Dwa dni w Lizbonie.

Lizbona nie była nigdy miastem, które znajdowało by się wysoko na mojej liście. Nie podoba mi się język portugalski. Aż mnie uszy bolą. Dlatego jakoś nie planowałem w najbliższej przyszłości wycieczki do Portugalii. Dawid mnie tam zaciągnął, a ja miałem mało do gadania. 😀

Lecieliśmy w listopadzie, i tylko na dwa dni, bo ja już miałem wykorzystany urlop i na dwa dni tylko moglem wyjechać. Bilety lotnicze do Lizbony nie są drogie. My lecieliśmy tanimi, irlandzkimi liniami z lotniska Frankfurt Hahn. Na lotnisko pojechaliśmy samochodem, który stal tam przez noc na parkingu, zaraz koło terminalu. Koszt parkingu to ok 8,00?, chociaż reklamują się, ze ceny zaczynają się u nich od 3,00?. Rezerwacji dokonujemy w bardzo prosty sposób. Wystarczy w google wpisać “parkplatz frakfurt hahn” i od razu na pierwszym miejscu jest strona parkingu, na której możemy zarezerwować miejsce. Opłacasz i drukujesz kod, który skanuje się przy wjeździe na parking (także nie zgub!).

Dworzec Oriente
Stacja Kolejowa Oriente- projekt Santiago Calatravy, specjalisty od białych mostów
Lizbona
Tereny Expo 98 z promenadą w estuarium Tagu

Raczej nie boje się latać samolotami. Czasem się tylko troszkę stresuję, ale ogólnie jest dobrze. Tym razem bylem totalnie zrelaksowany prawie do samej Lizbony (mimo tego że samolot wyprodukowany jest dla osób <145cm, a ja mam 186cm). Tuż nad miastem samolot nagle znalazł się w pozycji bocznej. Lewe skrzydło było skierowane prosto w kierunku ziemi. Trwało to dosłownie trzy sekundy. Myślałem, ze za chwile ubrudzę fotel. 😛 Chwyciłem się za siedzenie przede mną (jakby to mi miało pomóc w razie katastrofy 😀 ) i modliłem się żeby już wylądował. Tak bardzo chciałem dotknąć ziemi…Po wyjściu z samoloty powitało nas piękne słońce i dwadzieścia stopni ciepełka, podczas gdy u nas było minus jeden, i Hahn żegnało nas padającym śniegiem.

Lotnisko w Lizbonie jest świetnie połączone z miastem. Zaraz przy wyjściu jest wejście do metra. Bilet kupić można w automacie lub w okienku. Tym razem do automatu była spora kolejka, wiec kupiliśmy w okienku karty Viva Viagem, które można wielokrotnie ładować. Coś jak Octopus Card w Hongkongu. Wsiedliśmy w metro i dwadzieścia pięć minut później byliśmy na miejscu. W zasadzie bylibyśmy w dwadzieścia pięć minut, ale wysiedliśmy na stacji Oriente, żeby zobaczyć  tereny wystawowe Expo ’98, obecnie Parque das Naç?es. Już sam dworzec kolejowy zbudowany przez Santiago Calatravę jest atrakcją sam w sobie. Co prawda surowa forma wnętrza nie rzuciła mnie na kolana, ale z zewnątrz dworzec wygląda spektakularnie. Polecam też spacer po promenadzie. Bardzo przyjemne miejsce.

Dzielnica Oriente, która powstała od zera na Expo w 1998 roku należy do najdroższych w Lizbonie. Po prawej najwyższy apartamentowiec Portugalii- 24-piętrowa Wieża Świętego Gabriela

 

Dotarliśmy na miejsce.

Pensao Elegante
Pensjonat “Elegante” czasy świetności ma już dawno za sobą ale to świetna i tania miejscówka w centrum

W Oriente wsiedliśmy z powrotem w czerwoną linię metra. Musieliśmy przesiąść się w niebieską linię na stacji Sao Sebastiao i jechać dalej do Restauradores. Tam, niedaleko stacji metra bo jakieś sto metrów, mieliśmy wynajęty pokój (swoją drogą tanio bo z tego co pamiętam to niecałe 30 euro). Pens?o Elegante Lda, bo tak nazywał się pensjonat, nie wygląda specjalnie zachęcająco z zewnątrz. W środku jednak jest bardzo przyjemny. Widać, że dość stary, ale czysty i czułem się tam jak u babci, więc chyba było dobrze. 🙂 Pani na recepcji nie bardzo znała angielski, ale jakoś się dogadaliśmy i chwilę później zaprowadziła nas do pokoju na pierwszym piętrze. Pamiętam, że schody tam były dość wąskie i strome, więc nie wiem jakby się po nich wspinało pod wpływem napojów rozweselających.

Widok z pokoju
Widok z hotelowego balkonu. W oddali zamek Świętego Jerzego, górujący nad Alfamą

Dostaliśmy pokój trzyosobowy, duży z łazienką, i co najważniejsze, z widokiem na całe miasto! Naprawdę, widok z okna był super. Troszkę zdziwiło mnie to, że okna w ogóle nie były szczelne, a na łóżkach leżały po 3 stare koce. Był oczywiście też grzejnik elektryczny, więc nie było obawy przed zamarznięciem. Jesienią w Lizbonie w dzień jest bardzo ciepło, natomiast w nocy temperatura bardzo spada i dobrze jest się na to przygotować.

Bom dia Lisboa!

Elevador
Elevador da Gloria, którą z Placu Restauradores można dojechać prawie pod same drzwi pensjonatu “Elegante”

Idąc z pensjonatu w kierunku centrum miasta mijaliśmy Elevador da Gloria, jedną z czterech zabytkowych publicznych wind. Wygląda jak wagonik starego tramwaju, a otworzono ją pod koniec dziewiętnastego wieku. Winda jedzie całe 265 metrów do tarasu widokowego Miradouro de S?o Pedro de Alcântara. Nie skorzystaliśmy z niej jednak z tego względu, że koszt dwuminutowej przejażdżki u motorniczego, to coś około czterech euro. Jak się później dowiedziałem, można było też zapłacić kartą Viva Viagem i wtedy płacimy jak za przejazd metrem, czyli 1,30 euro.

 

Kamienne fale
Kamienne fale na Placu Dom Pedro IV – sercu Lizbony

 

Taras widokowy odłożyliśmy na później, a na początek udaliśmy się w kierunku Praça do Comércio po drodze mijając między innymi piękną stację kolejową Estaç?o Rossio, która również istnieje od końca dziewiętnastego wieku. to główny plac z dwiema prawie identycznymi fontannami. Bardzo spodobała mi się tam kostka ułożona w charakterystyczne fale. Fajnie też wyglądała choinka, czekająca na Boże Narodzenie w pełnym słońcu, i ludźmi w koszulkach na krótki rękawek dookoła. Na placu natknęliśmy się też przy okazji na manifestację. Nie wiem dokładnie o co chodziło, ale udział w niej brali między innymi emigranci, uchodźcy oraz osoby LGBT.

Idąc dalej, mijaliśmy kolejną z wind. Tym razem była to Elevador de Santa Justa. Moim zdaniem najciekawsza z wind. Konstrukcją przypomina trochę wieże Eiffla w Paryżu. Może dlatego, że zaprojektował ja uczeń Gustawa Eiffla. Tak powiadają. Niedaleko windy Świętej Justyny znajduje się sporo sklepików z pamiątkami. Korzystając z okazji, wstąpiliśmy do jednego z nich po zegarek na ścianę do naszej kolekcji. Tak właśnie. Zamiast pocztówek czy kubków, przywozimy sobie zegarki z naszych podróży, które następnie lądują na ścianie w przedpokoju. Z zakupami mieliśmy nie lada problem, bo jak się okazało nasze karty nie chciały działać w Portugalii. Nie wiem czy to była jakaś ogólna awaria, czy może po prostu nie lubią niemieckich kart. Jak zwykle nie braliśmy gotówki, a tu taki psikus. Nie działała żadna z naszych czterech kart, więc pan sprzedawca wysłał nas ze swoim kolegą go bankomatu. Kolega dobrze nas wtedy pilnował. Chyba bardzo chciał żebyśmy to właśnie u nich kupili ten zegarek. 😀 Pierwszy bankomat zastrajkował, drugi też. Jedna karta, druga karta, trzecia, czwarta i nic. W końcu przy kolejnym bankomacie się udało. I tak dałem ciała że posłuchałem się Dawida i wybrałem tylko tyle, żeby wystarczyło na zegarek. Dalej chcieliśmy kupić sobie coś do przegryzienia w piekarni, a tam nie mieli terminalu więc trzeba było znowu szukać bankomatu, który wypłaci nam pieniążki. Tym razem udało się za drugim podejściem i wybrałem już tyle, żeby starczyło na cały pobyt. Także pamiętajcie. W razie czego, dobrze jest mieć przy sobie jakąś gotówkę.

 

Mój ulubiony Plac Pałacowy.

Plac pałacowy
Plac Pałacowy zwany przez miejscowych Patelnią

Szliśmy dalej w kierunku Łuku Triumfalnego, który było widać już na drugim końcu deptaka Rua Augusta. Łuk jest piękny, ogromy i patrząc przez niego z deptaka widać rzekę Tag. Uwielbiam wodę, więc widok ten szczególnie zapadł mi w pamięci. Za łukiem znajduje się Praça do Comércio, zwany również Terreiro do Paço, czyli Placem Pałacowym, dlatego, że wcześniej znajdował się tam pałac, który został zniszczony przez wielkie trzęsienie ziemi w osiemnastym wieku. Na środku placu znajduje się pomnik króla José I. Pomnik średnio prezentował się w nocy. Nie wiem dlaczego, ale podświetlona była tylko podstawa, przez co górna część pomnika nie była widoczna. W pobliżu placu znajdują się też liczne restauracje, jednak mimo tego, że już powoli byliśmy głodni szliśmy dalej, bo Dawid koniecznie chciał zjeść swoje ulubione kalmary w konkretnej restauracji na plaży poza miastem.

Praca Municipio
Lizboński Ratusz w zachodzącym słońcu na Praca Municipio

Idąc wzdłuż brzegu rzeki Tag na zachód, zahaczyliśmy o plac Praça do Municipio. Tam znajduje się lizboński ratusz, a na środku przed budynkiem stoi pręgierz. O fajny klimat w tym miejscu dbał wtedy zespół grający tam na żywo. Z placu weszliśmy w jakieś wąskie uliczki, które pokazały jak biedne i zaniedbane jest to miasto. Budynki są poniszczone, sypią się i pewnie niektóre z nich nadają się już tylko do rozbiórki. Brak remontów wynika z tzw.  Ustawy Salazara, która sztucznie zaniżała ceny wynajmu mieszkań w portugalskich miastach, przez co właściciele nie mieli pieniędzy na renowację budynków (na szczęście parę miesięcy temu, po kilkudziesięciu latach, ustawa przestała obowiązywać i pewnie wkrótce zobaczycie morze żurawi). W Lizbonie jest też wielu bezdomnych. Wśród nich wielu emerytów, co jest bardzo przykrym widokiem. Tak więc, idąc poza głównymi deptakami, można zobaczyć Lizbonę z zupełnie innej strony. Podobnie jak w Makao.

W trakcie spaceru głód już coraz bardziej dawał o sobie znać, więc poszliśmy już na stację Cais do Sodré, z której odjeżdżał nasz pociąg do Carcavelos. Zanim jednak wsiedliśmy do pociągu, wstąpiliśmy do Pingo Doce. Jest to portugalska Biedronka. Tam kupiliśmy krokieciki z dorsza, zwane Pasteis de Bacalhau, oraz portugalskie smażone pierożki Rissois z mięsnym i rybnym farszem. Bardzo dobre! Musicie spróbować. Nie kupowaliśmy dużo, bo przed nami kolacja. Nie chcieliśmy tylko paść z głodu zanim dojedziemy na miejsce. Teraz lecim bo się spóźnim na pociąg.

Kończę  żeby was nie zanudzić. Niedługo wrzucę część drugą.

M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *