Dłuższy dźwiek o sekundę wart 400 milionów

Po intensywnej  i długiej sobocie, naszym pierwszym dniu, w Berlinie (przeczytasz o tym tutaj) przyszedł czas na leniwą niedzielę. Leniwą według Berlina, ale na pewno nie dla nas. Po zdecydowanie zbyt krótkiej nocy zeszliśmy na dół do niezbyt dużej, ale wciąż trzymającej nieco przebrzmiały fason za sprawą krysztalowych (albo udających kryształowe) żyrandole, hotelowej “śniadalni”. Czekała na nas tutaj banda strasznie głośnych Hindusów, którzy całkowicie opanowali niewielkie wnętrze. Co ciekawe cała obsługa śniadania pochodziła z Rosji lub jakiegoś rosyjsko- języcznego kraju i dokładnie taka sama sytuacja powtórzyła się w drugim hotelu, do którego mieliśmy się zaraz przeprowadzić. Widocznie Berlin został opanowany przez rosyjskich pracowników hotelowych. Po śniadaniu wzięliśmy bagaże i podjechaliśmy do drugiego hotelu, żeby zrobić check in. Potem wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy na podbój niedzielnego, zaspanego jeszcze, miasta.

Hotel Europa City
Pustem centrum (Mitte) w niedzielny poranek

Zaparkowaliśmy na tyłach nowego gmachu Opery Narodowej. Gmach tak naprawdę jest stary, ale jego wnętrze zostało ostatnio calkowicie przebudowane. O całe cztery metry podwyższono dach tak, by wydłużyć czas trwania dźwięku z jednej do półtorej sekundy. Prace trwały siedem lat i pochłonęły 400 milionów euro! Koniecznie chciałem zobaczyć nowe sklepienie, które uzyskało futurystyczny (ale wciąż bardzo elegancki) wygląd. Niestety opera była zamknięta na siedem spustów i pomimo że oficjalne otwarcie miało być w grudniu 2017 roku to całe otoczenie wyglądało jak gdyby prace wciąż trwały. Jedyną nową rzeczą którą dało się z zewnątrz zauważyć był nowy różowo- łososiowy kolor fasady tzw. Pruski Róż, który został odtworzony według pierwowzoru.

Opera Narodowa

BOX

Niepocieszeni odwiedziliśmy pobliskie Humboldt Box. To ogromna, tymczasowa konstrukcja tuż przy odbudowywanym obok Pałacu (Stadtschloss). Jego wnętrze kryje małe muzeum poświęcone pałacowi, przedstawia jego historię, ale również plany na przyszłość. Pałac ma mieścić tzw. Humboldt Forum. Ma to być ogromny zbiór kolekcji z zakresu nauki i kultury pozaeuropejskiej. Trwa jednak wciąż gorąca dyskusja, ponieważ niektórzy uważają, że zagrabione w przeszłości dzieła sztuki, zamiast w pałacu, powinny wrócić do ich prawowitych właścicieli, a w budynku powinny być wystawiane krajowe dzieła. Kto wygra, zobaczymy. Co ciekawe, pałac spokojnie można by odbudować z ruin zaraz po Drugiej Wojnie Światowej, ale zamiast tego władze DDR wysadziły je w powietrze, żeby zbudować Forum Marxa i Engelsa. Pałac będzie totalnym miksem starego i nowego. Z jednej strony będzie miał oryginalną, barokową fasadę, a z drugiej całkowicie współczesne tzw. Kolumbarium. Nazwa ta oznacza we Włoszech ściany na cmentarzach, gdzie chowane są urny. I w ten sposób pozostałe trzy skrzydła (w tym to od strony rzeki) będą miały rzędy prostych, powtarzających się okien, przypominających wlaśnie otwory na urny. Hmmm…ciekawa, cmentarna  inspiracja.😉 Koniec budowy jest przewidywany na ostatni kwartał 2019 roku, ale jak wiadomo w Berlinie wszystkie budowy ciągną się niemiłosiernie, więc szczerze wątpię w ten termin. Łączny koszt pałacu ma wynieść 595 milionów euro. . Wejście do boksu jest darmowe, a w środku znajduje się to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli kilka makiet (między innymi całkiem sporych rozmiarów makieta centrum dawnego Berlina i zamku po odbudowie) i mnóstwo starych zdjęć. Jak zwykle chciałem wszystko dokładnie obejrzeć z każdej strony i przeczytać podpisy i opisy pod każdym zdjęciem co totalnie niecierpliwiło Michała, ale tak już mam. Uwielbiam makiety i stare zdjęcia miast (zresztą współczesne też), a w każdym muzeum muszę dokładnie wszystko przeczytać.

Makieta centrum przedwojennego Berlina. Na pierwszym planie Stadtschloss.
“Pałac będzie wspaniały dzięki naszym ofiarodawcom. Brakuje jednak jeszcze trochę pieniędzy, dlatego prosimy o datek. Z Państwa pomocą uda nam się!”. Brakuje jeszcze, bagatela, 20 milionów euro.

Konstrukcja ma kilka poziomów i nawet windę. Na pierwszym jest wspomniane muzeum. Na drugim była wystawa poświęcona dźwiękowi. Można było posłuchać min. najstarsze, zachowane nagrania ludzkiego głosu. Najciekawsze jednak było pomieszczenie z ogromnymi szybami, ktore miały wmontowane małe czujniki drgań. Drgania te były przekształcane w dźwięk i w ten sposób można było usłyszeć w czasie rzeczywistym rozmowy ludzi na ulicy, szum aut i inne odgłosy miasta, podziwiając jednocześnie widok na katedrę, muzea na Wyspie Muzeów (Museuminsel) i ulicę Pod Lipami (Unter den Linden)- główną arterię wschodnego Berlina. To było niesamowite tak bezkarnie podsłuchiwać nie zdających sobie z niczego sprawy ludzi, którzy znajdowali się kilkanaście metrów niżej. 😂 Na najwyższym poziomie znajduje się kawiarnia i taras z którego, z bliska, można było podejrzeć aktualnie największą budowę w Berlinie. W jednym z okien dostrzegliśmy robotników, którzy pomimo niedzieli ciężko pracowali w rytm głośnej muzyki. Jeśli chcecie odwiedzić Humboldt Box to pośpieszcie się, bo już w styczniu 2019 roku zostanie rozebrany. 

Budowa pałacu

Czujnik przetwarzający drgania na dżwięki miasta

Najgorszy Mc Donald świata

Po tylu makietach i zdjęciach zgłodnieliśmy, a i jakaś kawa by się przydała, więc wpadliśmy do pobliskiego Mc Donalds’a na Alexanderplatz. Takiego Maca jeszcze w życiu nie widziałem! Był na pierwszym piętrze wielopiętrowego bloku i prowadziły do niego brudne, nie działające, schody ruchome. Wewnątrz nie było wcale lepiej. Wszystko kleiło się od brudu, widać że ostatni remont (jeśli w ogóle był) był bardzo dawno temu, a za ladą było tylko dwóch gości, którzy nie bardzo ogarniali sprawę, a ich niemiecki był… również nie bardzo ogarnięty. Nie dziwota, że na Google ma tylko ocenę 2,9. Myślałem, że po Hongkongu nie zobaczę już gorszego Maca, a tu proszę. Na naszej “macowej” liście otrzymuje zdecydowanie tytuł najgorszego lokalu na świecie. Wstęp tylko dla odważnych!

Po drodze z Maca na plażę zatrzymaliśmy się na chwilę w Nowym Odwachu przy Unter den Linden. Puste wnętrze z niewielką postacią na środku upamiętnia ofiary wszystkich wojen i tyranii. Skłania do refleksji…

Plaża po berlińsku

Po takich doznaniach estetycznych musieliśmy odpocząć. A gdzie najlepiej odpoczywać w centrum Berlina? Na plaży! Miejskich plaż w całym mieście jest mnóstwo, ale jedną z najbardziej spektakularnych, z widokiem na Wyspę Muzeów jest ta przy nabrzeżu Very Brittain. Jest ona prekursorką wśród plaż i to właśnie od niej zaczął się boom na miejskie plaże w całych Niemczech od mniej więcej 2000 roku. W letnie wieczory można tutaj potańczyć tango, walca, lub salsę, pod okiem profesjonalnego trenera. Potańcówki są czasem za darmo, a czasem kosztują parę euro. Z lemoniadą w ręku można tak sobie leżeć godzinami w cieniu palm, na leżaku i kiwać ludziom na przepływających co chwilę po Szprewie, statkach. No ale cóż, nie ma czasu. Trzeba zwiedzać dalej. Po drugiej stronie rzeki odbywał się akurat pchli targ. Jak zwykle wypatrywaliśmy najpiękniejszej na świecie karafki. Jest to nasze główne zadanie już od dawna na kazdym pchlim targu i głęboko wierzymy, że kiedyś taką znajdziemy. 

Plaża
Po prawej Wyspa Muzeów, po lewej miejska plaża, a w środku miejscowe piwo Berliner Kindl
Pchli targ

Dla amatorów współczesnej architektury: na Wyspie Muzeów można podziwiać nowe skrzydło Muzeum Pergamonu, które najpiękniej wygląda wieczorem. Efektowna bryła z eleganckiego białego kamienia w 2019 roku (pewnie i tak się opóźni) będzie mieścić główny hol wejściowy. Wewnątrz obok kas, restauracji i audytorium będą prezentowane drewniane pale, wyłowione z mułu, które 200 lat temu wbito w niestabilne podłoże w centrum Berlinie, żeby w ogóle cokolwiek zbudować na wyspie.  To kolejny przykład ślamazarnej budowy, bo ta ciągnie się już 9 lat, a wszystko z powodu niestabilnego gruntu na Wyspie Muzeów. 

Nowy hol wejściowy

Królestwo czekolady

Po drodze do auta odkryliśmy przez przypadek sklep Ritter Sport. Ritter to najpopularniejsze czekoladki w Niemczech. Wszystkie są produkowane z kakao, pochodzącego z Nikaragui, gdzie firma ma własne, największe na świecie, plantacje. Tabliczki nie są w kształcie prostokąta, ale wszystkie są kwadratowe i mają różne wielkości. W salonie firmowym były wszystkie produkowane smaki i aż troiło się nam w oczach od kolorowych kwadratów. Oczywiście nie dało się wyjść z salonu z pustymi rękami, więc kupiliśmy dwa pudełka z mini czekoladkami. Jedno z nich zjedliśmy już zanim dotarliśmy do auta, a drugie przetrwało tylko kilka godzin i zostało spałaszowane podczas popołudniowej siesty w hotelu. 

Ritter Sport
Nie, to wcale nie jest piwo!
Berlin zaskakuje na każdym kroku

A w następnej części: chińska dzielnica, hipsterska degustacja piwa, kolejka po kebap i w końcu zdobyta kopuła Reichstagu.

D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *