Neuschwanstein – naga i mokra prawda [cz.1]

Tani namiot też może być drogi Zamek Neuschwanstein to jedna z największych atrakcji nie tylko Bawarii, ale i całych Niemiec. Na liście nowych cudów świata znalazł się na ósmej pozycji. Co roku odwiedza go półtora miliona turystów i w lipcu 2020 dołączyliśmy do tej grupy. Był to nasz przedostatni przystanek w podróży autem po Europie. […]

0

Tani namiot też może być drogi

Zamek Neuschwanstein to jedna z największych atrakcji nie tylko Bawarii, ale i całych Niemiec. Na liście nowych cudów świata znalazł się na ósmej pozycji. Co roku odwiedza go półtora miliona turystów i w lipcu 2020 dołączyliśmy do tej grupy. Był to nasz przedostatni przystanek w podróży autem po Europie. Po  drodze z Austrii minęliśmy najwyższy szczyt Niemiec Zugspitze, a przed domem czekało na nas już tylko Monachium. I tu pierwsza wskazówka: Wybierając się w okolice Neuschwanstein na dłuższy czas (powyżej jednego dnia) nie liczcie na to , że znajdziecie gdzieś tani nocleg. Ceny hoteli i pensjonatów, nawet w wioskach zaczynają się od 80 euro. Na próżno szukać tutaj tanich sieciowych hosteli, a oferty AirBnB wcale nie są tańsze.
Gdzieś tam w środku ramki w chmurach jest Zugspitze.
Dlatego właśnie zamiast szukać noclegu w hotelu zdecydowaliśmy się na pole namiotowe. Podobnie jak w przypadku hoteli, campingi i pola namiotowe mają w Niemczech oznaczenia gwiazdek. I tak na czterogwiazdkowym polu namiotowym można się spodziewać takich udogodnień jak sala z dostępem do telewizji, Wifi, suszarki i pralki, darmowy dojazd autobusem do pobliskich atrakcji turystycznych, występy na scenie, różne kursy dla gości, restauracje i bary, wypożyczalnie sprzętu, czy nawet warsztat naprawy kamperów. Wszystko pod nosem, na zamkniętym terenie. Takie też było pole namiotowe i camping, które my wybraliśmy. Camping „Bannwaldsee” znajduje się zaledwie 5 km od zamku Neuschwanstein. Oczywiście pole namiotowe to dużo tańsza opcja od okolicznych pensjonatów, ale nie spodziewajcie się, że prześpicie się pod namiotem w okolicach zamku Neuschwanstein za grosze. Suma opłat może być równa, lub nawet większa od noclegu w średniej jakości hotelu, lub mieszkaniu Rbnb. Cennik naszego Campingu przedstawiał się następująco: 12 euro za nocleg (w cenie jest łazienka), 12 euro za miejsce dla auta, suszarka do ubrań 3 euro, i opłata klimatyczna 1,90. Wszystkie ceny za osobę, za jedną noc. Tak więc za naszą dwójkę i auto za jedną dobę zapłaciliśmy 42,80 euro. Był to nasz najdroższy nocleg podczas całej podróży, a wynajmowaliśmy za każdym razem w pełni wyposażone mieszkania, a w jednym przypadku połowę domu z mini ogródkiem. Pamiętajcie też, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, w szczycie sezonu, bardzo trudno znaleźć wolne pokoje, lub nawet miejsce na polu namiotowym. Dlatego nocleg należy zacząć szukać na wiele miesięcy przed przyjazdem.

Planuj!

My znaleźliśmy nocleg po bardzo długich poszukiwaniach, a przecież było to w tym roku, kiedy do Neuschwanstein przyjechało o wiele mniej turystów niż zazwyczaj. Również na naszym polu namiotowym udało nam się zdobyć jedno z ostatnich miejsc, a kiedy przyjechaliśmy w strugach deszczu i zapytaliśmy, czy możemy zamienić nasze miejsce na bungalow, okazało się, że wszystkie już są zajęte. Na Camping zajechaliśmy dość późno. Wciąż niemiłosiernie lało. Ponieważ camping jest podzielony na dwie części i zajmuje dość spory obszar nad jeziorem, do docelowego miejsca namiotowego zaprowadził nas gościu w małym elektrycznym pojeździe. Na miejscu okazało się że stanowisko jest prawie nad samym jeziorem, a teren jest już mocno namoknięty. Powoli trawiasta polana zamieniała się w raj dla dzików, uwielbiających błotne kąpiele.

Ciągle pada

Wciąż byliśmy napędzani pozytywnie myślą, że zaraz rozbijemy namiot i w ciepłym suchym wnętrzu smacznie zaśniemy, a rano obudzą nas promienie słońca i oszałamiający widok na Alpy i zamek. Zanim poszliśmy spać podjechaliśmy do oddalonego o kilka kilometrów marketu i zrobiliśmy zakupy na kolację. Miła pani z piekarni na terenie sklepu tuż przed zamknięciem obdarowała nas bułkami i uświadomiliśmy sobie, że jednak miejscowi ludzie są o wiele bardziej sympatyczni niż w naszej Nadrenii. Po spałaszowaniu tłustej kolacji i wypiciu lokalnego wina powinniśmy błogo zasnąć. Niestety nasza przygoda z namiotem dopiero miała się zacząć. Wciąż padało i wkrótce okazało się, że tani namiot z dyskontu przecieka. Wewnątrz było coraz bardziej mokro i zimno. W końcu wpadliśmy na pomysł, żeby pożyczyć z pobliskiej restauracji trochę folii spożywczej i obwiązać nią cały namiot. Miły pan podarował nam całą rolkę i sczęśliwi zapakowaliśmy cały nasz namiot w foliowy płaszcz. Staraliśmy się zrobić to bardzo dokładnie, żeby już żadna kropelka deszczu nie dostała się do środka, ale folia mokra od deszczu nie chciała się lepić.

Jak łatwo stracić życie w namiocie

Zmęczeni położyliśmy się w końcu spać. Deszcz cały czas stukał o ściany namiotu. Nie mogliśmy zasnąć, bo było też dość twardo. W końcu się udało. Po pewnym czasie obudziłem się i zauważyłem, że mam jakiś dziwny, krótki oddech. Okazało się, że namiot mimo wszystko był tak szczelnie obwiązany folią, że zaczęło w nim brakować powietrza.;) Wyszliśmy więc na zewnątrz i zaczęliśmy luzować folię. Oczywiście spowodowało to, że więcej wody zaczęło dostawać się znów do środka, ale było to zdecydowanie lepsze niż brak tlenu. Dotrwaliśmy jakoś do rana i skoro świt, w mokrych butach, ruszyliśmy do łazienek, żeby ogrzać się pd ciepłym prysznicem, a zaraz potem wrzuciliśmy wszystkie przemoczone ubrania do suszarki. Musieliśmy się śpieszyć, bo niedługo odjeżdżał nasz darmowy autobus do zamku (w cenie noclegu była zapewniona darmowa komunikacja między campingiem, a zamkiem Neuschwanstein). Pani w recepcji poradziła nam, żeby jak najwcześniej udać się do kasy biletowej pod zamkiem, bo jeśli nie kupiło się wcześniej biletu online, to można go zdobyć tylko wcześnie rano. Pula biletów do sprzedania każdego dnia jest ograniczona i kończą się one zwykle we wczesnych godzinach porannych. Dlatego chcąc zwiedzić wewnątrz zamek Neuschwanstein należy kupić bilety online z dużym wyprzedzeniem. Unikniemy wtedy bardzo długiej kolejki do kasy i groźby, że nie dostaniemy biletu wcale. Jeśli nie mamy biletu pod kasą należy znaleźć się jak najwcześniej (przed ósmą rano albo i nawet wcześniej) i liczyć na łud szczęścia. Czy udało nam się zobaczyć zamek wewnątrz? O tym w części drugiej, już wkrótce. D.          

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *