Bonn-cukrowy szał i instagramowe wiśnie [cz.2]

Wiosną kiedy na Breiterstrasse zaczynaja kwitnąć drzewa wiśniowe, ludzie z całego świata zjeżdżają się, by zrobić sobie kultowe zdjęcia.

0

Kunsthalle w Bonn to galeria sztuki. To jedna z najczęściej odwiedzanych galerii w całych Niemczech. Już sam budynek jest ciekawy, zwłaszcza 35 metrowa zjeżdżalnia, którą wprost z dachu budynku można dostać się na plac przed nim, oraz charakterystyczne i widoczne już z daleka świetliki na dachu, w kształcie stożków. Każdego roku odbywają się tutaj dwie do czterech wystaw. Jedną z najbardziej popularnych była wystawa ukazująca grób Tutenchamona, która zgromadziła ponad osiemset tysięcy odwiedzających. Aktualnie jedną z wystaw jest „Denken ist plastik” czyli „Myślenie jest plastyką” dwóch artystów: Lehmbrucka i wzorującego się na nim Beuysa.

O ile dzieła tego pierwszego są ciekawe, zwłaszcza jego rzeźby, przedstawiające ludzkie postacie, o tyle jego naśladowca nie przypadł nam zupełnie do gustu. No ale o gustach artystycznych się nie dyskutuje. Jedno z najsłynniejszych dzieł Lehmbrucka „Klęczący” zaprezentowano w 1911 roku. Wykonano jego cztery odlewy, z których jeden został zniszczony przez nazistów w 1937 roku ponieważ nie wykazywał znamion ekspresjonizmu. Określanogo wtedy jako „zdegenerowana sztuka”. Do dziś z czterech odlewów zachowały się dwa. Jedno można zobaczyć w muzeum sztuki nowoczesnej w Nowym Jorku, a drugie w Dreźnie. Skąd pochodził odlew na wystawie tego nie wiem, ale warto odwiedzić Kunsthalle, choćby ze względu na jego ciekawą architekturę.

muzeum Bonn
Kunstahalle ze stożkami i zjeżdżalnią
rzeźba Bonn Kunsthalle
„Klęczący”.

O innym ciekawym muzeum Haus der Geschichte przeczytasz w części pierwszej.

Żelkowy Boeing

Było coś dla ducha więc w takim razie teraz pora na coś dla ciała. I tu Bonn nada się doskonale bo…mieści się tutaj centrala Haribo. Właściwie mieściła do niedawna, a dziś został tylko zakład produkcyjny, podczas gdy siedzibę główną przeniesiono 30 km na południe od Bonn. Każdy z nas zna gumowe, słodkie misie od których wszystko się zaczęło. A ich historia sięga aż 1920 roku, kiedy Hans Riegel założył firmę, której początkowym kapitałem był worek cukru, miedziany kociołek, wałek, stołek, kuchenka i marmurowa płytka. Nazwał ją od dwóch pierwszych liter swojego imienia, nazwiska i miasta Bonn czyli HAns RIegel BOnn.

Dziś firma zatrudnia w Niemczech siedem tysięcy i posiada fabryki w dziesięciu europejskich krajach. Początkowo gumisie miały pięć smaków: cytrynowy, ananasowy, malinowy, truskawkowy i pomarańczowy. W 2007 roku nastąpiła prawdziwa rewolucja i wprowadzono nowy smak jabłkowy, a zielone misie, dotąd truskawkowe, ustąpiły miejsca jabłkowym, same natomiast dostały barwę jasnoczerwoną. Slogan reklamowy „Haribo macht Kinder froh”, czyli „Haribo sprawia dzieciom radość” do dziś jest najbardziej popularnym sloganem reklamowym wszechczasów w Niemczech, a dwudziestoczteroletnia współpraca gwiazdy telewizyjnej Thomasa Gottschalka z Haribo, została wpisana do księgi rekordów Guinessa jako najdłuższa w branży reklamowej. Reklamy Haribo pojawiały się nie tylko na specjalnych ciężarówkach, krążących po całym kraju, ale dwukrotnie na Boeingach 737. W 1962 roku motto firmy zostało zmienione na „Haribo sprawia dzieciom i dorosłym radość”, co ma podkreślać, że żelki nie są smakołykiem tylko ndla dzieci.

Haribo sklep

Cukrowy szał

Oczywiście dziś Haribo to nie tylko słynne na cały świat misie, ale również setki innych słodkości. Wiele z nich można zobaczyć w firmowym sklepie, przy jednej z głównych ulic Bonn. Jest to jedyny taki sklep na całym świecie. Przyznam, że mógłbym tam spędzić cały dzień. Bogactwo kolorów i smaków przyprawia o zawrót głowy. Najciekawsze jest jednak to, że można zobaczyć jakie smaki i kształty pojawiają się w poszczególnych krajach i są niedostępne w innych. I tak na przykład we Francji pojawiają się żelki miętowe, w Danii wiele rodzajów słonych, w Belgii pianki w belgijskiej czekoladzie, a w Hiszpanii żelki w kształcie sadzonych jajek.

Oprócz tego można tam znaleźć wiele rodzajów o których nie mieliśmy pojęcia. Istnieją na przykład: słodkie, niemieckie precle, o smaku arbuza, melona, w kształcie ogórka, lub o smaku Almdudler, austriackiej, ziołowej lemoniady. Można kupować na wagę, lub gotowe mieszanki. Obojętnie w jakiej postaci, dokonane wyboru jest arcy trudne. Nam też zajęło mnóstwo czasu, bo najchętniej wynieślibyśmy ze sobą pół sklepu. W końcu zdecydowaliśmy się na żelki o smaku arbuzowym , melonowym i pianki oblane pyszną czekoladą. Spałaszowaliśmy je zaraz po wyjściu, a potem jeszcze kupiliśmy je jeszcze raz na powrotna drogę do domu. Dla największych łasuchów przygotowane są ogromne porcje w kartonach po 10 i więcej kilogramów. Na nasze szczęście do sklepu wchodziliśmy tuż przed zamknięciem, bo nie wiem jakby to się skończyło.

Haribo w Bonn

Kiedy udało się nam już trochę ochłonąć czekało już na nas bońskie stare miasto. Pierwsze wrażenie? Najbardziej chyba tym, co rzuca się tutaj w oczy to to, że dominuje barok. W związku z czym kamienice są okazałe, bogato zdobione, najczęściej pomalowane w eleganckie, pastelowe kolory. Jest też dużo przestrzeni, co i rusz rozległe place i szerokie ulice. Na próżno szukać tutaj , poza nielicznymi wyjątkami, czerwonej cegły, brukowanych, wąskich uliczek i ciasnych, średniowiecznych zaułków.

uniwersytet w Bonn
Ruchliwe skrzyżowanie w pobliżu bońskiego uniwerku.

Mały Ludwik za szklaną fasadą

Mijając katedrę, która aktualnie znajduje się w remoncie, trafiliśmy na monumentalny Münsterplatz czyli Plac Katedralny. Nad placem dominuje z jednej strony wspomniana katedra, z drugiej rokokowy gmach byłej poczty, która wcześniej pełniła funkcję miejskiego pałacu, a z trzeciej dom towarowy Kaufhof. Na środku stoi pomnik Beethovena, pod którym każdy odwiedzający miasto turysta musi obowiązkowo sobie zrobić zdjęcie. Zresztą motyw Beethovena przewija się przez całe Stare Miasto. Prowadzi przez nie jego szlak, którego charakterystyczne stacje widać z daleka, w wielu punktach. W ten sposób możemy poznać nie tylko życie i twórczość znanego na całym świecie kompozytora, ale też zobaczyć konkretne miejsca w Bonn, które odegrały w życiu Ludwika istotną rolę.

Bonn Beethoven
Jedna ze stacji na szlaku Beethovena.

I tak na przykład trafiliśmy do domu, w którym się urodził. No więc tak stoimy i patrzymy na ten dom. W miejscu gdzie powinien być stoi zupełnie współczesny budynek. Owszem nazywa się Domem Beethovena, ale raczej za szklaną, współczesną fasadą nie urodził się nikt znany, a już na pewno nie Ludwik. Tajemnicę tego miejsca odkryliśmy dopiero dzień póżniej. Wystarczyło obrócić się i za naszymi plecami był ten prawidłowy, prawdziwy dom, w którym urodził się i żył kompozytor. Stacja na jego szlaku stoi jednak po drugiej stronie ulicy i pewnie już niejeden zdezorientowany turysta uznał, że domostwo państwa Beethovenów nie zachowało się do naszych czasów.

Bonn dom Beethovena
Współczesny „Dom Beethovena”.

Kolejnym placem z wielkiej trójki Bonn jest Remigiusplatz. Nie jest już tak monumentalny jak poprzedni Münsterplatz, ale napewno warto go odwiedzić. Nie tylko żeby zobaczyć kolejne miejsce związane z życiem Beethovena, bo w kościele przy placu brali ślub jego rodzice, a on sam był tutaj ochrzczony, ale ze względu na ciekawy obelisk, który tutaj stoi. Wykonana z brązu sześciometrowa rzeźba Mean Average przedstawia spiralnie wykręcone formy. Wznoszą się ku górze, jakby chciały się wyrwać z całości. Niektóre z nich przypominają ludzkie twarze i sylwetki. Rzeźba nie ma przodu i tyłu, z każdej strony wygląda zupełnie inaczej. Na jej odsłonięciu obecny był były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, który jest wielkim fanem dzieł brytyjskiego artysty Tony’ego Cragga, autora dzieła.

Bonn starówka
Remigiusplatz

Królowa macha ze schodów

W końcu doszliśmy do ostatniego placu Wielkiej Trójki: Rynku. To tutaj wznosi się symbol miasta, ratusz, który olśniewa rokokową elewacją. Od zawsze było to niezwykle ważne miejsce, nie tylko dla historii miasta, ale całego kraju. Ze schodów ratusza pozdrawiały tłumy takie znakomitości jak królowa Elżbieta, Mandela, Gorbatschow, czy Kennedy. Aż w końcu przyszła pora na nas. No może nie pozdrawialiśmy mieszkańców, ale mała sesja fotograficzna musiała się tutaj oczywiście odbyć. Warto zwrócić uwagę na fontannę naprzeciwko ratusza, którą łatwo przeoczyć, kiedy odbywa się wokół niej targ. Miejscowi mówią na nią po prostu „obelisk”. Swego czasu, pod panowaniem nielubianego władcy Elektora Maksymiliana Fryderyka, zostali zmuszeni do jej sfinansowania. Jak można się łatwo domyślać, nie spodobało im się zbytnio. Na obelisku można zauważyć napis po łacinie i niemiecku: „Ty sam wkopałeś pomnik w nasze serca”. W obliczu braku sympatii do elektora, można to raczej interpretować negatywnie. 😉

Bonn ratusz
Sesja pod ratuszem
fontanna bonn
Obelisk na rynku.

Instagramowe wiśnie

W 2020 przypadła 250 rocznica urodzin Beethovena. W związku z tym odbyło się mnóstwo różnych eventową i inicjatyw. Jedną z nich była „#Hovensbeet„. Nazwa pochodzi od nazwiska kompozytora i angielskiego słowa „łąka”. Przy ulicy, przy której urodził się Beethoven, postawiono 21 różnych drzew i drewniane ławki, a wszystko zasponsorowała miejscowa, rodzinna firma. Niestety wysokie koszty utrzymania tej instalacji spowodowały, że trzeba było ją w październiku zeszłego roku zlikwidować. Nam, na szczęście, udało się jeszcze ją zobaczyć. Mimo to, bońskie stare miasto nadal pozostaje niezwykle atrakcyjne.

Większość ulic w jego obrębie jest wyłączona z ruchu samochodowego. Dlatego można po prostu wałęsać się po nim bez konkretnego celui odkrywać co rusz jego piękne zakamarki. I to nie tylko wiosną kiedy na Breiterstrasse zaczynają kwitnąć drzewa wiśniowe, a ludzie z całego świata zjeżdżają się, by zrobić sobie kultowe zdjęcia, których na Instagramie jest już ponad pięć tysięcy. Bonn warto odwiedzić o każdej porze roku. Polecam. Dawid Owczarzak. 😉

Bonn starówka
Zielona ulica.
Bonn brama
Jedna z ocalałych bram miejskich.

A w części trzeciej nocleg w wagonie kolejowym, jedyna w swoim rodzaju, wspaniała rezydencja z widokiem na Ren i jej turbulentna historia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.