Zupełnie inne oblicze Frankfurtu czyli luksusowe więzienie i przyklasztorne domy publiczne [cz.2]

To niesamowite uczucie kiedy wchodzi się do jego wnętrza. Nagle cały uliczny chaos i zgiełk gdzieś znika…

0

Nie było nam dane długo nacieszyć się hotelem, bo byliśmy umówieni z polskim przewodnikiem, który już czekał na nas w lobby. Pan, który nas oprowadzał zdziwił się kiedy Michał dyskutował w recepcji płynnym niemieckim, bo po pierwsze myślał, że nie mówimy po niemiecku, a po drugie myślał, że mieszkamy w Polsce i we Frankfurcie jesteśmy pierwszy raz w życiu. Oczywiście żadna z tych rzeczy się nie zgadzała.

Luksusowe więzienie

Nasz przewodnik mieszka w Niemczech już od ponad 30 lat i skończył filologię słowiańską. Dzięki temu oprowadza wycieczki nie tylko z Niemiec, ale też często zdarzają mu się turyści z Rosji. Pomimo że centrum Frankfurtu znamy praktycznie jak własną kieszeń, to dowiedzieliśmy się od niego masę ciekawych rzeczy i zwróciliśmy uwagę na wiele budynków, których wcześniej nie zauważaliśmy. I tak na przykład takie Hauptwache. Wielokrotnie widziałem ten zabytkowy malutki domek, który jako jeden z nielicznych ostał się po bombardowaniach Drugiej Wojny Światowej, w trakcie których praktycznie całe centrum Frankfurtu przestało istnieć.

Nigdy jednak nie zastanawiałem się co to za budynek i co się w nim znajdowało. Otóż było to więzienie. Muszę przyznać, że jak na tego typu przybytek, budynek jest nader elegancki i bardziej przypomina mały pałacyk. Na jego parterze siedzieli bardziej pospolici przestępcy. Piętro było zarezerwowane dla wyższych sfer, w związku z czym cele były bardziej komfortowe. Dzisiaj znajduje się tutaj popularna restauracja, a dawne więzienie stoi w jednym z centralnych punktów miasta, gdzie zaczyna się główna ulica handlowa Frankfurtu Zeil.

więzienie we Frankfurcie
Najbardziej eleganckie więzienie jakie kiedykolwiek widziałem.

Krew trysnęła, Józio w płacz

Tuż obok jest fontanna o „łatwej” do zapamiętania nazwie Struwwelpeter. Wielokrotnie byłem na tym placu, ale jakoś nigdy jej nie zauważyłem. Poświęcona jest ona Jasiu Straszydle, postaci z książek dla dzieci, które pisał frankfurcki lekarz Heinrich Hoffmann. Jak na dzisiejsze standardy cykl książek wydaje się nieco makabryczny. Ich bohaterami były niegrzeczne dzieci, które za swoje złe zachowanie spotykała jakaś kara.

I tak na przykład zły Józio znęcający się nad zwierzętami zostaje pogryziony przez psa. Kasia spaliła się żywcem, bo bawiła się zapałkami, Julkowi krawiec obcina dwa palce, które chłopiec ssał po kryjomu. Michałek umiera z głodu, bo nie chciał jeść zupy, a Grześ odlatuje w siną dal z parasolem, bo wbrew mamie wychodzi z domu, w trakcie burzy. Pamiętacie cykl filmów „Oszukać przebaczenie”, gdzie kolejni bohaterowie giną zawsze w makabrycznych okolicznościach? Tak mi się skojarzyło. Dziś przy fontannie poświęconej Stasiowi baraszkują dzieci, a ich cygańskie mamy czasem robią tutaj pranie i potem rozwieszają je wokół. Stąd woda w fontannie często pieni się niemiłosiernie.

Kościół Świętej Katarzyny we Frankfurcie
Fontanna Jasia Straszydło. W tle kościół Świętej Katarzyny, gdzie odbyło się pierwsze w historii ewangelickie nabożeństwo w mieście.

Dosiąść byka

Mieliśmy w planach zwiedzić frankfurcką giełdę, która obok tokijskiej i nowojorskiej należy do trzech najważniejszych giełd świata. Niestety aktualnie jest to niemożliwe i mogliśmy ją podziwiać tylko z zewnątrz. Śledźcie jednak aktualne informacje, bo być może już wkrótce będzie to znów możliwe. Jestem pewien, że zobaczenie na żywo giełdowego chaosu musi być niesamowitym przeżyciem. Tymczasem można bezpłatnie odwiedzić giełdę wirtualnie pod tym LINKIEM. Potrzebne jest jednak wcześniejsze umówienie terminu.

Przed eleganckim gmachem stoją dwie rzeźby z brązu: byka i niedźwiedzia, które są symbolem rosnącego i malejącego kursu akcji. Kiedyś Michał próbował dosiąść jedną z bestii, ale już nie pamietam czy był to niedźwiedź, czy byk. Jak wiadomo Frankfurt to świat finansów i banków, a jeśli już jesteśmy przy tym temacie to warto tutaj wspomnieć o rodzinie Rotschildów, która swoje korzenie ma właśnie w heskiej metropolii.

Siedziba firmy Rotschild & Co, zarządzającej aktywami bogatej klienteli, znajduje się zresztą parę metrów od frankfurckiej giełdy. Zanim członkowie żydowskiego klanu wyemigrowali do Stanów by stać się tam, a potem i na całym świecie, jedną z najbardziej wpływowych i majętnych rodzin, przodek obecnych właścicieli założył bank. Bank ten przetrwał do dzisiaj i jest jedynym bankiem w Niemczech, który całkowicie pozostaje w prywatnych rękach. Familia przez prawie 100 lat była w posiadaniu największego banku świata, a wszystko zaczęło się od małego domu we frankfurckim getcie. Dawniej domy w mieście zamiast numerów miały nazwy. Dom żydowskiej rodziny nazywany był domem „Pod czerwonym szyldem”. Po niemiecku brzmi to „Haus zum roten Schild” i stąd powstało później nazwisko Rothschild.

Innym znaczącym obiektem miasta jest Frankfurter Hof. To jeden z najbardziej okazałych, zabytkowych budynków w centrum Frankfurtu. Dziś mieści hotel sieci Steinberger i trzy bardzo eleganckie, a co za tym idzie drogie, restauracje. Jedna z nich, serwująca francuską kuchnię, posiada gwiazdkę Michelin. Na odrestaurowanej fasadzie z 1876 roku widnieje sześć okazałych herbów min. Sankt Petersburga, Wiednia, Berlina i Rzymu. O pozostałych dwóch nie znalazłem informacji, więc jakby ktoś wiedział jakie to miasta to dajcie znać.

Giełda we Frankfurcie
Plac przed giełdą z niedźwiedziem i bykiem.
Hotel Frankfurt
Wejście do Frankfurter Hof.

Domy publiczne obok klasztoru

Niewielu z Was Frankfurt kojarzy się pewnie z klasztorami. A jednak, w samym sercu miasta znajduje się klasztor Karmelitów. To niesamowite uczucie kiedy wchodzi się do jego wnętrza. Nagle cały uliczny chaos i zgiełk gdzieś znika i znajdujemy się w zupełnie cichym miejscu, gdzie nikogo nie ma. Zresztą to nie jedyne takie miejsce we frankfurckim city, ale o tym póżniej. Długie, puste krużganki okalają zielony dziedziniec, a nasz wzrok wędruje ku wspaniałym malowidłom na ścianach. W jednym momencie przenosimy się do Średniowiecza. Nasz przewodnik zwrócił nam uwagę, że na malowidłach, namalowanych po kompletnym zniszczeniu klasztoru w trakcie nalotów Drugiej Wojny, istnieje wiele nieścisłości. Pojawia się na przykład książka, lub okulary, które nie istniały jeszcze w czasach Chrystusa, ale co tam. Całość prezentuje się tak wspaniale, że można przymknąć oko na te drobne niedociągnięcia.

Do szesnastego wieku klasztor przeżywał swój rozkwit i tak się rozbudowywał, że był największym kompleksem na frankfurckim starym mieście, a jego naścienne malowidła były największe na północ od Alp. Póżniej jednak nadeszła reformacja i katolicka enklawa w luterańskim mieście szybko straciła na znaczeniu. Klasztor zlikwidowano, a w jego wnętrzach urządzono najpierw skład celny, póżniej koszary, a pobliski zaułek Ankergasse stał się siedliskiem domów publicznych.

Budynki popadały w ruinę aż do czasów po Pierwszej Wojnie Światowej, kiedy to je odrestaurowano, zlikwidowano domy publiczne, a do wnętrz wprowadzili się artyści. W czasie Drugiej Wojny budynki ponownie popadły w ruinę. Zbudowano póżniej nad nimi prowizoryczny dach i odbywały się tam przedstawienia. Z czasem rosnący ruch uliczny i lotniczy sprawiły, że nie było już nic na nich prawie nic słychać, dlatego z nich zrezygnowano. Dziś znów można podziwiać wszystkie budynki, choć nieco w uproszczonej formie. We wnętrzach znajduje się Instytut Historii Miasta oraz Muzeum Prehistorii i Starożytności. Warto tu zajrzeć, nawet jeśli nie mamy zamiaru zwiedzać muzeów. Poza tym jest tu darmowa toaleta.;)

Klasztor Karmelitów we Frankfurcie
Zupełnie inne oblicze Frankfurtu. Cisza, spokój i średniowieczne krużganki.
Frankfurt klasztor Karmelitów
Wejście do klasztornej toalety.

Pokaż rejestrację, a powiem Tobie gdzie pracujesz

Po chwili klasztornego spokoju i załatwieniu różnych spraw w klasztornej toalecie, której wejście okalają fejkowe malowidła udaliśmy się do równie okazałego budynku czyli frankfurckiego ratusza. Frankfurt, jak już wspominałem, słynie z jabłkowego wina, a owocowe sady można znaleźć w bliższej i dalszej okolicy. Dlatego na budynku miejskich władz nie mogło zabraknąć motywów związanych z winem i jabłkami, ale nie tylko, bo nad jedną z bram pojawiają się również winogrona. Na dziedzińcu urzędu stoją charakterystyczne granatowe mercedesy. Są to auta miejscowych urzędników, a po ich rejestracjach można odgadnąć jakiego wydziału miasta są pracownikami. Taka to ci ciekawostka. Miejska administracja jest bardzo rozbudowana i zarządza dziś jednym z najważniejszych organizmów miejskich Niemiec, który do Drugiej Wojny Światowej posiadał największą, zachowaną, średniowieczną starówkę w całym kraju.

Ratusz we Frankfurcie
Dziedziniec ratusza z charakterystycznym granatowymi mercedesami.

Wspominałem już, że klasztor Karmelitów to nie jedyne zaciszne miejsce w szalonym Mainhattanie. Całkiem niedaleko znajduje się inna zaciszna przystań, a mianowicie kolejny klasztor, tym razem Franciszkanów. Na jego dziedzińcu jest wejście do tzw. Franziskustreff, miejsca gdzie każdy biedny lub bezdomny otrzyma pomoc i ciepły posiłek. Naprzeciwko tego wejścia jest mały kącik, gdzie pod figurką Maryji ludzie składają kwiaty i zapalają światełka. Tu również widać ogromny kontrast pomiędzy ciszą, zadumą i modlącymi się, a tym co jest za rogiem. Do dawnych zabudowań klasztornych przylega ruchliwy deptak i plac Liebfrauenberg, gdzie u stóp fontanny, w południe, trudno znaleźć wolne miejsce. Jest to jedno z ulubionych miejsc pracowników okolicznych biur, którzy zajadają tutaj na stojąco swoje lunche. Nieco ukryty klasztorny dziedziniec trudno jest jednak przeoczyć, bo przy wejściu do niego widnieją duże zdjęcia zakonników w zabawnych pozach.

zaduma we Frankfurcie
Podwórko klasztoru Franciszkanów. W codziennej pogoni ludzie wciąż jednak zatrzymują się na chwilę…
klasztor Frankfurt
Weście do klasztoru Franciszkanów.

Bo każdy Włoch to Rzymianin

Stąd blisko już do miejsca w którym każdy łasuch znajdzie coś dla siebie. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam takie przybytki. Nawet jeśli nic nie kupuję uwielbiam przechadzać się po halach targowych, gdzie pysznią się smakołyki z całego świata. Frankfurcka Markthalle nie odstaje tutaj od konkurencji i właściwie można w niej znaleźć wszystko , na co się ma ochotę. Od wspaniałych kiełbas, po egzotyczne przyprawy, antipasti po cielęce nerki.

hala targowa Frankfurt
Raj każdego łasucha.

Po takich widokach nie pozostało nic innego jak coś przekąsić. Strasznie żałuję, że w Polsce nie ma odpowiednika takiego miejsca, czyli czegoś pomiędzy delikatesami, a rzeźnikiem. Można tutaj kupić poprostu mięso, wędliny czy ser, ale też gotowe dania, do podgrzania w domu. Można też zjeść na miejscu takie specjały jak sznycla, mielonego, Cordon blue w bułce, albo jedną z sałatek, czy kiełbasek. A wszystko bardzo świeże i za śmieszne pieniądze. Oczywiście nie można się spodziewać wyszukanych potraw, czy przeżyć kulinarnych rodem z gwiazdkowej restauracji. Jednak na krótką konsumpcyjną przerwę, w trakcie intensywnego city break’u, to idealne rozwiązanie. Jedno z nich znajduje się rzut beretem od kościoła Świętego Pawła, w który podpisano pierwszą niemiecką konstytucję. Kiełbaska z makaronową sałatką w delikatesach Meyer przy Braubachstrasse to niebo w gębie.

Pozostał nam już tylko frankfurcki rynek nazywany tutaj Römer od kupców, przybywającydo miasta z Włoch. Ponieważ lokalsom nie chciało się dociekać z jakiego włoskiego miasta są przyjezdni, nazywali ich dla uproszczenia Rzymianami. Niegdyś handlowali oni w halach targowych, dokładnie tam, gdzie dziś stoi miejski ratusz.

Według tradycji, kiedy niemiecka drużyna piłkarska zdobywa mistrzostwo, pozdrawia swoich uradowanych kibiców właśnie z balkonu „rzymskiego ratusza”. Aż trudno uwierzyć, że budynki stojące na rynku po przeciwnej stronie istnieją dopiero od 40 lat. Wydają się dużo starsze, podobnie jak cały kwartał zabudowy za nimi, który powstał zaledwie rok temu.

stare miasto Frankfurt
Frankfurcki rynek i kamieniczki sprzed 40 lat.
Frankfurt
Jeden z zaułków nowego starego miasta.

Widzieć i być widzianym

Największe wrażenie na nowym starym mieście robi placyk Hühnermarkt (Rynek Kurczaków), który otaczają cudowne, kolorowe kamieniczki, kryjące zupełnie nowoczesne wnętrza. Trudno sobie wyobrazić, że jeszcze parę lat temu stał tutaj ogromny i brzydki biurowiec z parkingiem. Dziś to miejsce, gdzie można usiąść w jednej z licznych kawiarenek, tuż obok fikuśnej stacji metra, do której wchodzi się przez jedną z udających stare, kamieniczkę. I tak też zrobiliśmy. Zamówiliśmy sobie lokalną specjalność czyli Frankfurterkranz i siedliśmy w najbardziej eksponowanym miejscu Frankfurtu czyli „Pod Złotą Wagą”. Dwa stoliki od strony ulicy Markt cieszą się największą popularnością i trzeba mieć niesamowite szczęście, żeby je zdobyć. Tylko z tego miejsca widać wszystkich, a i wszyscy widzą nas. Tak więc zapolujcie na nie i przy Frankfurterkranz poczujcie się przez chwilę jak instagramowi celebryci. 😉

kawiarnia we Frankfurcie
Kamienica Pod Złotą Wagą. Za rogiem są dwa najbardziej pożądane stoliki Frankfurtu, a po prawej stronie widać wejście do stacji metra.
frankfurcki przysmak
Frankfurterkranz: miejscowa specjalność. Ilośc kalorii trudna do przeliczenia. 😉

A w części trzeciej odkryjemy zakamarki luksusowego hotelu.

O naszym pierwszym dniu we Frankfurcie przeczytasz TUTAJ. A o ciekawostkach dotyczących frankfurckich wieżowców TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.