Zwiedzamy Akwizgran – miasto z najpiękniejszą katedrą

Dziś zabieram Was do niemieckiego miasta, które w rzeczywistości wygląda mało niemiecko. Mają tam najpiękniejszą katedrę z niesamowitą historią, oraz pieluszkę Jezusa i palec samego diabła.

0

Akwizgran to kolejna miejscowość w Niemczech do której zawitaliśmy. Już kiedyś wspominałem o tym, że świetnym pomysłem przed zwiedzaniem miasta, jest odwiedzenie muzeum miejskiego. Pozyskanie informacji z takiego miejsca skutkuje bardziej świadomym odkrywaniem miejscowości. W muzeach miejsckich można też dowiedzieć się różnych ciekawostek, których nie znajdzie się w internecie. Wtedy przechodzi się obok fontanny ze stworem przypominającym panterę i nawet nie ma pojęcia dlaczego tam stoi, i że nazywa się Bahkauv. O tym jeszcze napiszę później.

W Akwizgranie muzeum miejskie nazywa się Centre Charlemagne, od francuskiej nazwy Karola Wielkiego, który był królem Franków i Longobardów. To własnie w tym miejscu dowiedzieliśmy się, że historia tego miasta ma swoje początki jeszcze długo przed narodzinami Chrystusa. Istnieją dowody na to, że ludzkość osiedliła się na tym terenie już w epoce neolitu, czyli między 3000, a 2500 r.p.n.e. Wiadomo też, że osiedlili się tam Celtowie, a nazwa miasta pochodzi z czasów, gdy osiedlili się w tym miejscu Rzymianie. Było to mniej więcej w okolicy narodzin Chrystusa. Wówczas osiedle nosiło nazwę Aquae Granni. Aquae oznacza wodę, a Granni pochodzi od Granusa, celtyckiego Boga uzdrowień. 

No ale co ma Akwizgran do wody? No więc w tym miejscu odkrytu źródła wód termalnych, a w związku z tym jest to też uzdrowisko. Generalnie w Niemczech, miejscowości uzdrowiskowe, a właściwie ich nazwy, poprzedza słowo Bad. Jest to odpowiednik naszego zdrój, bo jak wiadomo,  miejscowości uzdrowiskowe w Polsce mają przeważnie w nazwie słowo zdrój. Dlaczego zatem Aachen (tak po niemiecku nazywa się Akwizgran), a nie Bad Aachen? Ano chodzi taka plotka, że dzięki temu miasto znajduje się na pierwszym miejscu w książce telefonicznej. Oczywiście nie chodzi tylko o książkę, ale generalnie w każdym spisie miast, Aachen jest na pierwszym miejscu i tego miasto nikomu oddać nie chce. No i dobrze.

Centre Charlemagne, czyli Akwizgran w pigułce

Powracając do samego muzeum. Można w nim poznać historię od okresu założenia osady przez Rzymian, aż po, prawie, czasy współczesne. Mają tam fragmenty wykopalisk i spora część muzeum poświęcona jest starożytności. Jest też znaczna część, która poświęcona została Karolowi Wielkiemu, bo to w okresie jego panowania właśnie, miasto najbardziej się rozwinęło. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że Akwizgran był miejscem, w którym przez bardzo długi czas koronowano władców Cesarstwa Rzymskiego. W tamtejszej katedrze, której budowę rozpoczęto za czasów panowania Karola Wielkiego. 

W muzeum znajduje się też sporo interaktywnych elementów, a więc można w nim aktywnie spędzić czas, jednocześnie poznając historię miasta.

Wnętrze muzeum
Wnętrze muzeum
Akwizgran
Interaktywna część

Plac katedralny

Centre Charlemagne znajduje się tuż przy placu katedralnym, a więc to od niego zaczynamy zwiedzanie. Po naszej lewej stronie znajduje się przepiękny ratusz, do którego jeszcze wrócę, a po lewej katedra. Pozostałą częśc okalają piękne kamienice, które architektonicznie nie przypominają tych w innych niemieckich miastach. Raczej kojarzyły mi się a architekturą typową dla Holandii, czy też Wielkiej Brytanii. 

Tego dnia w mieście miały miejsce otrzęsiny kotów, czyli zabawy dla studentów pierwszego roku. Obserwowaliśmy jak studenci zebrani na placu, wykonywali zadania narzucone im przez „starszaków”. Polegały one między innymi na zbijaniu puszek piłeczką, tańczeniu w grupie do utworu Y.M.C.A, odgrywaniu scenek w miejscach publicznych i wielu innych, zabawnych akcji. To wszystko oczywiście w towarzystwie alkoholu, muzyki i dużej dawki śmiechu. 

Jak tak sobie ich obserwowałem, że żałowałem, że u mnie tak nie było. Niestety Pandemia pokrzyżowała plany i nasze otrzęsiny się nie odbyły. 

Na placu katedralnym organizowane są również wszelakie eventy. Zbierają się tam też ludzie, by zobaczyć relikwie Jezusa pokazywane z katedry co siedem lat. Bystre oko zauważy również, że niektóre kamienice znajdujące się wokół katedry, mają na dachach tarasy. Zbudowane nie bez przyczyny, oczywiście. Mieszkańcy robili je między innymi w celach zarobkowych. Gdy wystawiano relikwie, osoby stojące na dachowych tarasach, miały najlepszy na nie widok, a więc była okazja, żeby sobie na pielgrzymach dorobić, wpuszczając ich na swój dach za drobną opłatą.

Akwizgran
Plac katedralny

 

Akwizgran i jego źródło termalne

Zanim jednak odwiedzimy katedrę, idziemy do Elisenbrunnen, czyli neoklasycznej budowli, w której znajduje się źródło termalne. Tam jesteśmy umówieni z naszym przewodnikiem, którym był pan Hilbert Jan de Wal. 

Zwiedzanie zaczęliśmy właśnie od źródła, gdzie mieliśmy okazję posmakować wody z uzdrowicielską mocą. Jest wstrętna, ale to tak jak z lekami. Te, które pomagają, raczej nie bywają smaczne. No i w dodatku siarka gryzie w nos jeszcze zanim zbliżymy się do miejsca, z którego tryska gorąca woda. Trzeba uważać, bo naprawdę jest gorąca. Mówi się też, że nie powinno się jej pić w większych ilościach, ponieważ powoduje to biegunkę. Są jednak ludzie, którzy piją ją nagminnie. W dawnych czasach pozwalało  to na robienie niezłego biznesu przez okolicznych aptekarzy. 

Akwizgran słynie też z produkcji czekolady, którą dawniej sprzewadało się między innymi włąśnie jako lek na biegunkę. Nie trudno się domyślić, że dobry biznesmen, zawsze znajdzie sposób aby zarobić. Zwłaszcza, jeśli da się dorobić na niewiedzy innych. Proponowano zatem mieszkańcom picie wody ze źródła, które jak wspomniałem, powodowało problemy żołądkowo-trawienne, a następnie sprzedawano im czekoladę, aby tym problemom zapobiec. Nieświadomi ludzie nie wiedzieli, skąd bierze się u nich biegunka, ale skoro czekolada od aptekarza pomaga, to kupowali i się nią leczyli.

Elisenbrunnen
Elisenbrunnen

Niesamowite fontanny

Tuż za budynkiem, w którym znajduje się gorące źródło, jest mały park. To w tym miejscu archeolodzy odnaleźli pozostałości z czasów, gdy w Akwizgranie żyli Rzymianie. Fragment wykopalisk można nawet zobaczyć, bo jest on odkryty. Pozostałą część postanowiono zakopać. Jest też tam dotykowy ekran, na którym ponoć można oglądać prace wykopaliskowe, ale niestety gdy my tam byliśmy, to jakoś nie chciał działać.

Kilka metrów od archeologicznego znaleziska jest ciekawa fontanna. W ogóle Akwizgran może pochwalić się dość sporą liczbą fantastycznych fontann. Ta w parku przedstawiać ma obieg pieniądza. Wokół zbiornika wodnego, z którego dla odmiany woda nie tryska, a jest zasysana do środka, stoją różne postaci. Jedna z nich wygląda na żebraka, któremu z naprzeciwka jakiś biznesmen rzuca grosz. Z kolei ten sam biznesmen, daje za plecami komuś łapówkę. Po jego prawicy jest jeszcze gość, który daje dziewczynce pieniądze. Byś może jest to ojciec, który wręcza swojej córce kieszonkowe. 

Idąc dalej docieramy do placu przy ulicy Büchel oraz Nikolausstraße. W tym miejscu znajduje się kolejna, ciekawa fontanna. To wspomniany już wcześniej Bahkauv (czyt. Bakauf). Fontanna przedstawia wielkiego stwora na wystającym z ziemi konarze. Wygląda jak olbrzymi kot, szykujący się do ataku. Pewnie większość przyjeżdżających tu ludzi, przechodzi obok niego robiąc mu fotę i myśli sobie „fajny”, nie mając pojęcia dlaczego stoi tu taki stwór. I to jest właśnie powód, dla którego warto wybrać się do miejskiego muzeum, albo nawet wybrać się na wycieczkę z przewodnikiem.

Akwizgran
Obieg pieniądza

Niestworzone historie

Otóż ten zwierz, nie znajduje się w tym miejscu bez powodu. Idąc wzdłóż ulicy Nikolausstraße, można dojść do, zwanej w dawnych czasach (i teraz wszystkie osoby nieletnie proszone są o przejście do następnego akapitu), Hurengasse, czyli w dosłownym tłumaczeniu, aleji Kurew. Tak, wiem, brzydko to brzmi i oczywiście teraz się już tak nie nazywa. Nadal jednak istnieje w tym miejscu „ulica czerwonych latarni”, na której niektórzy mogą znaleźć uciechę. Nie inaczej było w średniowieczu. Mężczyźni, gdy wracali późną nocą do swoich żon, z czasem nie mieli wytlumaczenia na to, dlaczego „tak późno skończyli pracę”, a więc pewnego dnia wymyślono potwora, który atakował biednych mężczyzn wracających tamtędy z pracy. Panowie musieli sobie jakoś radzić, a więc przez pare godzin walczyli ze stworem, co opóźniało ich planowy powrót do swoich domostw. Ach ci faceci… Zawsze jakąś bajkę wymyślą.

Potwór
Potwór

Printen – najlepsza pamiątka z Akwizgranu

Idąc dalej mijamy Printenmädchen, czyli dziewczynkę z „printą”. Printen to swego rodzaju pierniki, jednak różnią się nieco składem, a szczególnie przyprawami. Tuż za kolejną, ciekawą fontanną (Puppenbrunnen), znajdują się dwie cukiernie. Jedna z nich specjalizuje się w produkcji tych właśnie słodyczy. Nazywa się Klein i mają najlepsze printy jakie próbowaliśmy. Bo tak, w tej cukierni możecie spróbować pierników zanim je kupicie. Rodzajów jest sporo. Są w czekoladzie i bez, są twarde i są te mięciutkie. W dodatku panie tam pracujące są mega miłe. W sumie jak można nie być miłym, gdy się pracuje w takim miejscu?

Jeszcze chciałbym wyjaśnić dlaczego są twarde i miękkie printy. Otóż te ciastka na trochę po upieczeniu są bardzo kruche. Miękkie robią się dopiero, gdy wchłoną wilgoć z powietrza, lub jak było napisane na instrukcji w opakowaniu, ze skórki jabłka. Można ją włożyć do pojemnika z printami, co przyspieszy proces mięknięcia. Osobiście mogę powiedzieć, że wolę te miękkie. Być może dopada mnie starość i zęby nie są już takie jak dawniej. 😉

Wypiek ten jest tradycyjny dla Akwizgranu i jest to coś, co koniecznie trzeba stamtąd przywieźć w ramach upominku. Dla bliskich, no i dla siebie oczywiście. No i koniecznie dużo, bo bardzo szybko znikają. Wiem z doświadczenia.

Printen
Printen

Ratusz

Ratusz w Akwizgranie to przepiękny, gotycki budynek, który został zbudowany w XIV wieku na fundamentach pałacu cesarskiego. Najpierw widzi się oczywiście pięknie zdobioną fasadę, aby po chwili zauważyć statułę Karola Wielkiego. Przedstawia ona mężnego jegomościa w zbroi, z koroną na głowie, berłem w jednej i jabłkiem w drugiej dłoni. Ma on wąsy i długą brodę. Broda miała dodawać mu charakteru i sprawić, aby wyglądał bardziej męsko i dostojnie. Wiadomo jednak, że Karol Wielki brody nie nosił, ale miał tylko wąsy. 

Wróćmy teraz do fasady ratusza. Nad głównym wejściem budynku znajduje się płaskorzeźba, która przedstawia Jezusa oraz Papieża i króla Karola Wielkiego właśnie. Na tej płaskorzeźbie ma on tylko wąsy. Dodatkowo na bogato zdobionej fasadzie można zobaczyć podobizny innych któlów. W Akwizgranie, zanim ceremonię koronacji władców przeniesiono do Frankfurtu, koronowano aż 30 królów.

Salę balową, która znajduje się na pierwszym piętrze budynku, zdobią freski przedstawiające życie Karola Wielkiego. W ratuszu można zobaczyć również jego koronę czy miecze. Niestety nam nie było dane zobaczyć tych wnętrz ponieważ tego dnia trwały przygotowania do ceremonii wręczenia Międzynarodowej Nagrody Karola Wielkiego. Jest to nagroda, którą od 1950 roku wręcza się osobom i instytucją, które zasłużyły się w promowaniu pokoju i jedności w Europie. Nagroda ta jest jedną z najbardziej prestiżowych nagród w Niemczech. Wydarzenie jest nawet co roku transmitowane w lokalnej telewizji. W tym roku (2021) laureatem nagrody był rumuński prezydent, Klaus Iohannis. 

Dookoła placu przy ratuszu znajdują się liczne restauracje i bary. Stwierdziliśmy, że to świetny moment na małe piwko. Siedząc przy stoliku i delektując się regionalnym browarem, obserwowaliśmy wygłupy studentów. Kolejnym ich zadaniem było recytowanie, bardzo głośno, stojąc na schodach, przed wejściem do ratusza. Jedna osoba wchodziła na górę i coś tam recytowała (niestety nie słyszałem co), a reszta kilkudziesięcioosobowej ekipy obserwowała z dołu, śmiejąc się i bijąc brawo. Oczywiście ochroniarz z ratusza próbował temu zapobiec, ale gdy tylko znikał w drzwiach, delikwent kontynuował wykonywanie powierzonego mu zadania.

Ratusz
Ratusz

Kulturowe dziedzictwo UNESCO

Ostatnim punktem tego dnia była wizyta w katedrze. Zbudowana na planie ośmiokąta świątynia, znajduje się na liście kulturowego dziedzictwa UNESCO. Budowniczy, których sprowadzono zza granicy, wzorowali się na zbudowanym w VI wieku kościele San Vitale w Rawennie. Jej budowę rozpoczęto gdy panował Karol Wielki. Chciał on, aby świątynia przewyższała swoją świetnością inne wówczas istniejące. Poniekąd dopiął swego, ponieważ katedra była, po zakończeniu budowy, najwyższą świątynią na północ od Alp.

Jednym z najcenniejszych elementów katedry są tak zwane wilcze wrota. Są to wielkie, wejściowe drzwi, które pochodzą z około 800 roku. Zostały one całkowicie odlane z brązu, czego raczej się nie robiło. Zazwyczaj drzwi takie robiono z drewna, a potem oblewano brązem. Sprawiało to, że było masywne, a jednak były w miarę lekkie. W przypadku wilczych wrót, jedno skrzydło waży około dwóch ton. Na drzwiach zamocowano antaby, które mają kształt głowy lwa. Prawe wrota mają w paszczy lwa coś na kształt bolca. Wiąże się z tym ciekawa historia. Właściwie to legenda.

Ponoć w trakcie budowy, zabrakło pieniędzy na odlanie owych drzwi i w tym momencie znalazł się ktoś, kto gotów był wyłożyć swoje pieniądze na ich dokończenie. Nikt nie wiedział kim jest ten człowiek. Jego jedynym warunkiem było to, żeby on jako pierwszy mógł przestąpić przez ich prób w dniu otwarcia katedry. Zgodzili się. 

Katedra
Katedra od strony wilczych wrót

Palec szatana

O hojnym darczyńcy nikt nic nie wiedział, więc zrodziła się plotka, że to sam diabeł dofinansował te wrota i teraz będzie czychał na ofiary wewnątrz świątyni. Przerażeni ludzie bali się wejść do kościoła, no bo przecież nie ma tam Boga, a goścni w nim szatan. Mówiono, że zabierze duszę pierwszej osobie, która tam wejdzie. Po co więc im kościół, do którego nikt nie odważy się wejść? Postanowiono więc przechytrzyć diabła i sprowadzono z lasu wilka, którego następnie wpuszczono do katedry. We wnętrzu panowała ciemność, a więc diabeł nie widział kto wszedł. Przystąpił więc od razu do wydarcia z ofiary duszy, a gdy zauważył, że to nie jest człowiek i zabrał duszę zwierzęcia, wściekł się i z impetem wybiegł przez wilcze wrota. Chwytając lewą ręką za prawe skrzydło drzwi, zaklinował się mu palec z paszczy lwa. Tak więć ten bolec w paszczy antaby, to właśnie palec samego diabła.

Aby upamiętnić wypędzenie szatana z kościoła, sprowadzono z Rzymu posąg wilczycy, który datuje się na II wiek. Wilczyca ma na klatce piersiowej dziurę, która ma oznaczać jej wyrwaną duszę.  To była historia, która najbardziej zapadła mi w pamięć.

O katedrze możnaby napisać osobny artykuł, ponieważ jej historia jest długa i niesamowicie ciekawa. Opowiem Wam zatem w wielkim skrócie, co można w niej ciekawego zobaczyć, poza wrotami i wilczycą.

Świętość katedry

Wchodząc do wnętrza, od razu rzuca się w oczy wszechobecna mozaika. Jest przepiękna i pokrywa miększość ścian i sufitu. Gdy przejdziemy przez ośmiokąt na drugą stronę, to stojąc plecami do ołtarza, możemy zobaczyć na balkonie fragment tronu Karola Wielkiego. Można też zobaczyć go z bliska, a żeby to zrobić, trzeba kupić bilet wstępu, który kosztuje 5€. Nie ma takiej informacji na stronie katedry, więc nie wiem czy to oficjalne info, ale była naklejka przed katedrą, że tyle właśnie kosztuje zobaczenie z bliska tronu i wejście na górę. Również ciekawe jest to, że fotografowanie jest dozwolone „tylko, gdy wrzucimy do skarbonki 1€ i dostaniemy opaskę”. O opasce wcześniej nie wiedziałem, a skarbonka stoi tuż przy wejściu i nikt tego nie kontroluje. Wrzuciłem, ale dziwne to było. 

Kolejną rzeczą, którą już wspomniałem wcześniej, są relikwie Marii Panny oraz Jezusa. Należą do nich: suknie Najświętszej Marii Panny, materiał, którym owinięto biodra ukrzyżowanego Jezusa, oraz jego pieluszki, które rzekomo zrobiono z nogawni spodni Józefa. O ile mnie pamięć nie myli, to wtedy mężczyźni spodni nie nosili, ale co ja tam wiem. W skład relikwiarza wchodzi również chusta, którą owinięto ściętą głowę Jana Chrzciciela. 

Ze względu na posiadane relikwia, Akwizgran jest jednym z ważniejszych miejsc na religijnej mapie wiernych. Pielgrzymi przybywają tu z całego globu, aby raz na siedem lat móc zobaczyć „prawdziwe elementy garderoby świętych”. 

Mostek
Na postku, pomiędzy wieżami, pokazywane są relikwie

Kolacja pod Karolem

Z atrakcji jedzeniowych w Akwizgranie możemy polecić Wam Dai Poke Bowls. Jest to restauracja, w której można kupić wiele dobroci. Poke Bowl, to takie misy wypełnione na przykład ciepłym ryżem, mieszaną sałatą, awokado, fasolką edame, wodorostami, krewetkami lub innymi tuńczykami i sosami. Generalnie masz bazę w postaci ryżu czy kaszy, a resztę dodatków wybierasz sobie sam/a. Jest to zdrowa alternatywa dla fast foodów. W dodaktu pyszna i bardzo świeża. Z czystym sumieniem możemy Wam polecić ten lokal. Koniecznie spróbujcie.

Gdy już otrzymaliśmy nasze jedzonko na wynos, poszliśmy z powrotem na plac przed ratuszem i spoczęliśmy u stóp Karola Wielkiego. Tam delektowaliśmy się naszą kolacją rzucając okiem na przepiękny ratusz.

Poke Bowl
Poke Bowl

W tej części to już wszystko, ale obiecuję, że to nie jest koniec Akwizgranu. Niebawem wrócę z drugą częścią, w której będziemy dalej odkrywać to fantastyczne miasto.

M.

Katedra w nocy
Katedra w nocy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.