Darmstadt 2.0

Wyobrażacie sobie 45 minutowy dokument tylko o jednym placu w Darmstadt, który w dodatku jest arcy ciekawy?

0

To moje drugie podejście do Darmstadt. Pierwsze było kilka lat temu i zbyt szczęśliwie nie przebiegło. Pogoda średnia, a w dodatku była to niedziela. Niemiecka niedziela, co oznacza, że miasto było totalnie martwe. Obejrzeliśmy wtedy Waldspirale (charakterystyczny budynek austriackiego architekta Hundertwassera, bez linii prostych), przespacerowaliśmy się głównym deptakiem, z którego utkwił mi w pamięci wstrętny dom towarowy, a na obiad poszliśmy do restauracji, gdzie kelner upierał się, że w daniu są leśne grzyby, a były to zwykłe pieczarki. Przeczytasz o tym TUTAJ. No cóż… kompletna klapa. Dlatego po tych kilku latach jechałem bez żadnych większych oczekiwań wobec miasta, a jak wiadomo, takie nastawienie jest zawsze najlepsze i już nieraz zapewniło całkiem miły wypad. No i rzeczywiście tak było. Powiem nawet więcej: Darmstadt mnie zupełnie oczarowało i pozytywnie zaskoczyło. No to w drogę.

Znaleźć prawidłową kostkę

Jak to zwykle ze mną bywa, po wyjściu z pociągu trochę się zakręciłem, bo miałem dojechać do głównego placu miejskim autobusem, żeby było szybciej. No ok, tylko przystanków pod dworcem w Darmstadt jest chyba z siedem. Niby są ładnie oznaczone wielkimi, kolorowymi, szklanymi kubikami, ale jeśli się nie wie w którym kierunku się jedzie, a do tego nawigacja nie pokazuje konkretnego przystanku, to trzeba je wszystkie po kolei posprawdzać. Oczywiście zawsze tak jest, że prawidłowy okazuje się ostatni przystanek. Taka to ci już złośliwość przystanków. A swoją drogą no fajne te wielkie kolorowe kostki, ale zorientować się ciężko. Z drugiej strony jest tutaj tak wiele linii autobusowych i tramwajowych, że nie mam pojęcia jakby to można inaczej rozwiązać.

dworzec kolejowy
Zachowany stary napis w hali dworcowej, który witał podróżnych. Mówi o tym , żeby pokazywać osobiście bilety. Pewnie stał tutaj dawniej jakiś pracownik i je sprawdzał. Umiejscowienie tego napisu jest jednak dziwne, bo znajduje się przy wyjściu z hali z peronami, a nie na we wejściu. No chyba , że sprawdzano bilety przed i po wyjściu z z pociągu.
dworzec Darmstadt
Prawidłowym przystankiem okazał się kubik koloru niebieskiego.

W końcu nadjechał prawidłowy autobus, na prawidłowy przystanek i właściwie to źle napisałem, że chciałem pojechać na główny plac miasta, bo wysiadłem nieco wcześniej, przy Domu Literatury. Już słyszę te słowa Michała: boszsz, przecie to zwykły, klockowaty budynek. Ano i może zwykły , ale i tak o nim napiszę. Jeśli chcesz, możesz pominąć ten akapit. 🙂

Nudny akapit, tylko dla fanów architektury

To dom imienia Johna Kennediego, z 1951 roku. Właściwie to Literaturhaus, który powstał tutaj znacznie pózniej, bo dopiero w 1998 (nie budynek, tylko instytucja). Odbywają się tutaj spotkania z pisarzami i warsztaty pisania książek, ale mnie interesuje sama architektura budynku. Kiedy powstał nazywał się jeszcze inaczej: America Haus i był pierwszym instytutem amerykańsko- niemieckim w kraju. Modernistyczna bryła jest po prostu elegancka i stanowi coś pomiędzy stylem przedwojennym z lat 30 i 40-tych, a powojenną moderną. Dobra, kończę już ten wątek, żeby Was nie zanudzać. W skrócie; ładny budynek, opłaca się wyjść z autobusu w drodze do głównego placu miasta Luisenplatz.

Literaturhaus Darmstadt
Czy ten budynek nie jest elegancki? Tak wiem, dziwny jestem.;)

Kolumna z tarasem

A skoro już jesteśmy przy placu, Luiza była żoną Ludwika I Heskiego, a warto wspomnieć, że Darmstadt było niegdyś bardzo znaczącym miastem i stolicą Hesji. Kolumna Ludwika, wysoka na 37 metrów, stoi na środku placu i nie mam pojęcia dlaczego, określana jest jako punkt widokowy. Owszem, w jej wnętrzu znajdują się wąskie schody prowadzące na mikroskopijny taras widokowy na szczycie, ale nie są udostępniane turystom, bo dwie osoby nie dałyby rady minąć się na klaustrofobicznej klatce schodowej. Dostęp do tarasu mają tylko pracownicy służb miejskich, lub udostępnia się go wyjątkowo przy okazji różnych eventów. Kolumnę miejscowi nazywają pieszczotliwie „długim Ludwisiem.” Pomimo że 87% miasta zniszczono podczas nalotów w 1944 roku, jakimś cudem kolumna przetrwała nienaruszona.

Sam plac miał niegdyś pokazywać potęgę władców Hesji i pewnie tak było, bo znajdowała się tutaj ich okazała siedziba i wiele innych monumentalnych budynków. Jako świetny i charakterystyczny cel, plac stał się idealnym miejscem nalotów w trakcie drugiej wojny i dziś stracił już swój historyczny charakter. Nadal jednak jest centralnym punktem miasta. Po wojnie odbudowany został tylko jeden pierwotny budynek, a w miejscu dawnego pałacu jest dziś galeria handlowa, które swoje najlepsze czasy ma już dawno za sobą. Obok niej jest miejski urząd i jest on atrakcyjny z punktu widzenia turysty z dwóch powodów: znajduje się tutaj porządna, bezpłatna i czysta toaleta, a z górnych pięter jest świetny widok na cały plac z wielkich okien.

kolumna i tunel Darmstadt
Do 1977 po Luisenpaltz jeździły auta. Póżniej wybudowano pod placem tunel i całą przestrzeń oddano pieszym, autobusom i tramwajom.

Komunikacyjny armagedon

Plac żyje 24 godziny na dobę i przewija się przez niego ponad 120 tysięcy ludzi dziennie. Krzyżuje się tutaj osiem linii tramwajowych i dwadzieścia osiem linii autobusowych. Prawdziwy komunikacyjny armagedon, a najlepsze jest to, że tramwaje nie maja tutaj wydzielonych torowisk i lawirują pomiędzy przechodniami, podobnie jak ponad 1100 autobusów na dobę, które również nie mają ściśle określonych tras na płycie placu.

Krzyżują się tutaj drogi bardzo różnych ludzi. Od tych najbardziej bogatych, po bezdomnych, czasem również z wyboru. Jeden z nich był bohaterem reportażu o placu, nakręconego przez heski oddział państwowej telewizji. Najlepsze, że będąc w Darmstadt widziałem go na jednej z ulic, nieopodal placu. A swoją drogą, wyobrażacie sobie 45 minutowy dokument tylko o jednym placu, który w dodatku jest arcy ciekawy? Jeśli ktoś byłby zainteresowany to podrzucam link TUTAJ.

Luisenplatz Darmstadt
Luisenplatz. Jak na miejscowe warunki całkiem pustawy, bo już po porannym szczycie komunikacyjnym.

Niebezpieczna fontanna

Z Luisenplatz blisko do miejskiego teatru. To prawdziwy kolos, który posiada trzy sale: jedną na prawie tysiąc miejsc, drugą na prawie 500 i trzecią, najmniejszą, na ponad sto. Zatrudnia ponad 500 pracowników i wystawia rocznie 40 sztuk, które odwiedza ćwierć miliona ludzi. Sam budynek i plac przed nim jest niezwykle ciekawy i fotogeniczny. Jego budowa pochłonęła 70 milionów marek i był to najdroższy powojenny budynek teatru w Niemczech. Mega fajny projekt. Zrobiłem tutaj kilkadziesiąt zdjęć, które prawie przypłaciłbym życiem, bo przed teatrem jest specyficzna fontanna. Nie tryska w górę, ale tafla wody spokojnie spływa do głębiej położonych odpływów. Powoduje to to, że jest tam mega ślisko, więc w ferworze sesji zdjęciowych nie zapomnijcie o tym.

Grande Disco

Po bokach placu stoją białe konstrukcje. Ni to drzewa, grzybki, nie wiem, ale ich zadaniem jest pewnie dawanie odrobiny cienia, na pozbawionym drzew placu. Stanowią też wejścia do garażu podziemnego pod nim. Całość jest po prostu piękna i myśle że zaliczyłbym ten budynek do najpiękniejszych, współczesnych teatrów, jakie w życiu widziałem. A jeszcze trzeba wspomnieć o wielkim kole, które tutaj stoi. To „Grande Disco”, dzieło włoskiego artysty, ku pamięci Georga Büchnera, niemieckiego pisarza i przyrodnika. Jak zwykle nie wiem co autor miał na myśli, ale to wielkie koło mi tutaj przeszkadza i zaburza idealną symetrię placu, dlatego przesunąłbym je gdzieś indziej, a najchętniej pozbyłbym się tego żelastwa.

Grande Disco Darmstadt
Grande Disco i śliska fontanna.
grzybki Darmstadt
Teatr i grzybki. Te grzyby zostaną motywem przewodnim w Darmstadt, bo ostatnio, w tytule poprzedniego posta pojawiły się pieczarki. 😉
sesja zdjęciowa
Efekt mojej przydługawej sesji zdjęciowej teatru.

Słodki chleb w ratuszu

Po tej przydługawej nieco sesji zdjęciowej, przez system deptaków, które obejmują większą część ścisłego centrum Darmstadt, doszedłem do rynku, najstarszego placu miasta. Tu również widać jak wielkie efekty miało bombardowanie z 1944 roku, bo część budynków jest współczesna. Mimo to jest całkiem przyjemnie. Jest ratusz, pałac, fontanna, ale brakuje tego czegoś, co powodowałby, że chce się tutaj usiąść na chwile pod parasolem, wypić kawkę, czy zjeść lody. Może kiedy odbywa się tutaj targ, jest nieco przytulniej.

Główny deptak Darmstadt
Główny deptak Darmstadt z pięknym inaczej, domem towarowym (po prawej).
ratusz Darmstadt
Charakterystyczny biały ratusz, fontanna i udające stare, kamienice. Knajpa z parasolami to Ratskeller, jedyny browar w Darmstadt. Można tutaj zjeść sznycla, którego nie podaje się, jak wszędzie, z ziemniakami, lub frytkami, ale ze słodkawym chlebem z dodatkiem słodu.
Pałac miejski Darmstadt
Jedna ze stron rynku, z pałacem.

Cienie pracowników muzeum

W przylegającym do rynku pałacu jest instytut polsko- niemiecki. Nie zamierzałem wchodzić do niego, ale pomyślałem, eee zrobię fotkę, że w ogóle coś takiego istnieje. Co ciekawe, jego strona internetowa jest tylko po niemiecku i nie ma możliwości przełączenia języka. W każdym bądź razie znajduje się on w rezydencji władców Hesji, nazywanej tez Miejskim Pałacem (Stadtschloss), którzy rezydowali tutaj aż do 1918 roku, czyli Rewolucji Listopadowej, po której pałac przejął land Hesji. Do pałacu prowadzi długaśna brama, której ściany pokrywają ludzkie postaci.

W dwudziestometrowym tunelu łączącym Plac Karolingów z pałacowym dziedzińcem, znajdują się cienie ludzi. Po jeden stronie są to, naturalnych rozmiarów ludzie, żyjący w czasach baroku. Po drugiej stronie są to współcześni studenci miejscowego uniwersytetu, przy czym w obu przypadkach są to cienie prawdziwych ludzi. Do strony barokowej pozowali pracownicy pałacowego muzeum w barokowych strojach. 

pałac Darmstadt
Wejście do pałacu. Wokół całego kompleksu jest pas zieleni.
pałacowy tunel
Tunel do zamku jeszcze do niedawna był cały w graffiti i nie zachęcał do odwiedzenia rezydencji.
pałac miejski Darmstadt
Pałacowy dziedziniec. Szklane drzwi po prawej to wejście do Instytutu polsko- niemieckiego. Przestudiowałem trochę działania tej instutucji i nie znalazłem nic, co mogłoby zainteresować kogoś poniżej 80tego roku życia.;)

To nie będzie jedyne spotkanie ze sztuką w Darmstadt, ale o tym już w części drugiej. Przeczytacie też o medytacyjnym ogrodzie Vortex, hiszpańskim domu, dzielnicy artystów z wieżą ślubów i rozkraczonej babie na łonie natury.😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.