Ośrodki miejskie od najdawniejszych czasów otaczały się murami. Wcześniej były to zwykłe, drewniane palisady jak np. w Biskupinie koło Gniezna, a później kamienne ogrodzenia. Czasem był to pojedynczy mur, czasem kilka rzędów obwarowań, w których co kawałek były, chronione przez straże, miejskie bramy. Spełniały one funkcje obronne, dawały też poczucie bezpieczeństwa mieszkańcom grodów.

Kiedy najazdy i plądrowania zdarzały się coraz rzadziej miasta decydowały się na rozbiórkę murów. Zyskiwały w ten sposób nowe tereny pod rozbudowę i wchłaniały podmiejskie osady służebne.

Mury rozbierano w całości lub częściowo, na raty, a w wielu przypadkach ich fragmenty pozostawiano. Niewiele jest na świecie miast i miasteczek, gdzie miejskie mury i bramy zachowały się w stanie nienaruszonym. Jednym z takich przykładów jest miasteczko Freinsheim, w Nadrenii – Palatynacie i właśnie tam dziś Was zabiorę.

Freinsheim to najmniejsze miasteczko w całym landzie, liczy niespełna pięć tysięcy mieszkańców. Osada w tym miejscu istnieje już od 5 tysięcy lat. Jakimś cudem, mimo wielu wojen i całej historycznej zawieruchy mury miejskie ostały się do dzisiaj, w praktycznie niezmienionej formie. Mają długość 1300 metrów, a bramy miejskie i wieże obronne zostały wybudowane w stylu późnego gotyku. Jest im poświęcone nawet specjalne święto tzw. Stadtmauerfest (Święto Murów Miejskich), odbywające się co roku w trzeci weekend lipca.

Mury zbudowano prawdopodobnie w 15 stuleciu, z czerwonego piaskowca i wspinają się na okazałe 7 do 8 metrów. Są w nich tylko dwie bramy: Eisentor i Haintor i aż do początku 19 stulecia broniły one dostępu do miasta z zewnątrz. W murach istniało też niegdyś aż 20 wież, z których do dziś zachowało się trzynaście. W jednej z nich (Casinoturm) znajduje się najmniejszy teatr w całych Niemczech. Niektóre z wież mieszczą wakacyjne mieszkania na wynajem, można też urządzać w nich różne imprezy.

Ponieważ wewnątrz murów z biegiem czasu było coraz mniej miejsca i mieszkało tam coraz więcej ludzi miejskie mury stawały się często ścianami domów. Często też, aby zyskać więcej miejsca, na zewnątrz murów budowano stodoły, które połączone były z domami wewnątrz obwarowań. W ten sposób spacerując dziś wzdłuż murów ciągle mijamy mini mostki nad uliczkami, wąskie zaułki i inne skomplikowane piętrowe konstrukcje.

Wydawać by się mogło, że spacer wąskimi, ciemnymi zaułkami, wzdłuż surowych murów z piaskowca może być nieco przygnębiający. Nic bardziej mylnego! Do wąskich uliczek docierają promienie słońca, które tańczą na powierzchni murów, nieustannie zmieniając ich wygląd. Wiele fragmentów jest porośniętych winoroślą i krzakami róż, a w ich załomach miejscowi stawiają doniczki z kwiatkami i drobne ozdoby. W ten sposób przymurne uliczki stają się przytulne. Ma się ochotę przysiąść przy nich i po prostu podumać nad tym jak bardzo nasze miasta zmieniły się od czasów kiedy stawiano te mury.

W tym mikroświecie, wewnątrz kamiennego okręgu, toczy się jednak współczesne życie. Tuż przy murach, po ich zewnętrznej stronie, są ogródki. Stoją w nich grille, mini baseny i leżaki. Do surowych ścian doklejone są małe szopki na narzędzia. Cały obszar jest jednak pod ścisłą ochroną konserwatora zabytków, dlatego wszelkiego rodzaju szyldy i reklamy występują w formie małych, eleganckich tabliczek, lub napisów, umieszczonych bezpośrednio na fasadach.

Freinsheim doskonale wie jak chronić własne dziedzictwo, jednocześnie nie zmieniając się w martwe muzeum. Dziś to prężny ośrodek, w którym produkcja wina idzie pełną parą. Nie znajdziecie tu jednak wielkich, nowoczesnych rozlewni, a jedynie zabytkowe winiarnie, tzw. Weingut, które rozciągają się wszędzie dookoła.

Jak to jest żyć wewnątrz średniowiecznych murów i prowadzić zupełnie współczesne życie? Przyjedź do Freinsheim i przekonaj się.

P.S. Miejscowe wina są boskie. 😉

D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *