wiele kształtów, barw i wielkości mają róże gatunki tych kwiatów. Wiele z nich dorasta do wysokości dorosłego człowieka, a niektóre kolory ich płatków wydają się wręcz nierealne. Daliowy ogród rozpościera się w pobliżu zabytkowej szkółki dla młodych sadzonek, w której dziś mieści się tzw. „zielona szkoła” dla dzieci, w której uczą się one pielęgnowania roślin. Dookoła jest wielka polana, gdzie w pogodne dni piknikują całe rodziny, a mini wodotryski zapewnią zajęcie dzieciom na długie godziny.

Dalie Frankfurt
Daliowe szaleństwo

Palmy, wszędzie palmy widzę

Jednym z największych obiektów na terenie parku jest Palmenhaus czyli palmiarnia. Otwarta w w 1869 roku szklano – metalowa konstrukcja była, jak na owe czasy, pionierska. Do dziś jest jednym z największych tego typu budynków na świecie. W środku znajdziecie kolekcję palm z całego świata, wiele tropikalnych roślin i sztuczny wodospad. Unikalne połączenie egzotycznej flory i zabytkowej architektury na każdym zrobi niezapomniane wrażenie.

W suchym tropikarium z kolei przenosimy się na pustynię, sawannę i do lasu cierniowego. Ponad metrowe sukulenty i kaktusy wielkości potężnego fotela rosną w bardzo ciekawym architektonicznie zespole budynków, które kształtem mają przypominać przekrój ośmiu kaktusów. W innej części zespołu odkrywamy las deszczowy, monsunowy i namorzynowy. Znajdziemy tutaj między innymi drzewa kakaowe, krzewy pieprzu, mango i bananowce. Tropikarium pełni nie tylko funkcje ogrodu pod dachem, ale również odgrywa istotną rolę w świecie nauki. Bada się tutaj min. mięsożerne rośliny i działa laboratorium orchidei.

Śmierdzące dziwidło

Jedną z największych atrakcji jest gigantycznych rozmiarów dziwidło olbrzymie. W naturalnych warunkach rośnie ono tylko w jednym miejscu na Ziemi, na zachodniej Sumatrze. Jego bulwa dochodzi do studwudziesty kilogramów, a wysokość do siedmiu metrów. Po minimum dziesięciu latach roślina może zakwitnąć, jednak zdarza się to niezwykle rzadko w naturze, a w hodowli jeszcze rzadziej. Wytwarza wtedy zapach padliny, aby zwabić padlinożerne chrząszcze. W tym roku, po raz pierwszy w historii, dziwidło zakwitło w Polsce. Okaz we Frankfurcie kwitnie regularnie, ale na szczęście nie mieliśmy okazji doświadczyć jego odoru.

palmiarnia
Dziwidło olbrzymie naprawdę jest olbrzymie
Palmengarten Frankfurt
W całym ogrodzie są specjalne ramki, dzięki którym można porównać aktualny widok z tym, sprzed ponad stu lat

Atrakcje Palmengarten można by wymieniać prawie bez końca. Staw z wypożyczalnią łódek, ogród rododendronów, traw, skalny, sukulentów, bylin, lilii wodnych, motylarnia, dom subantarktyczny, kawiarnia, restauracja czy księgarnia. Do tego przez cały rok organizowane są tutaj dodatkowe wystawy, koncerty i inne wydarzenia kulturalne. My trafiliśmy akurat na koncert muzyki poważnej. No i powiedzcie mi, jest coś przyjemniejszego od siedzenia sobie nad stawem, popijając kawę, pałaszując lody i słuchając muzyki?

No więc jest. Wieczór spędziliśmy w hotelowej saunie i jacuzzi, które ze względu na późną już godzinę, było tylko do naszej dyspozycji. Potem przenieśliśmy się do hotelowego lobby i popijając musujące wino obserwowaliśmy czternaście pięter, które powoli szykowało się do snu, we włoskiej, aksamitnej pościeli. Wspominałem już, że po powrocie z miasta czekało na nas w pokoju ciasto i owoce? Zimne, szklano metalowe oblicze Frankfurtu zostało dla nas odczarowane już na zawsze…

Poczęstunek Hilton Frankfurt
Podwieczorek po intensywnym dniu
basen hilton frankfurt
Budynek hotelowego basenu z 1960 roku znajduje się pod ścisłą ochroną konserwatora zabytków

A w części drugiej: wizyta w prezydenckim apartamencie i sali balowej, fontanna w której cyganie robią pranie, hala targowa z produktami z całego świata i prestiżowa miejscówka pod złotą wagą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *