Jak pewnie się domyślacie…da się. Nie będzie to oczywiście dogłębne poznanie miasta, ale co nieco da się zwiedzić. Do Wiednia dotarliśmy z mamą pociągiem, korzystając z tego, że podróż z Budapesztu trwa dwie godziny czterdzieści minut (oba miasta dzieli tylko 240 km). Odjeżdżaliśmy z dworca Keleti, a że nasz hotel był tuż obok, mieliśmy luksus wyjścia na pociąg 15 minut przed odjazdem (bilety kupiłem jeszcze w Polsce). A co do biletów to kupując je w internecie nie można ich sobie wydrukować. Trzeba to zrobić dopiero na miejscu, na jednym z budapesztańskich dworców, w automacie, wpisując numer rezerwacji, który przychodzi mailem. Wszystko zrobiłem jak należy i okazało się ,że bilety są. Ale tylko w jedną stronę. Musiałem więc iść do małego biura na dworcu Keleti. Pierwsza pani nie mówiła po angielsku, więc poprosiła z zaplecza drugą. Ta miała jakieś problemy z wydrukowaniem powrotnych biletów, gdzieś dzwoniła, mamrotała dużo po węgiersku ,ale w końcu udało się. Wyszedłem z biletami i dzień później, wcześnie rano mogliśmy ruszyć do Wiednia.

Wiedeń przywitał nas deszczem i jak się później okazało padało przez cały dzień i to tak intensywnie, że moje tenisówki były zupełnie przemoczone. Po wyjściu z pociągu minęło trochę czasu zanim znaleźliśmy prawidłowe wyjście, bo dworzec jest ogromny. Ma kilka poziomów i setki sklepów i restauracji. Cała bryła jest bardzo nowoczesna, a czarna, błyszcząca fasada przypomina wielki kryształ. W strugach deszczu poszliśmy w kierunku pierwszej atrakcji czyli Belwederu. Elegancki, jak całe centrum Wiednia, pałac otoczony jest ogrodem, w którym stoją fikuśne rzeźby, wyglądające jak chińskie smoki na długich tyczkach. Po wyjściu z ogrodu poszliśmy w kierunku Ringu (szeroka ulica, biegnąca wokół ścisłego centrum). Przy ulicy do niego prowadzącej, w prawie w każdej ,bogato zdobionej kamienicy, była jakaś ambasada. Po dojściu do Ringu skręciliśmy w lewo, w kierunku opery. Po drodze tak już lało, że schroniliśmy się w jednym z pasaży handlowych, w którym były chyba wszystkie, najbardziej luksusowe, marki w mieście. Po tym jak trochę się ogrzaliśmy dotarliśmy w końcu do opery. Budynek jest piękny, chociaż jeśli miałbym wybierać między tą operą, a operą w Budapeszcie to wybieram tą drugą.

Główny dworzec kolejowy
Belweder
Rzeźby w ogrodzie Belwederu
Ulica ambasad
Przepych Wiednia
Okazałe kamienice przy Ringu
Opera

Z opery jest już rzut beretem do głównego placu miasta na którym stoi katedra Świętego Szczepana. Kościół oczywiście przepiękny, ale największe wrażenie robi dach, pokryty różnokolorowymi dachówkami, które układają się w geometryczne wzory. Tuż przy głównym wejściu do katedry jest stacja metra i takie połączenie tak jakoś dziwnie wygląda. Nieopodal swój początek ma słynna na cały świat, najbardziej elegancka, ulica Wiednia- Graben. Ulica to tak właściwie bardzo szeroki deptak, który bardziej przypomina wielki plac, przy którym stoją aż kipiące od ozdób kamienice, na których bardzo często pojawia się złoty kolor. Wszystko bardzo zadbane, czyste, a na parterach znajdują się najdroższe sklepy i restauracje. Po dojściu do końca Graben trzeba skręcić w lewo ,w kierunku Hofburga, drugiego po Schönbrunn, najbardziej znanego pałacu w Wiedniu. Pałac jest ogromny, a w jego skrzydłach znajdują się muzea i biblioteka.

Katedra Świętego Szczepana
Stacja metra tuż przy wejściu do katedry
Graben
Graben
Witryny sklepowe na bogato
Hofburg
Plac przy pałacu Hofburg z postojem dorożek

Stąd niedaleko już do miejskiego ratusza, w okolicach którego jest prawdziwe zagłębie ważnych dla miasta budynków: teatru, uniwersytetu i parlamentu. Przed ratuszem znajduje się ogromny Plac Ratuszowy. Odbywał się tam tradycyjny festyn, który klimatem przypominał wiejskie dożynki. Na scenie pokrytej snopkami zboża występowała kapela w ludowych strojach, a dookoła stały drewniane stragany gdzie dawali wino, piwo, kiełbaski i inne przaśne smakołyki. Niestety przy tej pogodzie nie było na nie zbyt wielu chętnych.

Ratusz
Festyn pod ratuszem

Za ratuszem znajduje się stacja metra Rathaus (Ratusz), z której z jedną przesiadką na stacji Karlsplatz można dojechać prosto do Schönbrunn. Pałac rzeczywiście jest przepiękny i nawet przy tak wstrętnej pogodzie zrobił na nas wielkie wrażenie. Gdybyśmy chcieli dokładnie zwiedzić pałac i ogromne ogrody dookoła trzeba by na to poświęcić pewnie cały dzień. Trzeba się liczyć jednak z dość wysoką ceną biletów. Bilet do wnętrz pałacu kosztuje 17,50 euro, a kombi bilet ( obejmujący zoo i dwie inne atrakcje aż 35 euro). Zresztą w Wiedniu trzeba się liczyć z wysokimi cenami, znacznie wyższymi niż w Niemczech. Za obiad w sieciówkowej restauracji (a właściwie bardziej barze) na dworcu głównym zapłaciliśmy około 40 euro za 2 osoby. No i co? Da się zwiedzić? Da sie! Mimo to polecam pobuszować po Wiedniu dłużej niż 6 godzin. I życzę Wszystkim przede wszystkim lepszej pogody. ?

Stacja metra Schönbrunn
Schönbrunn

D.

1 Komentarz
  1. Zwiedzanie Wiednia może trwac 30 minut, problem w tym ze nic nie zwiedzimy. W szesc godzin możesz probowac zwiedzić stolice San Marino, Liechtenstein , Andore lub Watykan. Na Wieden powinno starczyc 5 do 7 dni w zaleznosci na czym się chcemy skupic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *