Neustadt- miasto gdzie testuje się przyszłe królowe Niemiec

Niemiecka królowa, podczas ceremonii w Saalbau, pomyliła wino Silvaner z Frankonii z Pinot Gris z Hesji. Mimo tej ogromnej wpadki zdołała obronić koronę.

0

Ostatnio na blogu pojawiały się duże metropolie typu Łódź, Paryż, czy Stuttgart więc przyszła pora na coś mniejszego, czyli, uwaga długa nazwa, Neustadt an der Weinstraße. W wolnym tłumaczeniu to „Nowe miasto na winnym szlaku”. O ile druga część jest w miarę jasna, bo Neustadt słynie z uprawy winorośli i produkcji wina, to skąd właściwie wzięła się ta nazwa, bo nijak się ma do naprawdę starego miasteczka, którego historia sięga początku trzynastego wieku.

Napewno nie jest ona oryginalna w Niemczech, bo „Nowych Miast” jest aż 16. Najpierw był tutaj warowny zamek Winzingen, a w pobliżu niego wioska o tej samej nazwie. Z upływem czasu wioska się tak rozrosła, że postanowiono założyć tutaj nową osadę, z prawdziwego zdarzenia, czyli po prostu nowe miasto. Po ośmiuset latach miasteczko już dawno nie jest nowe, a i określenie „miasteczko” przestało być aktualne, bo Neustadt ma ponad pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców i jest dziesiątym największym miastem całego landu.

podwórko w Neustadt
Zaułki Neustadt są piękne.

Wielkie małe miasto

Neustadt to brama do Lasu Palatyńskiego, największego kompleksu leśnego Niemiec, który ciągnie się aż do gór Wogezów we Francji. Przedziwny to organizm miejski, bo chyba nie widziałem dotąd tak rozczłonkowanego miasta do tej pory. Wszystko przez górzysty teren Haardt, który uniemożliwiał stworzenie skoncentrowanego w jednym miejscu organizmu miejskiego. Owszem, w centrum jest w miarę płasko, ale już otaczające go osiedla są znacznie od siebie oddalone i oddzielone wzgórzami, a każde z nich tworzy jakby osobne miasteczko. W ten sposób Neustadt ma aż 11 tysięcy hektarów, z których prawie połowę zajmują lasy, porastające wzgórza, i to całkiem pokaźne wzgórza, bo najwyższe z nich ma ponad 600 metrów wysokości. Dla porównania Warszawa ma 51 tysięcy hektarów, czyli malutkie Neustadt zmieściło by się w niej raptem pięć razy.

Zaułek Neustadt
Zaułek Rzeźników

Sześć zamków, cztery potoki i szesnaście wzgórz

Każde z tych osiedli było kiedyś osobnymi miejscowościami i niektóre z nich leżą aż 10 kilometrów od centrum. Każde też jest nieco inne i może poszczycić się własnymi atrakcjami. Ma to swoje dobre i złe strony. Dobrą oczywiście ze względu na malownicze widoki. Złą, bo ogarnięcie takiego rozlazłego organizmu miejskiego jest arcy trudne. Zwłaszcza kiedy dzielnice łączą tak wąskie uliczki, wciśnięte we wzgórza, że samochody muszą czekać, żeby wyminąć się w szerszym miejscu.

Samych zamków jest w Neustadt aż sześć, są też cztery rzeki (lub potoki), szesnaście wzgórz i niezliczona ilość turystycznych szlaków w samym mieście i dookoła niego. Tak więc jeden dzień spędzony w Neustadt to zdecydowanie za mało i musimy tam kiedyś zdecydowanie urządzić jakieś półgórskie wędrówki i to niejeden raz.

domofon sowa
Uwaga! Ta sowa widzi wszystko!

Niemiecka królowa musi znać się na winie

Tymczasem skupmy się na centrum miasta. Trudno opisać to uczucie, kiedy wychodzisz z dworca kolejowego i widzisz Miasto (celowo użyłem tutaj wielką literę). Jest to zawsze pomieszanie ciekawości z ekscytacją. Ok, w Neustadt już byłem, ale było to już wiele lat temu i w sumie niewiele pamiętam już z tego wypadu.

Kiedy wychodzisz w Neustadt z całkiem sympatycznego dworca pierwsze, co rzuca się Tobie w oczy , jest potężny budynek Saalbau. Dla mnie, Polaka to słowo jest nieco dziwne, bo można je przetłumaczyć jako „budynek sali”. W niemieckim to całkiem zwyczajne słowo i oznacza porostu budynek, w którego wnętrzu jest, lub są sale. Odbywają się tutaj wystawy, kongresy i przedstawienia teatralne, ale najważniejszą imprezą jest coroczny wybór „Niemieckiej Królowej Wina”. Pełni ona swój urząd przez okrągły rok i reprezentuje trzynaście niemieckich regionów winnych, produkujących wysokiej jakości wino. Ta poważna impreza odbywa się już od 1950 roku. Każdy z regionów wybiera najpierw własną królową, a potem spośród tej trzynastki wybierana jest królowa całych Niemiec.

Winna pomyłka mogła kosztować koronę

Nie każda dziewczyna może ot tak stać się taką królową. Do 1999 roku nie mogła być zamężna, lub rozwiedziona i dodatkowo musiała pochodzić z rodziny zajmującej się oficjalnie produkcją wina. Od 2000 roku nieco złagodzono te kryteria i dziś królowa nie musi pochodzić z takiej rodziny, ale musi mieć za to odpowiednie, zawodowe wykształcenie w kierunku produkcji wina. Oczywiście powinna być też pełnoletnia. Od siedmiu lat królowej wręczana jest również korona, wykonana z pozłacanego srebra, którą musi nosić na wszystkich oficjalnych eventach. Tak na marginesie aktualną królową jest pani Sina Erdrich, która podczas ceremonii w Saalbau pomyliła wino Silvaner z Frankonii z Pinot Gris z Hesji. Mimo tej ogromnej wpadki przekonała do siebie jury i wygrała. Ze względu jednak na Covid większość swoich królewskich obowiązków musiała wykonywać internetowo. Następne wybory nw październiku, więc może jeszcze zdąży poudzielać się trochę w realu. 😉

sygnalizacja Neustadt
W pobliżu dworca, na sygnalizacji świetlnej pojawiają się winne królowe.

Tajlandia z różowym Schorle

Dobra zostawmy już to wino, chociaż pisząc o Neustadt nie da się uciec od tego tematu. Zresztą nasze pierwsze kroki w Neustadt skierowaliśmy do tajskiej knajpy, gdzie piliśmy całkiem dobre Rose Schorle. W takich miejscach, mam na myśli mniej oficjalnych, wino podaje się w sporych szklankach, a nie fancy kieliszkach, dlatego po takim obiedzie człowiek jest na lekkim rauszu, mimo że Schorle oznacza, że wino wymieszane jest z wodą. Tak wiem, powinniśmy spróbować wyśmienitej, miejscowej, palatyńskiej kuchni, ale hej, my tutaj mieszkamy już wiele lat, więc tę kuchnię mamy na codzień. Poza tym jestem na redukcji, czyli chwilowo ograniczam mocno kalorie, a ta kuchnia zupełnie temu nie sprzyja.

Jedzonko było spoko, taka czwóreczka w skali Google. Kiedy pan kelner zobaczył, że robimy jak zwykle zdjęcia jedzenia (tak wiem, siara) przyniósł nam szybko suchy lód, żeby było bardziej fotogenicznie. Na koniec jak zwykle był problem z płatnością kartą kredytową, ale po dłuższej dyskusji z obsługą, w końcu, pozwolono nam w ten sposób zapłacić. Wszystko rozbija się o bankowe prowizje, które są dużo niższe przypadku EC-kart, niemieckiego wynalazku, który odchodzi powoli do lamusa, ale w mniejszych miejscowościach wciąż święci swoje triumfy. To już temat do osobnego posta.

jedzenie Neustadt
Suchy lód musi być!

Krzyżówka elfa z kaczką

Najedzeni pierwsze kroki skierowaliśmy do fontanny Elwetritsche- Brunnen. Elwetritsche (czasem pisane również jako Elwedritsche to baśniowe stwory, pochodzące z lasu. To taka krzyżówka kurczaka, gęsi i kaczki z leśnymi goblinami i elfami. Ptaszki, mimo skrzydeł nie potrafią fruwać i można je spotkać, przy odrobinie wyobraźni, w leśnym runie, lub pomiędzy krzakami winorośli. Często pojawiają się w miejscowej sztuce, a artyści przedstawiają je zaopatrzone w poroże jeleni. Na początku dwudziestego wieku zaczęto dodawać im także kobiece piersi. Ponieważ ich wzrost zachodzi już we wnętrzu jaja, dochodzą one do bardzo dużych rozmiarów. Właśnie takie jajka kolosy i dalsze stadia ich rozwoju przedstawia fontanna. Polecam wybranie się na ich poszukiwanie do lasu. Po kieliszku wina jest szansa je gdzieś dojrzycie, a po kilku to już napewno.;)

Fontanna Elwetriche
Fontanna Elwetrische z pół kaczkami, pół elfami.
Neustadt
Dzizas, znooowu kolejna fontanna?

Adam i Ewa ogłaszają koniec świata

Inną ciekawą fontanną nieopodal jest Paradiesbrunnen. Po drodze do niej minęliśmy najstarszy zachowany dom szachulcowy w całym landzie, ale wierzcie mi, nie mam pojęcia który to był, bo wszystkie domy dookoła wydają się bardzo stare. „Rajska Fontanna” przedstawia z kolei drzewo życia, na którym są różne owoce. Obok drzewa stoją Adam i Ewa, a niedaleko pełza wąż z twarzą dziewczynki. Oczywiście jest też nadgryzione jabłko. Drzewo daje wodę, która ma płynąć z powrotem do źródła z którego wyrasta, co ma symbolizować wieczny cykl życia. Jak się okazuje nie taki wieczny, bo w fontannie nie było wody. Może to jakiś omen jest i na skutek zmian klimatu przerwaliśmy ten wieczny cykl? Kto wie.

Rajska Fontanna Neustadt
Adam i Ewa są wyrzeźbieni w korze drzewa.

Takie to ci przemyślenia na Rynku Kartoflanym w Neustadt. Nie muszę chyba dodawać, że ryneczek jest przepiękny, a jeszcze piękniejszy jest główny rynek, który znajduje się tuż za rogiem. Tu również na środku stoi kolejna fontanna Alte Königsbrunnen (Stara Królewska Fontanna). Nie jest już tak ciekawa jak dwie poprzednie, ale jedna rzecz przykuła naszą uwagę. Na jej skraju leżały kwiaty karczochów. Wyglądało to tak fotogenicznie, że nie tylko my robiliśmy im zdjęcia. Niestety nie zawsze było tutaj tak sielsko i anielsko, bo pod fontanną w 1933 naziści palili na stosie książki.

rynek Neustadt
Rynek i Stara Królewska Fontanna.
karczoch
Kwiaty karczocha na fontannie.

Dobra rada: patrz w górę!

Od rynku odchodzi Zaułek Rzeźników, tak wąski, że ledwie dwie osoby mogą się tutaj minąć. To tutaj przypadkiem trafiliśmy na antykwariat. Przedziwne to było miejsce, bo można było wejść do środka i poprostu coś sobie kupić. Przy wyjściu była skarbonka. Dominowały głównie stare książki, ale też można tu kupić meble. W tym wypadku należy skontaktować się z właścicielem. A gdybyście szukali pracy to poszukują aktualnie opiekuna tego przybytku. Czasem warto spojrzeć na chwilę w górę bo wtedy można dostrzec różne fajne rzeczy. Na przykład drewnianą belkę z 1382 roku na suficie antykwariatu. Ciekawe na ile jest spróchniała. Być może właśnie dlatego przy wejściu znajduje się karteczka z napisem: „wejście na własną odpowiedzialność.”;)

mała knajpa Neustadt
’Mała knajpa” w Zaułku rzeźników. Rozważaliśmy, aby przyjść tu na obiad. wygrała jednak tajska kuchnia.
strop
„Proszę spojrzeć w górę. Belka z 1382 roku.”
antykwariat Neustadt
Samoobsługowy antykwariat. „Wejście na własną odpowiedzialność”.

Teatr w ogrodzie willi

Ok, nadeszła pora żeby wyjść poza ścisłe miasto. Przeszliśmy przez Strohmarkt (swoją drogą nie mam pojęcia od czego ma nazwę ten rynek). I tu zaczęła się droga pod górkę ulicą Willową, gdzie zgodnie z nazwą stały eleganckie wille. Wśród nich najbardziej okazała Villa Böhm. Dziś pełni rolę muzeum miejskiego, ale pierwotnie była to posiadłość bankiera. Później kupiła ją rodzina Böhm, która zajmowała się, jak to zwykle bywa w Neustadt, handlem winem. Przy willi jest też ogród, gdzie latem odbywają się spektakle teatralne. Tak sobie myślałem, że nawet gdyby na scenie grano jakąś chałę, to o tak przyjemnie byłoby tutaj posiedzieć i zamiast przedstawienia pooglądać miłe dla oka detale willi i bujną przyrodę dookoła. Dla chętnych organizowane są tutaj również ceremonie ślubne, a dla mnie chętnych, także pogrzebiny.

muzeum w Neustadt
Villa Böhm

Wyżej

Nasza dalsza droga pod górkę zaprowadziła nas do ogrodu pod tytułem „Tarasy Doktora Welscha”. Jest tutaj już tak wysoko, że można podziwiać panoramę miasta w dole. Doktor był tak naprawdę miejscowym protestanckim proboszczem i od zawsze jego marzeniem było stworzenie egzotycznego ogrodu w Neustadt. Podobno były tu kiedyś i kaktusy. Albo nie przetrwały do naszych czasów, albo za bardzo już byliśmy zmęczeni drogą pod górkę. Notabene ta górka to Weinbiet, wznosząca się na wysokość 554 metrów. Znajduje się na niej stacja meteorologiczna, która zanotowała w 2003 najwyższą nocną temperaturę w historii Niemiec 27,6 stopnia. Tego dnia aż tak gorąco na szczęście nie było, co pozwoliło miejscowym emerytom na grę w bule. Swoją drogą zawsze chciałem w nie zagrać. Ta kadra jednak raczej by mnie nie przyjęła ze względu na mój dziecięcy wiek.;)

tarasy Neustadt
Tarasy Doktora Welscha.
Bule
Dobrze poszło, pokazuje członek kadry buli.

Jeszcze wyżej

No to lecimy jeszcze wyżej. W końcu willom (niektóre z nich przypominały mini zameczki) ustąpiły winnice i zwykłe pola, a pośród tego wszystkiego punkt widokowy Deidesheimer Tempel. Wbrew nazwie miejsce to nie ma nic wspólnego z pobliską miejscowością Deidesheim, ale z Friedrichem Deidesheim. Miejscowy biznesmen i właściciel, oczywiście, winnicy, pojechał pewnego razu służbowo do Monachium. Tam, w Ogrodzie Angielskim zobaczył Monopteros, wzorowaną na greckiej, okrągłą świątynię. Tak mu się spodobała, że postanowił taką samą postawić we własnej winnicy. A było to w 1854 roku. Później, już jako burmistrz Neustadt, zaprosił nawet osobiście króla Bawarii do swojego Monopterosa. Czy król skorzystał z zaproszenia tego już nie wiem. Dziś trochę zaniedbana świątynia, wciąż jednak umożliwia podziwiane wspaniałych widoków samego miasta, jak i okolic. Stojąc tak na wzgórzu zauważyliśmy ogromny, bardzo długi beżowy budynek. No i co z tego? Ano to, że znów mamy powód, żeby kolejny raz zawitać do Neustadt…

Neustadt
To też jeszcze Neustadt.
winnicą w Neustadt
To nadal Neustadt.
Neustadt
Deidesheimer Tempel

P.S. Ten budynek to Turenne Kaserne, francuskie koszary z 1923, kiedy to Neustadt było pod francuską okupacją. Dziś, po gruntownym remoncie, koszary są główną siedzibą koncernu Hornbach, sieci marketów budowlanych. W jednym ze skrzydeł urządzono muzeum pamięci ofiar NS.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.