Bydgoszczu

Przychodzi taki dzień w życiu, że trzeba jechać do… Bydgoszczu. Zaraz, zaraz. Oczywiście, że nie Bydgoszczu, ale Bydgoszczy. Dla nas jednak to miasto zawsze będzie Bydgoszczem, a to za sprawą pana Jacka Rostowskiego, byłego ministra finansów z PO, który namiętnie odmieniał Bydgoszczu przez wszystkie przypadki. Zresztą wątek polityczny pojawi się jeszcze, ale o tym później. Na wycieczkę do Bydgoszczu wybraliśmy wspaniały dzień. Środek lata i 34 stopnie. W cieniu. Idealne warunki, aby chodzić po rozżarzonych chodnikach w środku miasta. Ale co tam. Kto jak nie my. My to znaczy ja, Michał i moja całkiem już nie młoda mama. Schowaliśmy mamę pod wielki czarny parasol i ruszyliśmy w drogę.

Parkowanie za pocztówki i reklamowy galimatias

Najpierw zaparkowaliśmy nad Brdą przy pięknym budynku poczty. Ponieważ nie mieliśmy jak zwykle drobnych do parkomatu Michał ruszył w poszukiwaniu jakiegoś sklepu, gdzie mógłby rozmienić pieniądze. Kiedy czekałem na niego z mamą podszedł do nas lokals i poradził żeby iść na pocztę i kupić pocztówkę, bo on tak zawsze robi, kiedy nie ma drobniaków. Michał jednak wrócił z inną radą. Okazało się, że parę ulic dalej jest galeria handlowa i zamiast prawie 20 złotych za parę godzin postoju można tam zaparkować za darmo. No i tak też zrobiliśmy. Tak więc dobra rada dla Was: zamiast krążyć po mieście i szukać miejsca parkingowego można bezpłatnie zaparkować w galerii Zielone Arkady przy ulicy Wojska Polskiego, która jest dobrą bazą wypadową do zwiedzania.

Poczta
Zielone Arkady

Po wyjściu z galerii, no cóż, miasto nie powala urodą. Typowy dla polskich miast reklamowy chaos tutaj osiąga swoje apogeum. Nie dość, że wszędzie pełno jest bilboardów i bannerów to jeszcze na trawnikach przy głównych ulicach parkują pod kątem oblepione reklamami auta, aby ich właściciele nie musieli reklamować się na budynkach. Masakra!

Reklamowy chaos

Hala bez warzyw

Na szczęście są i w Bydgoszczy znacznie przyjemniejsze miejsca o czym zaraz się przekonaliśmy. W drodze na rynek minęliśmy piękny, strzelisty kościół Andrzeja Boboli i tzw. Halę. Hala z zewnątrz prezentuje się zacnie i już oczyma wyobraźni widziałem w niej stragany pełne świeżych owoców, kwiatów, wędlin itd. Niestety nic bardziej mylnego. W środku jest czynne tylko parę straganów z jakimś tandetnym badziewiem. Szkoda, bo ta hala ma wielki potencjał i aż dziwne, że tak tam pusto. Z hali już żabi skok na rynek. Niestety ku naszemu rozczarowaniu był w totalnej rozsypce tzn. remoncie i prawie cały plac był zamknięty, a jedynie na skraju przycupnęła mini plaża z widokiem na ogrodzenie budowy.

Kościół Boboli
Hala
Badziewne wnętrze Hali
Plaża z widokiem na rynku

Jatki

Od narożnika rynku odchodzi ulica Jatki. Wcześniej była to ulica na której sprzedawane było mięso i wyroby wikliniarskie. Później na ponad 50 lat ulica zniknęła z mapy miasta, bo na jej miejscu wybudowano wątpliwej urody bar szybkiej obsługi. Dziś po barze nie ma już śladu, a w 2015 roku ulicę odtworzono chowając ją w całości pod dachem, a jej pierzeje zabudowano bardzo dobrą architekturą. Jatki to kulinarna wizytówka Bydgoszczy. Znajduje się tutaj parę restauracji, a wśród nich “Memo”, która według Tripadvisora jest najlepszą w Bydgoszczy. I to właśnie był nasz cel.

Memo

Dwupoziomowe wnętrze robi niesamowite wrażenie. Pełno tutaj regałów z książkami (również kucharskimi), a białe obrusy na stołach niebezpiecznie alarmują: “tu jest bardzo drogo!”. Jak się okazało w “Memo” nie jest wcale drogo. Nie jest też oczywiście bardzo tanio, ale żadne danie nie przekracza 50 złotych. Michał wziął łososia, który był przepięknie podany (jednak ciut za słony), ja tatara z polędwicy wołowej z sardynkami, kaparami i grzybkami w occie (istne cudo za 29,90). Największą wygraną okazała się jednak moja mama i jej Ossobuco. To danie strasznie trudno znaleźć w Polsce, nawet we włoskich restauracjach. Mama stwierdziła, że gicz cielęca przecięta w poprzek z obrzydliwym dla mnie galaretkowatym szpikiem była boska i nawet lepsza niż ta w Rzymie. Wpisaliśmy się w pamiątkowej księdze restauracji jako “inna strefa” i zapewniam Was, że nie dostaliśmy żadnej zniżki, ani nikt nie prosił nas o reklamę. “Memo” to po prostu dobra restauracja nie tylko według nas, bo średnia ocen na Google to 4,6, więc całkiem wysoko. Brawo Bydgoszcz!

Ą Ę i Sikorski

Aaa, miał być jeszcze jeden wątek polityczny. No więc tak czekamy sobie na jedzenie popijając portugalskie, zielone wino aż tu nagle zauważyliśmy, że w rogu restauracji siedzi…pan Radosław Sikorski (dla nie wtajemniczonych były minister spraw zagranicznych). Pan Sikorski nie zagadał niestety do nas i w ogóle wydał się jakiś taki mało sympatyczny, ale i tak stwierdzamy, że “Memo” jest godne polecenia.

Jatki

Salon miasta

Po obiedzie ruszyliśmy dalej w stronę Brdy. Okolice mostu Kamińskiego to chyba najpiękniejsza część Bydgoszczu. Z jednej strony mamy Spichrze w których znajduje się Muzeum Okręgowe, barkę Lemara w której też znajduje się muzeum, wspomniany już piękny budynek poczty z czerwonej cegły i największą atrakcję tzw. szklane spichrze, które mieszczą siedzibę mBanku. Te dwa budynki stały się symbolem miasta i obsypane deszczem rożnych architektonicznych nagród, znalazły się w pierwszej dziesiątce ikon polskiej architektury po 1989 roku. Mimo że wybudowane już 20 lat temu nic a nic się nie zestarzały i wciąż są pięknie. Takie Bydgoszczu bardzo lubimy!

Salon Bydgoszczy
Szklane Spichlerze

Tuż obok znajduje się kolejny symbol miasta- “ Przechodzący przez rzekę”. Jest to artystyczna instalacja przedstawiająca postać z opaską na biodrach, trzymającą w ręku łuk. Jest to nawiązanie do innego pomnika- Łuczniczki, który znajduje się w pobliżu. Chłopiec na linie jest jej adoratorem i właśnie dla niej niesie łuk, a pionową pozycję utrzymuje dzięki temu, że środek jego ciężkości jest dokładnie w połowie liny. Figura została odsłonięta w dzień wejścia Polski do UE i dziś jest jedną z głównych atrakcji miasta. Brawo Bydgoszczu!

Adorator Łuczniczki

Wenecja

Pozostało nam już tylko odwiedzić Wenecję, ale tą bydgoską. Tak nazywana jest cześć Starego Miasta tuż nad rzeką Młynówką. Kamienice stoją praktycznie nad samą wodą, a pomiędzy nie, a wodę wciśnięty został całkiem niedawno wąski bulwar ze stylowymi barierkami. Woda w Młynówce chyba musi być całkiem czysta, bo idąc weneckim bulwarem minęliśmy pływającego w niej gościa. Urocze to miejsce mimo że wiele kamienic wymaga pilnego remontu. Pomiędzy kamienicami jest wąski przesmyk z 27 schodami. To tzw. Magiczne Schodki, a nich nazwa pochodzi od filmu “Magiczne drzewo”, gdzie robiły za scenografię.

Wenecja

Mama i Michał w Wenecji

Na końcu Wenecji jest kolejne architektoniczne cudo czyli bydgoska przystań na Wyspie Młyńskiej. Jest to kompleks składający się ze sportowej przystani, turystycznej mariny i hotelu. Budynki znam już na pamięć, bo namiętnie czytuję portal bryla.pl, który co roku wybiera bryłę i makabryłę roku. Przystań została bryłą roku w 2012. Od tego czasu trochę się zmieniła, bo drewno zmieniło swój kolor, ale nadal jest piękna. Największe wrażenie robi wielka drewniana powierzchnia, która jednocześnie jest dachem, ścianą i pomostem. Przystań widziałem już drugi raz i wciąż mnie zachwyca. Brawo Bydgoszczu! Tuż obok rewitalizowany jest kompleks starych młynów Rothera w których ma być muzeum mózgu. Kiedy te budynki będą odnowione będzie to naprawdę kawał dobrego miasta. Niestety rzeka akurat w tym miejscu przypomina bardziej wielką wannę wypełnioną brudną pianą.

Przystań
Młyny Rothera
Piana przy marinie

Ulica Długa

Wróciliśmy się drugą stroną Wenecji i doszliśmy do ulicy Długiej, według mnie najpiękniejszej ulicy Bydgoszcza lub jak kto woli Bydgoszczu. Na ulicy znajduje się osobliwe muzeum Mydła i Brudu. Jestem ciekawy jakie eksponaty mają w dziale “Brud”. 😉 Na tej samej ulicy stoi jeszcze stary tramwaj idealny do instagramowych fotek, w którym znajduje się punkt informacji turystycznej. Przypomina on, że Długą jeździły kiedyś dwie linie. W pobliżu znajduje się sklep z chyba największym wyborem gier planszowych jaki widziałem. Nigdzie w sklepach nie mogliśmy dostać karcianej gry “Maskarada”, a tu proszę. Mówisz i masz. Takie rzeczy tylko w Bydgoszczu. 😉 Na ulicy jest też tzw. Bydgoska Aleja Autografów. Zamiast odcisków dłoni, stóp lub innych części ciała Bydgoszcz ma podpisy różnych mniej lub bardziej znanych ludzi, a wśród nich o oczywiście nie mogło zabraknąć naszego kolegi Radka z restauracji “Memo” (dla tych, którzy nie wiedzą, pan Sikorski urodził się w Bydgoszczy).

Ulica Długa

Parking cudo

Po drodze do naszego auta natrafiliśmy jeszcze na jeden z najpiękniejszych piętrowych parkingów jaki w życiu widziałem. Myślałem, że to jakiś szacowny urząd, szkoła czy coś w tym rodzaju, a to zwykły piętrowy parking (“Pod Blankami”, ulica Jana Kazimierza 6). I to jeszcze z konnym pomnikiem w tle. Brawo Bydgoszczu.

Parking. W owalnej części ukryta jest przepompownia
Bułapka 😉

W internecie krąży przezwisko Bydgoszczy: “ Brzydgoszcz”. No cóż…wiele fragmentów miasta pasowało by do tego przezwiska. Są jednak zakamarki Bydgoszczy, które mnie urzekają i sprawiają, że czuję się w tym mieście totalnie przyjemnie. Obserwując zmieniającą się diametralnie Bydgoszcz i inne, polskie miasta stwierdzam, że naprawdę nie ma na co narzekać. Zauważam to tym dobitniej, że na co dzień obserwuję miasto (Ludwigshafen), które idzie w zupełnie innym kierunku, gdzie nic nowego się nie buduje, a to to co jest ulega coraz większej degradacji. Jeszcze raz, brawo Bydgoszcz!

D.

4 Komentarze
  1. Spieszę donieść, że właśnie trwają prace koncepcyjne ws zagospodarowania Hali Targowej. Mam nadzieję, że za rok w środku będzie robić tak dobre wrażenie jak z zewnątrz.

    Przy następnej okazji zapraszam na drugą stronę Brdy zwiedzić secesyjne bydgoskie Śródmieście. Na pewno warto zobaczyć fontannę Potop, ulicę Cieszkowskiego, park Kochanowskiego i posąg Łuczniczki.

    Moja standardowa trasa. Może się przyda 🙂
    https://www.google.com/maps/d/edit?mid=1JAmJ9UbRgYWvJJLS6wsd6S6bFToUbTOL&ll=53.12713701686465%2C18.005434901945478&z=16

    1. Wielkie dzięki za cenne informacje. Na pewno to nie jest nasze ostatnie słowo o Bydgoszczy i zdajemy sobie sprawę, że jeszcze dużo zostało do odkrycia. Szkoda tylko, że sami Bydgoszczanie jakoś nie zauważają jak zmienia się ich miasto, więcej, w lokalnych grupach na Facebooku jest mnóstwo hejtu na temat Bydgoszczy. Trasę wykorzystamy. Pozdrawiamy z jesiennego Ludwigshafen

  2. Dawniej słyszałam, że w Bydgoszczy nic ciekawego nie ma. Od niedawna słyszę, że jednak jest co zobaczyć i to potwierdza Twój wpis. Ładne miasto, warte zobaczenia. Pozdrawiam

    1. Tak, szkoda tylko, że tak krótko tam byliśmy. Na pewno warto wybrać się na troszkę dłużej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *