Kiedyś, kiedy chodziłem do podstawówki była sobie taka bajka pod tytułem ” Flinstonowie”. Gimbaza pewnie zupełnie nie zajarzy o co mi chodzi. W każdym bądź razie to była jedna z moich ulubionych kreskówek. Przedstawiała zabawne przygody dwóch małżeństw: Freda i Wilmy oraz Betty i Barneya. Mieszkali oni w kamiennych chatkach, a w życiu codziennym pomagały im mini dinozaury. 

Współcześni Flinstonowie ze wsi Noszvaj

Dziś na próżno byłoby szukać tych jaskiniowców, czy dinozaurów, ale podobne do ich kamiennych domków, wykute w skale, mieszkania istnieją naprawdę. Wystarczy wyjechać z Egeru na Węgrzech 12 kilometrów na północny wschód. Wąska droga wiedzie przez pola słoneczników i zielone doliny. We wsi Noszvaj trzeba wjechać w uliczkę Honved ut i po ostrym zakręcie w lewo zostawić auto, lub wjechać jeszcze po piachu pod stromą górkę, gdzie jest mini parking.

Przy wiejskiej uliczce prowadzącej do jaskiń miejscowi sprzedają domowe wyroby min. dżemy i miody

Kasa biletowa pod drzewkiem

My zdecydowaliśmy się zostawić auto niżej, bo nie mieliśmy pewności, czy nasz samochód da radę wjechać. Dojazd jakąkolwiek komunikacją jest tu praktycznie niemożliwy, bo skalne mini miasteczko jest naprawde na końcu świata. Po wyjściu z samochodu musieliśmy jeszcze pokonać parę metrów pod górę aż doszliśmy do małego drzewka. Pod nim siedziała sobie na ławeczce pani, która sprzedawała bilety za 300 forintów czyli niecałe 4 złote. Pomimo polowych warunków profesjonalnie wydrukowane bilety odrywała z małego bloczku. Obok niej wylegiwał się w cieniu uroczy psiak. 

Stanowisko bileterki i mały przyjazny strażnik

Jaskiniowe mieszkania

Kiedyś mieszkało tu całkiem sporo ludzi. Domy wydrążone w litej skale były zamieszkane aż do lat 50-tych 20 wieku. Mieszkali tu głównie rzemieślnicy i rękodzielnicy. W każdym takim skalnym mieszkaniu był piec, wokół którego koncentrowało się domowe życie. Dziś piece są nadal sprawne i można nawet, po wcześniejszym uzgodnieniu, zobaczyć pokaz pieczenia naleśników lub ciast, w którym sami możemy uczestniczyć, a na końcu spałaszować własnoręczne wypieki. Jest to jednak tylko możliwe w innej miejscowości, która znajduje się również w pobliżu Egeru. W Egerszalok przy ulicy Safrany ut obok podobnych mieszkalnych jaskiń jest też małe kino, muzeum, hotel i tzw. ogród onkologiczny z pachnącymi ziołami. My jednak preferujemy mniej turystyczny Novszaj, gdzie docierają tylko pojedyńczy turyści.

Drążenie pomieszczeń nie wymagało jakiegoś specjalistycznego sprzętu, bo skała, która tutaj występuje (uwaga teraz będzie trudna nazwa) tzw. tuf ryolityczny jest niesamowicie miękka i łatwa w obróbce. Wulkaniczny tuf nie jest jakąś osobliwością na Węgrzech i praktycznie w całym kraju można spotkać wyryte w nim piwniczki na wino lub inne pomieszczenia gospodarcze. Wsie Noszvaj I Egerszalok jednak wyróżniają się pod tym względem, bo tutaj ubodzy ludzie pokusili się o wydrążenie w skale całych mieszkań, często wielopokojowych. Wewnątrz nich kamienne były nie tylko ściany i sufity, ale też meble, półki, a nawet kominy i legowiska. 

Jaskinie tuż obok są dzisiaj nadal użytkowane
Niektóre ze ścian miały nawet ozdobne kolorowe wzorki
Ehhh, zostać tak i nigdzie już stąd się nie ruszać…

Jaskiniowe groty otacza bujna przyroda. Dookoła jest cicho, a jedyne co słychać to bzyczenie owadów. Noszvaj to doskonała miejscówka, żeby oderwać się od miasta i winnych piwniczek pobliskiego Egeru i chociaż na chwilę zanurzyć się w bujnej, pierwotnej naturze.

D.

4 Komentarze
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *